Ósmy wpis wyjazdu Polska na tydzień / Małopolskie 2024 / Czy rzeczywiście tak zachwycające jak mówią?
Kraków… Z jednej strony przepiękne miasto z arcybogatą historią. Ogromny Rynek z Sukiennicami, masa uliczek wokół, a dalej ulica Grodzka, która doprowadzi nas wprost pod przeogromny na miarę miasta zamek czyli Wawel. I dalej atrakcje Krakowa nie kończą się na tym, bo przecież jest rzeka Wisła, jest dzielnica Kazimierz, która jest moim zdaniem ewenementem w skali kraju. Z drugiej strony – masa, naprawdę masa turystów z całej Europy.
Z rozbawieniem znalazłem swój wcześniejszy post „Kraków na weekend„. Choć cele przyświecały te same to jednak z czasem jestem jeszcze bardziej konkretny, bardziej wymagający wobec tego pora na solidne odświeżenie, dosłownie od nowa – jaki jest Kraków?
Centrum Krakowa – najbardziej klimatyczne miasto w skali kraju
Możemy spierać się o to, że Gdańsk jest piękny. Że Wrocław jest jedyny w swoim rodzaju i Rynek też mają spory wraz z pięknym Ratuszem. Ale wielkość krakowskiego rynku z Sukiennicami na jego środku są ikoną polskiej turystyki. Dodajmy do tego Kościół Mariacki, choć szczerze to mam wrażenie, że kiedyś kojarzył mi się bardziej z Krakowem. Teraz myśląc Kraków widzę jednak Sukiennice oraz ratuszową wieżę, która jest pozostałością po budynku władz miasta. Mnogość uliczek dookoła tego placu jest równie duża zanim dotrzemy na planty – spacerowy pas zieleni otaczający ścisłe centrum miasta, które i tak jest większe niż większość centrów polskich miast jednocześnie zachowując swój staromiejski klimat.
Nie można zapomnieć o ulicy Grodzkiej od której również odchodzą inne, mniejsze dzięki którym możemy dotrzeć na na Zamek Królewski na Wawelu. Jego wielkość imponuje w porównaniu do miejskich zabudowań i niezależnie od tego czy lubimy zwiedzać w tłumie czy nie, jestem pewien, że skusimy się, by wejść chociaż na dziedziniec, rozejrzeć się i zauważyć, że to jedno z najważniejszych turystycznych miejsc w kraju które mimo wszystko uchroniło się od kiczowatości. Oczywiście Wawel i 18 kaplic wraz z wieżą Zygmuntowską (oraz dzwonem Zygmunt, który bije tylko w momencie najważniejszych wydarzeń dla Krakowa i Polski) można zwiedzać, ale tłumów tam co niemiara zatem my odpuszczamy.
Kazimierz – historia jednej dzielnicy
Kiedy wrócimy z zamkowego otoczenia do miasta to już niedaleko będziemy mieli do Kazimierza. Dzielnicy, niegdyś zamieszkałej głównie przez Żydów, którą wysiedlono, a która od wielu lat jest wzorem dla innych w całym kraju. W żadnym mieście nie widziałem tak żywej innej dzielnicy niż ścisłe centrum. Serio, kazimierzowskie ulice i place są pełne knajpek, kawiarni, pubów i wszelkiej maści miejsc w których turyści, ale i mieszkańcy spotykają się, by rozmawiać czy powtarzać materiały do szkoły (czego byliśmy osobiście świadkiem). W ciepłe wieczory Kazimierz jest zdecydowanie bardziej klimatyczny niż wiele ulic w centrach dużych miast gdzie najczęściej żyje Rynek i dosłownie parę najbliższych miejsc.
Nowa Huta – totalnie niewykorzystany potencjał
Co należy jeszcze wiedzieć o Krakowie to istnienie dzielnicy Nowa Huta. Kiedyś było to osobne miasto, które miało być wzorcową socjalistyczną jednostką zbudowaną od podstaw. Symbolem Nowej Huty jest Plac Centralny, ale tak naprawdę na tym oferta tego miejsca się kończy. Dla dociekliwych jest Muzeum Nowej Huty, ale bardziej przypomina to nostalgiczną wystawę niż próbę przedstawienia idei tego miasta. A szkoda, bo moim zdaniem potencjał jest porównywalny do katowickiego Nikiszowca.
Kraków Muzealnie – to trzeba na spokojnie
Oczywiście to nie był pierwszy raz kiedy byłem w Krakowie. Jakoś tak wychodzi, że bywam tam regularnie, a to jakiś przypadkowy wyjazd, a to służbowo, a to podczas wizyty na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej, ale pierwszy raz tak przyjechałem, by zwiedzić miasto dokładniej zwłaszcza muzealnie. A jeśli chodzi o to to Kraków ma naprawdę sporo do zaoferowania i to widać już podczas researachu. Problem jest jednak taki, że jak na duże turystyczne miasto przystało – warto zarezerwować bilety z wyprzedzeniem w niektóre miejsca i co najgorsze – nie ma reguły gdzie jest to konieczne. Z drugiej strony – nie polecam przesadzić z takimi rezerwacjami, bo gonienie po mieście z zegarkiem całkowicie odbiera przyjemność ze zwiedzenia jeśli nie jesteśmy Azjatami.
Wieliczka – Kopalnia Soli, którą trzeba zobaczyć
Zaczynamy jednak od miejsca do którego po prostu trzeba się umówić i to najlepiej jak najwcześniej. Dojazd z Krakowa nie stanowi problemu – można pociągiem, można samochodem.
Kopalnia soli w Wieliczce to turystycznie ta sama klasa co Wawel. Masówka to mało powiedziane, bo miałem wrażenie, że przez jedne drzwi przepływa w ciągu godziny tyle ludzi ile przez 10 lotniskowych gate’ów. Kolejki oznaczone flagami państw, wpuszczanie dokładnie o wskazanych godzinach – to naprawdę miejscami przypomina „Megalotnisko w Dubaju” niż kopalnie, które zwiedzaliśmy chociażby na Śląsku.
Może nie zjeżdżamy windą górniczą, może chodniki są całkowicie turystyczne, ale historia opowiadana przez przewodników jest naprawdę konkretna, pełna ciekawostek i zapadająca w pamięć, a osobiście przykładam do tego ogromną uwagę. Dowiemy się wszystkiego co ważne o historii tego miejsca, o tym jak wydobywano sól, jakie to było mimo wszystko niebezpieczne, ale też ile sól była warta, bo to również dzięki niej Kazimierz Wielki zbudował tyle zamków. Podczas zwiedzania wejdziemy do sal, które pod kątem turystycznym wyglądają naprawdę imponująco, bez fuszerki choć oczywiście podkreślam – są w pełni przygotowane dla turystów więc jeśli ktoś szuka surowej kopalnii to tego w Wieliczce nie znajdzie.
Znajdzie jednak na tyle dużo, że osobiście polecam Wieliczkę zdecydowanie bardziej niż Bochnię nawet mając w pamięci, że nie przepadam za zwiedzaniem w tak turystycznych miejscach. Grupy jednak składają się z ok. 30 osób, przepływ jest płynny, nie nachodzą się i to naprawdę trzeba docenić, bo ludzi jest mnóstwo, a zostawić kogoś w kopalni nietrudno. Polecam również na koniec wybranie opcji przez muzeum – tam dociera już znacznie mniej turystów, a wystawy naprawdę są unikalne i raczej nie zobaczymy podobnych rzeczy w innych miejscach.
Ale jeśli już jesteśmy przy soli pamiętajcie, by odwiedzić Kopalnię w Kłodawie. Odwiedziny tam, w Wieliczce i pal licho w tej Bochni pokażą Wam, że górnictwo soli to wcale nie kuchenna robota.
Podziemia Rynku – zdecydowanie za mało o tym się mówi
Do Krakowa na weekendowe zwiedzanie pamiętam przyjechałem w 2012 roku. Jeszcze wtedy nie było tej atrakcji, a potem jakimś cudem nie było o niej przesadnie głośno.
W niepozornym lokalu w Sukiennicach na rynku możemy zakupić bilety (choć zalecam zastanowić się nad zakupem przez internet, czasem trzeba poczekać na wejście), a z drugiej strony rynkowego targu zejść do podziemi rynku. Ale żeby nie było – to nie jest taka piwnica jak w Poznaniu Muzeum Historii Miasta. Podziemia Rynku w Krakowie to poważnie podziemia rynku w których gdyby nie panujący półmrok to poczulibyśmy się niczym na krakowskim rynku kilkaset lat wstecz. Ilość obiektów przekroczyła totalnie nasze oczekiwania i spokojnie można tam spędzić godzinę czy dwie. Przy okazji – znajdziecie inspirację z paryskiego Luwru, co na pewno znacie z filmów jeśli nie byliście osobiście.
Podziemia Rynku w Krakowie są bezapelacyjnie jednym z najważniejszych krakowskich miejsc do odwiedzenia. Opowiadają spory kawał historii miasta w sposób efektywny dla wielu zmysłów i inne miasta mogą tylko pozazdrościć skali jaka tam jest.
Muzeum Inżynierii i Techniki – ile tam można spędzić czasu!
Podczas poszukiwań miejsc do odwiedzenia natknąłem się na nazwę muzeum jak w tytule akapitu. „O, byłem w takim w Szczecinie” – pomyślałem i z takim przekonaniem wybrałem się na Kazimierz gdzie znajduje się placówka na terenie dawnej zajezdni tramwajowej. I przepadłem.
Obiekt jest ogromny, a historia jaką opowiada to historia miast. Od tych najprostszych rzeczy jak wodociągi w wydrążonych pniach przez całą rewolucję przemysłową i hulajnogi elektryczne do kolonizacji na innych planetach. Wszystko podane w sposób namacalny, a do tego w wielu przypadkach możemy doświadczalnie przetestować wiele rzeczy. Kilka kondygnacji zajęło nam naprawdę sporo czasu, a i tak mogło więcej. I to jest niestety trochę problem tego miejsca. Bo serio – tam przydałaby się kawiarnia gdzie można odpocząć.
Wiedzy jest ogrom. Skłania do myślenia o miastach w tak szerokiej skali jaka w ogóle nie przychodzi na myśl nawet w najbardziej absurdalnych myślach leżąc na hamaku. Po wyjściu, jeśli ktoś rzeczywiście lubi takie tematy to jego mózg będzie generował plątaninę myśli na ile rzeczy tak naprawdę ma wpływ życie w mieście, tak prozaiczne i naturalne dla wszystkich mieszczuchów.
Fabryka Emalia Oskara Schindlera – historia z życia z filmem w tle
Tutaj za pierwszym razem odbiliśmy się od kolejki czekającej do wejścia zatem też polecam zakupić bilety wcześniej. My ostatecznie kupiliśmy bilet na dzień kolejny.
„Lista Schindlera” to jeden z tych tytułów filmów, który większość słyszała. Za filmweb.pl: „Historia przedsiębiorcy Oskara Schindlera, który podczas II wojny światowej uratował przed pobytem w obozach koncentracyjnych 1100 Żydów.” I to zdarzyło się w Krakowie, a obecnie możemy zwiedzać fabrykę tego przedsiębiorcy.
Fabryka w nazwie jednak moim zdaniem jest trochę nadużyciem, bo fabryki nie ma tam wiele. Głównie to jednak historia o ocaleniu Żydów choć trzeba przyznać, że pokazana z dużą dozą kontekstu – chociażby bardzo spodobał mi się początek kiedy nie było mocnego uderzenia trudnym tematem w twarz tylko przygotowaniami do wojny pod koniec sierpnia 1939 gdzie nagłówki gazet w żaden sposób nie przewidywały jaki endzie obraz za parę lat (choć wiadome było, że wojna wisiała w powietrzu).
Ostatecznie jednak spacer po Fabryce Emalii pokazał niezwykłą historię wydarzeń, które praktycznie nie miały prawa się wydarzyć na taką skalę. I chyba to jest tym punktem, który zachęca do tego, by odwiedzić to miejsce. Chociaż osobiście nie do końca rozumiem dlaczego jest to tak popularne wśród zagranicznych turystów – chyba, że po prostu to pochodna filmu.
Żydowskie Muzeum Galicja – niepozorna wystawa, która otwiera oczy
Podczas poszukiwań ciekawych miejsc, przeczesywania GoogleMaps i tworzenia notatek trafiłem na informację o Żydowskim Muzeum Galicja. Nie kojarzyłem tego miejsca, a co ciekawe działa już od 2004 roku. Dobre opinie zachęciły mnie do dodania na listę jak będzie czas. Czas znalazł się, bo miejsce jest, a jakże, na krakowskim Kazimierzu. Muzeum to jednak trochę przekłamana nazwa, bo w istocie to głównie wystawa zdjęć brytyjskiego fotografa. I to trochę brzmi jak banał, który może średnio przekonywać turystów do odwiedzin. Bo faktycznie – nie jest to muzeum w dzisiejszym znaczeniu tego słowa. Ponad setka zdjęć jednak z całej Galicji układa się w historię o żydowskiej części społeczności nie tylko Krakowa, ale również wielu innych miast i małych miasteczek. Zobaczymy jak miejsca, kiedyś ważne dla wyznawców Judaizmu z czasem zostały zaadoptowane na inne potrzebne miejsca – zupełnie jak teraz dzieje się z kościołami choć w Polsce to dopiero jednostki (patrz Elbląg).
Żydowska historia w Małopolsce to jednak nie tylko miejsca i budynki, ale niestety kilka lat które miały ogromny, negatywny wpływ na tę społeczność – tego tematu zdjęcia też nie unikają. Ostatecznie jednak kończymy w sali z historiami kilkunastu osób. Tak różnych, ale jednocześnie tak zwykłych, że na pewno ktoś z nich będzie nam bliższy niż wszyscy. A podczas lektury jej/jego historii dobitnie zrozumiemy w jak absurdalne tezy czasem wierzymy.
Dla kogo zatem jest Żydowskie Muzeum Galicji? Na pewno nie dla fanatyków nowoczesnych muzeów, bo to głównie wystawa. Ale jeśli jesteście parę dni w Krakowie, a Kazimierz dla Was to nie tylko masa restauracji i pubów tylko momentalnie sięgacie historią dalej to warto odwiedzić Muzeum Galicja, by nadać tej historii kontekst. Nie tylko krakowski, ale również w szerszej terytorialnie skali.
Inne muzea i najbliższe okolice Krakowa – na później
Jeden wieczór i dwa pełne dni w Krakowie to za mało, by zobaczyć wszystko. Na pewno będę tam musiał wrócić. Z przyczyn organizacyjnych pominąłem Zamek Tenczyn w Rudnie, który jest niedaleko autostrady A4. Nie odwiedziłem też Muzeum Lotnictwa Polskiego czy Muzeum Armii Krajowej nie wspominając o tym, że tym razem nie dotarłem na Kopiec Kościuszki gdzie również jest Muzeum Kościuszkowskie. I w końcu nie udało się dotrzeć do Bielańsko-Tynieckiego Parku Krajobrazowego gdzie w Tyńcu jest Opactwo Benedyktynów o 1000-letniej historii.
Kraków Jedzeniowo
W Krakowie już dawno temu urzekło nas Hilo z kuchnią hawajską. Nawet jeśli nie przepadacie za owocami morza to znajdziecie tam też opcje z mięsem w bardzo ciekawych smakach. Dosłownie za każdym razem gdy jesteśmy w Krakowie tam wracamy. Poza tym, tym razem przetestowaliśmy N Pizza z pizzą neapolitańską, której strasznie nam brakuje w Poznaniu i okolicach po zamknięciu swarzędzkiego Nieba. To był również dobry wybór i pewnie będziemy tam wracać kiedy będziemy na neapolitańskim głodzie. Jako trzecia knajpka na obiadokolację wpadła nam strasznie niepozorna Poco Loco z kuchnią meksykańską. Tacosy były przednie i co ciekawe – w dość niskiej cenie jak na knajpowe standardy Krakowa.
Z innych ciekawych miejsc polecam Winne Grono gdzie możecie znaleźć piwo, wino czy sangrie na totalnie luźnym klimacie, gdzie raczej ma się wrażenie, że bywają bardziej mieszkańcy niż turyści. A co poza tym? Tak sobie przypadło nam do gustu White Bear Coffee – byliśmy dwa razy (bo blisko do miejsca noclegowego, a akurat lało jak z cebra) i mieliśmy wrażenie, że panuje tam straszny chaos. Śniadania jeszcze ratują jakościowo sytuację, ale na coś słodkiego to następnym razem pójdziemy gdzieś indziej.
Kawiarni macie od groma na Kazimierzu, ale nie zabieram się za polecajki, bo za małej próby dokonaliśmy, by w tej sekcji coś konkretnego polecić, a nie chcielibyśmy odwracać uwagi od innych, fantastycznie wyglądających miejsc, które mieliśmy zapisane, ale ulewna pogoda sprawiła, że tam nie wpadliśmy.
Podsumowanie
Gdzie leży sekret Krakowa? Przede wszystkim w jego wielkości. To nie jest, jak inne „duże” polskie miasta, Rynek i dosłownie trzy ulice na których coś jeszcze się dzieje, a na pozostałych to jasne znajdziemy coś, ale raczej pełnią funkcje mieszkalne. Ulice Krakowa naprawdę żyją. Stare Miasto, Kazimierz – tam zawsze coś się dzieje. Muzealnie – Podziemia Rynku i Kopalnia Soli Wieliczka to bezapelacyjne must see. Muzeum Inżynierii i Techniki też jest super, ale jest tak ogromne, że może Was zmęczyć. I kończyliśmy żydowskimi historiami czyli Fabryka Emalia Oskara Schindlera oraz Żydowskim Muzeum Galicja, które podejmują trudny temat. To pierwsze jest bardzo popularne i po prostu warto zwiedzić, ale to drugie – znacznie mniej uniwersalne – może być wytrychem do zrozumienia jak można doprowadzić do zniszczenia części społeczeństwa. A to może uderzyć bardziej niż optymistyczna wizyta w Fabryce Emalii.
Nie wyobrażam sobie zaliczenia Krakowa „na raz”. To miasto do którego po prostu musisz wracać, bo chyba trzeba by spędzić tydzień, by tak na spokojnie wiele rzeczy zobaczyć, a nie tylko przebiec. Na szczęście okazji do wizyt jest sporo bo z Jury Krakowsko-Częstochowskiej niedaleko, z Krakowa też już możemy skoczyć w góry.




















Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.