Jak zacząć poznawać Jurę Krakowsko-Częstochowską? Plan na 2-3 dni

Nie ma co ukrywać – tak się jakoś złożyło, że pomimo tych wszystkich podróży nie byłem wcześniej na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej zwanej potocznie Jurą. Miejsce nie było szczególnie atrakcyjne w kontekście Gór z Poznania, a jak na Las na weeked to trochę za daleko. Wpadł jednak taki październkowy przedłużony weekend – piątek wzięlismy z dziewczyną urlop i szukałem pomysłu na weekend. Najpierw pomyślałem oczywiście o górach, ale potem stwierdziłem, że może lepiej w końcu zajrzeć na Jurę. Co planowałem? Co nie doszło skutku, co mogłem zrobić lepiej? Tego dowiecie się z poniższej lektury.

Dojazd

Nocleg finalnie zarezerwowałem telefonicznie w Centrum Cezar w Zawierciu. 180PLN za pokój razem ze śniadaniami nie był może najlepszą cenowo opcją w porównaniu z agroturystykami dookoła Zamku Ogrodzieniec, ale finalnie okazał się całkiem dobrym wyborem. Przede wszystkim hotelowe śniadania zwalniały nas z myślenia o takich zakupach, a same w sobie pozwalały na całkiem sensowny posiłek od rana. Po drugie bliskość 50-tysięcznego miasta ma pozytywy (hotel jest od centrum 2-3 kilometry więc lepiej podjechać autem niż spacerować zwłaszcza, że miasto jest dość ciemne). A w tym mieście okazało się, że można znaleźć całkiem niezłe knajpy, co więcej nawet warto zadzwonić i zarezerwować stolik! Ale o jedzeniu na końcu posta 🙂

Przy okazji planowania dojazdu wyszedł klasyczny błąd propozycji Google Maps – zaproponował trasę przez Wrocław, a następnie płatną autostradą A4. Była ona dłuższa ona o 90km od darmowej opcji. Wszystko po to by zaoszczędzić… 11 minut. Witaj XXI wieku… Moim zdaniem więc lepiej pojechać bezpłatnymi drogami na Kępno, Wieluń, Częstochowę i dalej zależnie od planów zwiedzania.

Plan w pigułce:

Dzień pierwszy – piątek

Szlak przy Złotym Potoku

Szlak w PDF: LINK

Jak zaczynać mikroprzygodę to najlepiej od spaceru w lesie, prawda? Za punkt docelowy obieramy sobie darmowy parking (TUTAJ) gdzie pozostawiamy auto. Podczas naszej wizyty z żuka pewien starszy pan sprzedawał lokalne owoce lasów – to dość regularny widok nawet pomimo październikowej wizyty. Jeśli więc ktoś lubi takie zakupy to warto mieć gotówkę.

A my tymczasem przechodzimy przez ulicę i zaczynamy czerwonym szlakiem. Na początek szeroka leśna droga, ale miejmy się na baczności, bo w pewnym momencie skręca w lewo. Wspinamy się po niewielkim nachyleniu – to właśnie takie rzeczy spotkamy w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Szlak jest dość dobrze oznaczony więc nie powinniśmy mieć problemu z utrzymaniem ścieżki. Bez pośpiechu zatrzymujmy się przy tablicach informacyjnych gdzie dowiemy się wielu rzeczy o lokalnych atrakcjach. Pozostawiam Was tymczasem z planem szlaków – pamiętajcie jedynie, że moim zdaniem nie warto nadrabiać kroków i wchodzić do centrum Złotego Potoku – lepiej skrócić drogę ulicą Wrzoską (w lewo za Jurajskim Parkiem Linowym), by znaleźć się na powrotnym szlaku czerwonym i dalej żółtym wrócić na parking.

Ruiny Zamku Ostrężnik oraz jaskinie

To zaledwie parę minut od użytego wyżej parkingu. Auto nalepiej zostawić TUTAJ, a do ścieżki w lesie „zaprosi” nas ostrzeżenie GOPR, by zachować bezpieczeństwo. Nie bez przyczyny, bo o ile same ruiny zbyt wiele wrażenia nie zrobią to z pewnością zwrócimy warto zobaczyć Jaskinię Ostrężnicką na szczycie której znajdował się ów zamek. Tworzy ją łącznie 6 otworów o łącznej długości 98 metrów i prawdopodobnie korytarze były wykorzystywane jako piwnice i magazynu zamku. Dla wspomnianego bezpieczeństwa nie zaleca się wchodzić dalej bez wymaganej wiedzy!

Zamek Bobolice oraz Mirów

Na zamek w Mirowie natkniemy się w zasadzie najpierw, bo Google Maps poprowadzi nas koło do niego przy drodze do zamku w Bobolicach. Aktualnie obie budowle znajdują się w prywatnych rękach, a zamek w Bobolicach został odbudowany. Pojawiły się oczywiste wyrazy oburzenia, że tak nie wyglądał, że tego się nie robi, ale czy rzeczywiście taki jest sens historii? Czy zamki mają pozostać ruinami skoro mogą służyć od nowa nie tylko jako atrakcja turystyczna, ale miejsce z już bogatą historią filmową? Zamek w Bobolicach to bez wątpienia świetny przykład tego jak ktoś z wizją oraz funduszami jest w stanie zrobić coś dobrze. Jak to obecny właściciel rzekomo komentuje – Kazimierz Wielki był szczęściarzem, gdy budował zamki. Miał mniej walki z urzędnikami. I może jest to nastawione na zysk (duży, bezpłatny parking w końcu coś zwiastuje), ale powiedzcie jaki podmiot państwowy podjąłby się rozmów z 30 (tak, trzydziestoma) właścicielami działek pomiędzy zamkami, by zrobić ścieżkę łączącą je? Moim zdaniem naprawdę trzeba docenić takie kompleksowe spojrzenie, a sam zamek po prostu warto odwiedzić bo jest ładny.

Zamek w Mirowie zobaczyliśmy jedynie z auta. Akurat mocniej padało więc odpuściliśmy. Ale warto wiedzieć, że jest on aktualnie rekonstruowany. Myślę, że warto tutaj się pospieszyć i zobaczyć jak teraz wygląda oraz wrócić za kilka lat.

Dzień drugi- sobota

Zamek Ogrodzieniec

Oto najsłynniejszy zamek Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Pomimo COVID, pomimo średniej pogody na parkingu zjawił się autokar z turystami, którzy wolnym krokiem maszerowali gdzieś za nami. A, zaparkować trzeba na prywatnym płatnym parkingu i nie spodziewajcie się oznaczeń. To właśnie dobry przykład, by porównac kompleksowe działanie w Bobolicach oraz częściowe, niepełne przy tworzeniu atrakcji turystycznych. Ale dość o tym, wchodzimy na zamek.

Kupujemy bilety gdzie warto się na chwilę zatrzymać – jeśli zamierzacie odwiedzić wymieniony niżej Gród na Górze Birów to weźcie bilet łączony! Tymczasem na samym zamku Ogrodzieniec ścieżka chwilę zajmuje. Nie potrzeba jednak wiele czasu, by zobaczyć dlaczego zamek jest najpopularniejszy. To nie tylko kawał zachowanego zamku, ale również otaczające mury oraz fakt, że leży na najwyższym wzniesieniu Jury. A my Polacy tak mamy, że lubimy rzeczy naj bez wchodzenia w szczegóły. Właśnie dlatego to było praktycznie jedyne miejsce gdzie natknęliśmy na turystów pomimo średniej pogody.

Bez wątpienia jednak podsumuję, że zamek odwiedzić należy. W świetny sposób pozwala nam wyobrazić sobie jaką funkcję pełniły Orle Gniazda, wyobrazić sobie jego ogrom w czasach świetności oraz po prostu docenić, że mamy takie miejsca w tym kraju.

Gród na Górze Birów

To właśnie idealny przykład wspomnianej wyżej kwestii o tym, że zwiedzamy tylko miejsca najpopularniejsze. Pomimo faktu, że gród jest półtora kilometra od zamku (20min spaceru) i obecności wymienionego tam autokaru słuchajcie tego…Podjechaliśmy autem, bo spacer w deszczu to średnia przyjemność. Polecam TEN parking – w październikowy dzień właściciel stwierdził, że nie ma sensu, możemy zostawić bez opłat, ale raczej nie traktujcie tego jak regułę i zgłoście domofonem, że przyjechaliście. Dalej idziemy za drogowskazami do grodu gdzie pomimo godziny w okolicy 13-14 uprzejmy kasjer mówi nam, że jesteśmy dzis pierwszymi gośćmi! Co tu się wyrabia…

Wspinamy się po schodach do grodu. Możliwe, że właśnie przez to obiekt jest nieczynny w mięsiącach listopad – marzec. O ile podejście nie sprawia problemu o tyle zejście zimą mogłoby kończyć się poślizgiem. Tymczasem w samym grodzie znajdziemy chatę mieszkalną, wieże strażniczą, majdan oraz trzy punkty widokowe. I pomimo tego, że pogoda była tego dnia średnia to przy dobrej aurze jestem pewien, że widoki są świetne. Czyli już wiemy jak żyli w XII/XIII wieku, a teraz pora wrócić do współczesnego auta i ustawić nawigację na…

Zamek Pilcza w Smoleniu

Google Maps powinien nas doprowadzić bezpośrednio na TEN darmowy parking gdzie w małym budynku informacji turystycznej należy zakupić bilety. A następnie wybrać się na spacer dookoła zamku, by dwa razy wejść w jego mury.

Jeśli zaczniemy obejście od prawej strony to najpierw wejdziemy na Zamek Dolny skąd będziemy mogli wejść schodami na górną część oraz co równie ważne dla nas – na wieżę widokową. I tutaj ponownie – pomimo pochmurnej pogody zdecydowanie warto odwiedzić to miejsce. Zwłaszcza, że turystów jak na lekarstwo, prócz nas nie było tam nikogo. Zobaczymy studnię, która miała mieć nawet 200 metrów głębokości (aktualnie zasypana do 26m jak podaje Wikipedia), zobaczymy dawne mury, a i jeśli będziemy chcieli to dyby pozostają do dyspozycji.

Po powrocie do obejścia natkniemy się chwilę później na drewniany most. Dawniej był tutaj most zwodzony, ale aktualny też się przyda, bo możemy wejść do drugiej części zamku. Moim zdaniem mniej interesująca niż pierwsza, ale jest też mniejsza – warto zajrzeć, dużo czasu nie będziemy potrzebować, dosłownie parę minut.

Szlak – Góra Zborów

Teraz kierujemy się na parking przy Centrum Dziedzictwa Przyrodniczego i Kulturowego Jury znajdującym się TUTAJ. Znajdziemy tam bezpłatny parking gdzie możemy zostawić auto, a przy okazji budynek centrum gdzie musimy wejść zakupić bilety na Górę Zborów za niebotyczne 2PLN/os. Bilety kupione? No to w drogę, przechodzimy przez ulicę i pora wybrać którędy idziemy.

Podstawową opcją jest Ścieżka Przyrodnicza Góra Zborów, ale jeśli ktoś trochę dłużej chce poodychać lasem to ma opcję prawie 2 godzinnego marszu.

Szlaki w PDF: Krótki / Długi

Grafika pomocnicza:

Ruiny Zamku Bąkowiec

To miejsce gdzie teoretycznie można dojść z parkingu przy Centrum Dziedzictwa Jury, ale powrót byłby konieczny tym samym szlakiem za czym nie przepadam. Stąd najzwyczajniej w świecie ustawiłem nawigację na Ruiny Zamku Bąkowiec i podążałem za wskazówkami pana z telefonu. I wam też polecam tam jechać, bo traficie do miejsca w środku lasu gdzie z powodzeniem moglibyście odpocząć od miasta. Dość powiedzieć, że drogi dojazdowe były na tyle zjawiskowe, że dziewczyna kazała mi stanąć na środku, by mogła wysiąść i zrobić zdjęcie.

U celu bez problemu powinniśmy móc zostawić auto i przejść się dookoła Zamku Bąkowiec. Zamek jest niedostępny do zwiedzania, zarośnięty i generalnie stanowi tylko atrakcję budującą klimat tej osady, którą tworzy Ośrodek Morsko Plus. Ale miejsce warte chwilowych odwiedzin.

Dzień drugi- sobota

Zamek w Olsztynie

Wybieramy się do Olsztyna – tutaj należy zwrócić uwagę w nawigacji, by przypadkiem nie wybrać miasta z północy kraju. Z autem niestety jest mały problem – parkingu za bardzo nie ma i my zaparkowaliśmy w pobliżu rynku, ale widziałem trochę aut na TYM bezpłatnym parkingu – trochę dalej trzeba będzie dojść do zamku.

Rynek jak i droga z niego do zamku są zresztą dość ciekawe. Trochę przypominają typową polską atrakcję z budżetowymi knajpami, ale trochę widać, że Olsztyn ma aspiracje do czegoś więcej. Pora jednak dokonać zakupu biletów i wejść na dość duży teren zamku na którym możemy iść gdzie tylko chcemy. A warto się tam przejść, zobaczyć, bo zamek sam w sobie to trochę ruin – coś podobnego do Zamku w Kole. Samego zamku więc w tym niewiele, ale murków, punktów widokowych na miasto od liku i jak będziecie mieli szczęście (jak my) to natkniecie się na owce. Czekaj, co? Owce w zamku? Tak, bo Olsztyn uczestniczy w projekcie LIFE+ i owce wypasają się właśnie na tym wzniesieniu.

Czy warto? Dla samego zamku nie warto odwiedzać, ale jeśli ktoś lubi pagórki, punkty widokowe to jak najbardziej. Decyzja należy do Was.

Szlak – Sokole Góry

Szlak w PDF: LINK

To drugi pod względem wielkości rezerwat Jury i również należy to popularniejszych miejsc. Podczas naszego pobytu, w niedzielę po deszczowej sobocie na parkingach (polecam TU i TU) można było zobaczyć wiele aut, ale pomimo tego na szlakach był spokój. Dlatego właśnie warto spędzić tutaj więcej czasu. Tym kończymy naszą mikroprzygodę na Jurę Krakowsko-Czestochowską i Rezerwat Sokole Góry w doskonały sposób to podsumowuje. To niewymagające wzniesienia, ale jeśli ktoś chce, ma dobrą mapę (aplikacja Mapa Turystyczna też daje radę) oraz chęci to ścieżek pomiędzy skałami jest bez liku i można tam spędzić trochę więcej czasu.

Obiad – Bar Leśny

Patrz niżej

Gdzie zjeść

Zawiercie Chicago Bar & Restaurant – http://restauracja-chicago.pl/
Niezła propozycja dla wielbicieli mięsa oraz prześwietna taca przystawek – to coś czego mi nie raz brakuje w knajpach. Przeciętne natomiast ziemniaki oraz frytki – żadnych ciekawych smaków. Burger BBQ, które miałem okazję spróbować generalnie niezły, ale zbudowany bardziej by wyglądać niż ułatwiać jedzenie – ja wiem, że wbity nóż czy inne patyczki nieźle wyglądają na Insta, ale to ma się przede wszystkim trzymać w bułce! 🙂

Zawiercie Pizzeria Las – http://www.pizzerialas.pl/
Wyglądająca na świetną miejscówkę z włoską kuchnią okazała się być akurat nieczynna w tych dniach kiedy byliśmy w Jurze. Na pewno jednak tam zajrzymy następnym razem!

Zawiercie Venezia – http://veneziapizzeria.pl
Mieliśmy tutaj dużo szczęścia, bo zdążyliśmy na ostatni stolik bez rezerwacji ponieważ wcześniej planowaliśmy wizytę w powyższym Lesie. Co by jednak nie powiedzieć – zdecydowanie warto było odwiedzić to miejsce. Bardzo dobry makaron oraz wino doceniła moja dziewczyna. Ja poszedłem w klasykę i pizza (nie jest neapolitańska, ale ciasto jest bardzo dobre i nie zapycha) wraz z oliwami współgrały idealnie, nie było nic do dodania, zdecydowanie polecam!

Olsztyn Bar Leśny – https://www.olsztyn-jurajski.pl/bar-lesny/
W niedzielne popołudnie kiedy kończyliśmy już przygodę z jurajskimi szlakami w Górach Sokolich udaliśmy się do Baru Leśny. Menu może nie jest przesadnie bogate (kuchnia regionalna/polska), ale ceny podobnie. Nie ma jednak co się martwić o wielkość porcji – schabowy o średnicy 20 centrymetrów zawsze cieszy. 😉 Do tego klasyczne ziemniaki z kapustą zasmażaną (której było prawie 1/3 talerza :O ) komponowały resztę. Polecam, ale nadmieniam, że bar jest popularny i może nie być miejsca.

Podsumowanie

Jura Krakowsko-Częstochowska to dość niestandardowa kombinacja dla mieszkańców nizinnej Wielkopolski. To nie są góry, ale GOPR jest tam obecny. To nie są nudne niziny, bo skał jest bez liku. Nie jest też tak, że ciągle się wspinamy bądź schodzimy. Myślę, że to świetne miejsce na reset. Taki właśnie jaki powinieć być wypoczynek – bez żadnych napiętych planów. Korzystaj z tego co jest zamiast myśleć, że gdzieś indziej jest lepiej. Po prostu zanurz się w Jurze, bo miejsce z pewnością jest wyjątkowe i na pewno tam wrócę.

Zwłaszcza, że z uwagi na brak czasu nie zacząłem nawet tematu Ojcowskiego Parku Narodowego…

Dodaj komentarz