Ten wpis jest efektem współpracy z PTTK Szamotuły. Zapewniam jednak, że PTTK nie miało wpływu na treść, oceny i podsumowanie.
Nowy Tomyśl nie wydaje się być pierwszym pomysłem na wycieczkę, prawda? Wiele osób może je skreślać z pierwszego skojarzenia – przecież chmiel i wiklina to dawna historia, nic zaskakującego. Z tym zmierzyłem się swego czasu już w poście „Nowy Tomyśl i okolice – idealny na weekend, ale coś warto wiedzieć…” i 3 lata temu wydałem pozytywną recenzję. A jak to wygląda teraz? Jest gorzej, tak samo, a może coś się zmieniło? No to zapraszam do lektury.
Warto wspomnieć jednak, że tym razem naszym głównym celem był konkretnie Nowy Tomyśl. O ile jeszcze sobotnia pogoda zachęcała do aktywności (choć dzień był szczelnie wypełniony aktywnościami) o tyle drugi, deszczowy, nieco pokrzyżował plany odkrywania zakamarków miasteczka obok których łatwo przejść.
Wiklina w całym mieście
Wydaje mi się, że podczas ostatniego wpisu nie napisałem Wam zbyt wiele o wiklinie poza krótkim zdjęciem największego kosza wiklinowego, który niezmiennie stoi na miejskim rynku (tym obecnym, bo Starym Rynkiem jest obecny plac Chopina – swoją drogą z ciekawym kościołem, polecam zajrzeć do środka). Tymczasem podczas rozmów z bohater(k)ami lokalnej nowotomyskiej turystyki okazuje się, że wikliny jest znacznie więcej.
Największy kosz wiklinowy na świecie
Punktem z którego większość osób zaczyna turystykę w Nowym Tomyślu są odwiedziny przy wielkim wiklinowym koszu. Choć obecnie nie jest to już oryginalna konstrukcja (ta powstała w 2000 roku) to cały czas robi świetne wrażenie. Tym bardziej warto to miejsce zobaczyć wcześniej niż później – podczas ostatniej renowacji (2020 rok) ilość rzemieślników którzy mogli wspomóc prace spadła względem pierwszej wersji… dziesięciokrotnie! Plecionkarstwo to niestety manualna, długotrwała praca a my nastawieni na szybki efekt za jak najmniejsze pieniądze zapewne nie będziemy pomagać w utrwaleniu tej tradycji. 🙁
Oczywiście kosz jest wpisany do Księgi Rekordów Guinnessa.
Wiklinowy deptak
Z Rynku swoje kroki zapewne skierujemy na deptak. Na pierwszy rzut oka – małomiasteczkowy deptak, którego oferta przypomina to co w większości takich miasteczek. Nieco bardziej uważne oko zauważy duże wiklinowe donice, ale tylko lepiej poinformowani będą wiedzieć, że takich wiklinowych i chmielarskich akcentów jest znacznie więcej na tym krótkim miejskim odcinku bez ruchu aut. Tym bardziej zaskoczy fakt kiedy zdamy sobie sprawę, że wiklina niszczeje co kilka lat natomiast te akcenty są cały czas odnawiane bądź stawiane od nowa.
Jeszcze więcej wiklinowych artefaktów
Powiedzmy jednak szczerze – wizyta przy kosztu + deptak to wizyta na góra 30 minut, a to trochę za mało na utrwalenie wiedzy i dłuższe zaangażowanie. Dlatego warto wiedzieć, że takich wiklinowych artefaktów w Nowym Tomyślu jest znacznie więcej:
- 🎶 Wiklinowa muszla koncertowa – choć powoli już wymaga odrestaurowania to polecam zobaczyć. Jak na dłoni zobaczycie tam różnicę kolorów jakie można uzyskać z wikliny przy zerowym malowaniu konstrukcji!
- 🛖 Wigloo – W klasycznym lodowym igloo zapewne niewielu z nas było to warto zobaczyć jak Nowy Tomyśl zrobił lokalną wersję tego „domu ze śniegu”
- 🌐 Globus – Choć trudniej do niego dojść (położenie na środku ronda) to coraz bardziej podobają mi się takie akcenty miejskie, które podtrzymują jakąś wizję miasta
- 👓 Okulary – Zaledwie parę kroków od globusa jest budynek pełniący funkcję, która dość stereotypowo kojarzy się z okularami. Tak miasto postanowiło wyróżnić lokalną… bibliotekę
Zwiedzanie Nowego Tomyśla przez zabawę – sporo nowych opcji
Kiedy 3 lata temu odwiedzałem to miasteczko to polecałem Wam quest jako bardzo dobrze poprowadzony i konieczny do sprawdzenia. Tutaj miasto mnie pozytywnie zaskoczyło, bo obecnie oferuje takich opcji znacznie więcej!
Przede wszystkim pojawiły się dwa nowe questy, a listę wszystkich znajdziecie na https://nowytomysl.pl/nowotomyskie-questy/. Osobiście ich jeszcze nie sprawdzałem, ale planuję wizytę w tamtejszej okolicy na wiosnę (wpadnie aktualizacja pewnego posta, którego nigdy wcześniej specjalnie nie wiązałem z okolicami Nowego Tomyśla). Zwłaszcza kiedy faktycznie wiem, że lokalna ekipa dba o pieczątki itd.
- 💼 Nowotomyski biznes na przełomie wieków (najstarszy)
- 🧺 WikliNowy Tomyśl – od giganta do trabanta!
- 🏞️ Tajemnicze alejki Parku Feliksa / park mają baaardzo przyjemny więc chyba ten będzie moim wiosennym celem
Ale… właśnie zauważyłem, że na ich stronie (i w ogóle w Internecie) brakuje informacji o tym co wywołało naprawdę pozytywne wrażenie – SZEŚĆ GIER MIEJSKICH (!) idealnie skierowanych do zabawy z dziećmi:
- ⌛ Nowy Tomyśl dawniej…
- 🤔 Jakie tajemnice skrywają nowotomyskie tablice
- 🛶 Gdzie są Łodzie? (dopisek prywatny: skąd u licha łodzie w Nowym Tomyślu?)
- 🧺 Wiklinowy zawrót głowy
- 🫏 Mieszkańcy nowotomyskiego ZOO
- 🌿 EKO Nowy Tomyśl
Gry miejskie możecie odebrać w Gminnym Ośrodku Informacji, ale tutaj niestety minus – jest czynny tylko w dni robocze w godzinach zwykle kiedy pracujemy. Za to bezpłatnie powinniśmy je dostać również w ZOO oraz Muzeum Wikliniarstwa i Chmielarstwa do których lada moment przejdziemy.
Poza powyższymi opcjami (których jest naprawdę dużo jak na taką mieścinę) to możemy jeszcze skorzystać z:
- Nowotomyskiego Szlaku Turystyczno-Historycznego – w dwóch wersjach (krótsza/dłuższa), a nasze zwiedzania wspierają tablice umieszczone w różnych punktach miasta (rozwiązanie znane z wielu miast)
- Murale – pojawiają się nieśmiało jako dodatki, ale mam nadzieję, że nie pójdą w ilość. Na razie jakość jak najbardziej trzymają
- TRInO – Turystyczno-Rekreacyjne Imprezy na Orientację – brzmi ciekawie kiedy miałem okazję poznać lekki przykład orienteeringu przez „Zielony Punkt Kontrolny„
Ta oferta naprawdę robi wrażenie.
Muzeum Wikliniarstwa i Chmielarstwa / aktualizacja
W poprzednim poście nieco mniej optymistycznie pisałem o tej placówce. Tym razem jednak, jako zorganizowanej grupie, poświęcono nam więcej czasu. Jak wygląda sytuacja z Muzeum w 2025 roku?
Przede wszystkim zaskoczył mnie fakt, że to oddział… podpoznańskiego Muzeum Szreniawa. To sprawia, że trochę inaczej patrzę na ich możliwości, bo faktycznie Szreniawa wydaje się obecnie głównie inwestować w siebie, a mniejsze placówki bardziej wyglądają jakby oferta była bardzo stała i prawie tkwiły w stagnacji (patrząc z kilkuletniej perspektywy prowadzenia bloga). Choć od ostatniej wizyty zmieniło się niewiele – cały czas niestety mamy sporo encyklopedycznego tekstu oraz prezentacji mnóstwa wikliniarskich rzeczy – to bez dobrej opowieści muzeum kończy jako „przeczytaj, popatrz i wyjdź”. A szkoda, bo moim zdaniem jest tam coraz większy potencjał do dobrego storytellingu z nutą nostalgii, bo faktycznie – jeszcze za mojego dzieciństwa wiklinę widziałem w użytku praktycznie codziennie.
Aczkolwiek dobra nadzieja – pewne środki zostały chyba przyznane (choć na razie na naprawdę podstawowe potrzeby administracyjne), bo zaczynały się pewne prace na wejściu do muzeum podczas naszej wizyty w połowie listopada. Trzymam kciuki, by rozwinęło się to nieco bardziej przez kolejne lata, bo faktycznie są tam osoby pełne pasji, umiejętności, a jednocześnie ta placówka bardzo dobrze uzupełnia ofertę nowotomyskiego Parku Feliksa.
ZOO w Nowym Tomyślu – niezmiennie ukryta perełka
ZOO w Nowym Tomyślu przeszło pomyślną weryfikację już 3 lata temu. Tym razem mieliśmy okazję zwiedzić to w chłodniejszej scenerii i… niezmiennie twierdzę, że to jeden z takich ogrodów, które idealnie nadaje się do spaceru. Śmieszna cena wstępu (10PLN za bilet normalny na koniec 2025), bliskość do zwierzaków, teoretycznie parkowa a praktycznie leśna sceneria – zdecydowanie sama przyjemność i tak szczerze mówiąc to atmosfera jaka w nim panuje to trochę przypomina mi to czym chlubi się szeroko Poznań – Starym Zoo. A to moim zdaniem jest już poważny wyróżnik jakości.
Przy okazji – wiecie, że to jedno z bliższych ZOO dla mieszkańców Gorzowa Wielkopolskiego czy Zielonej Góry? To mnie naprawdę zaskoczyło, że Nowy Tomyśl utrzymuje jakość opieki, której nie mogły/nie chciały kontynuować większe miasta sąsiedniego województwa.
Jedzenie
Podczas naszej weekendowej wizyty mieliśmy okazję testować przede wszystkim kuchnię lokalnego, dwugwiazdkowego hotelu Kopernik. Kuchnia polska w klasycznym wydaniu, powinna być optymalnym wyborem. Ale… jeśli macie możliwość to przejrzyjcie menu Restauracji Gala. Choć nie mieliśmy okazji zjeść bezpośrednio na miejscu z przyczyn organizacyjnych to mieliśmy okazję skosztować ich dań i… bez wątpienia jest to jedzenie do którego wrócę podczas wizyty w Nowym Tomyślu.
Oczywiście nie musicie przejmować się odległościami w Nowym Tomyślu. To bardzo kompaktowe miasteczko, nie ma co tracić czasu na przeparkowanie auta.
A może sery?
Jest jeszcze jedna ciekawostka na którą zwrócono moją uwagę, a która praktycznie nie istnieje w świadomości turystów odwiedzających Nowy Tomyśl i pewnie dalej by nie istniała w mojej. Choć można jeszcze znaleźć informacje, że TOP-TOMYŚL to spółdzielnia to ostatnie zmiany sprawiły, że przeszła w prywatne ręce. Ale… okazuje się, że to może dodać trochę innowacji. O klasycznych wyrobach mleczarskich rozwijać się specjalnie nie będę, ale ser smażony to dla mnie must-have w lodówce od jakiegoś czasu – i to był naprawdę dobry powrót przez lata nieobecności.
Dodatkowo – mieliśmy okazję spróbować pewnych testowych serów, które idealnie mogłyby wpadać jako części na tacy przekąsek. Takie pakiety stanowią świetną alternatywę do standardowych filmowych chrupaczy. Czekam więc z niecierpliwością, aż dojrzę gdzieś takie wyroby, bo smakowo trafiły w odpowiednie punkty.
Jedyne o co się obawiam to jednak właśnie dostępność. Produkty TOP-TOMYŚL mają naturalne, krótkie terminy przydatności co może utrudniać transport na dalsze odległości. Jakkolwiek jeśli spotkacie – polecam spróbować.
Podsumowanie
Choć to post sponsorowany i możecie ulec wizji, że pisany na zamówienie to nic z tych rzeczy.
Poważnie, jestem zaskoczony mnogością opcji na spędzenie czasu w Nowym Tomyślu. Choć to cały czas miejsce na wizytę na jeden dzień (z okolicami na dwa) to gdyby chciało się zobaczyć wszystko od deski do deski na pewno wieczorem padlibyśmy ze zmęczenia. Na szczęście nie trzeba tego robić za jednym razem – można wpadać tam co kilka lat, a przy okazji zobaczyć jak zmieniają się mniejsze miasta. Takie wizyty wychodzenia z bańki większych miast sporo dają dla naszego balansu.
Mam nadzieję, że po lekturze tego posta nie macie już wątpliwości, że do Nowego Tomyśla warto wpaść. Przyjazd, quest, obiad, spacer po Parku Feliksa i ZOO z ewentualną opcją wizyty w Muzeum Wikliniarstwa i Chmielarstwa – idealny pomysł na spędzenie soboty czy niedzieli z ładną pogodą.









Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.