Dlaczego muszę wrócić do Łodzi?

Łódź – z perspektywy Poznania to takie miasto po drodze do Warszawy. Pamiętamy ze szkoły, że to kiedyś było centrum włókiennictwa, ale za to zdążyliśmy już zapomnieć o memach, że meteoryty spadły na miasto i straty wyniosły 23 grosze. Czy rzeczywiście to miasto nie ma nic do zaoferowania? W pierwszy tydzień urlopu 2020 postanowiliśmy się wybrać na dwa dni (wtorek i środa), by sprawdzić co najważniesze. I okazało się, że pewnie jeszcze tam wrócę…

Dojazd i hotel

Ale od początku. Poranek poszedł w miarę sprawnie i ruszyliśmy o 08:30. Droga do Łodzi jest dość prosta i bez wątpienia najlepszym czasowo wyborem jest Autostrada A2 chociaż trzeba pamiętać, że ceny odcinka Autostrady Wielkopolskiej nie cieszą. Można jednak zaoszczędzić (44PLN łącznie w dwie strony) jadąc do Wrześni drogą 92 i tam wpadając na A2 – wtedy zapłacimy „tylko” 32PLN za podróż w jedną stronę.

Dojeżdżamy do miejsca noclegowego – tym razem zdecydowaliśmy się na hotel Ibis przy ulicy Piłsudskiego – wyhaczyliśmy dobrą promocję, której naprawdę nikt by nie przebił. Blisko spacerem do centrum oraz parking dla auta – to najważniejsze co potrzebujecie przy wyborze noclegu. Nocleg się sprawdził, dostaliśmy fajny pokój z całkiem wygodnym i dużym łóżkiem, a i śniadanie było w porządku na początek dnia.

EC-1 Centrum Techniki – musisz tam być!

Swoje pierwsze kroki kierujemy do EC-1 Centrum Nauki i Techniki. To otwarte w 2018 interaktywne centrum zlokalizowane w zaadaptowanych i zmodernizowanych budynkach zabytkowej elektrociepłownni, która działała przez blisko 100 lat (do 2001 roku). Nikt kto jest ciekawy świata nie będzie się nudzić. Minimum na to miejsce trzeba zarezerwować 2-3 godziny, ale z uwagi na niesamowitą ilość eksponatów i fakt, że dostajemy opaskę na rękę to możemy wychodzić i wracać w ciągu dnia. Bo tak szczerze mówiąc gdybym poszedł z dzieckiem, które chciałoby dosłownie wszystko poznać to byłaby zabawa na CAŁY dzień! A nadmieniam, że nie korzystałem z opcji kina sferycznego, ale na taras widokowy czynny tylko w sezonie letnim oczywiście się wdrapaliśmy. I chociaż widok nie powala (Łódź ma swój klimat właśnie z perspektywy pieszego) to stanowiło świetne zwieńczenie tych paru godzin poznawania każdego zaułka tego niezwykłego miejsca. I to wszystko za cenę 23PLN za osobę. Niewiele jest tak tanich atrakcji oferujących tyle możliwości.

Zastrzegam jednak – byłem we wtorek, ludzi było niewiele. Bilety można również kupić on-line (wtedy bodajże zachowują ważność 30min po wybranej godzinie), ale w dni robocze uważam, że nie jest to potrzebne. Nie wiem natomiast jak sytuacja wygląda w weekendy – jeśli będziecie mieli okazję być tam w sobotę/niedzielę będę wdzięczny za informację o frekwencji.

Łódź Fabryczna – poważnie warto iść na dworzec?

Niby niedaleko od EC-1 jest położony dworzec kolejowy Łódź Fabryczna – przez trafający remont trzeba byłoby trochę obchodzić dookoła stąd odpuściłem. Czekaj, chwilę, czy ja właśnie chciałem zobaczyć dworzec? Miejsce, które w Poznaniu zeszło ze 150-letniego budynku do hali w galerii handlowej, może być ciekawe? O ile na pewno zwróci Waszą uwagę ten budynek stojąc w punkcie widokowym na szczycie Centrum Nauki i Techniki, o tyle interesujące dla mnie jest co jest w środku, bo zdjęcia wyglądają naprawdę ciekawie (klik). Co sądzicie, warto tam wpaść następnym razem?

Pietryna… Piotrkowska w sensie – zaglądaj gdzie tylko się da!

Łódź to chyba jedno z nielicznych miast, które nie posiada głównego placu w centrum pełniącego funkcję rynku jaki znamy. Tego samego gdzie w dużych miastach gwar czasem już doskwiera, ludzi jak mrówek, a knajpy mają ceny dwa razy droższe niż te za rogiem. Dla pełni informacji – historycznie w Łodzi jest zarówno Stary jak i Nowy Rynek lecz dziwnym trafem nie zrobiły takiej kariery jak bohaterka tego akapitu. To właśnie ulica Piotrkowska i jest jedną z najdłuższych ulic handlowych w Europie – liczy ponad 4 kilometry!

Czyli co…. taki deptak? Może tak, a może nie do końca. Z uwagi na brak wspomnianego rynku knajpy musiały się gdzieś podziać i są właśnie tam. Ale nie bezpośrednio na ulicy (jak ogródki na Wrocławkiej w Poznaniu w 2020), ale w bramach kamienic. Bramach, które potrafią skrywać niesamowite i bardzo klimatyczne miejsca, knajpy, hotele. Bramach w których znajdziecie niezłą kuchnię z całego świata. A przede wszystkim… spokój, bo uliczki wyciszają gwar dobiegający z Pietryny jak lokalsi nazywają tą najpopularniejszą ulicę miasta. To naprawdę jedna z największych niespodzianek dla mnie i to bardzo pozytywna. Bo to, że Piotrkowska jest ulicą handlową to niby wiedziałem. Święty Marcin też jest. Ale różnica polega na tym, że Piotrkowska skrywa fajne tajemnice, a Święty Marcin świeci betonem i w bramach nie ma nic co mogłoby zainteresować turystów (no dobra, w porządku, ostatnio 2-3 ogródki się pojawiły, ale gdzie do czasów świetności ulicy…).

A ile ciekawych bram udało się Wam odkryć?

Pasaż Róży – ten zaułek musisz zobaczyć… na dziesiątki sposobów

Nawet jeśli nie bawi Was wchodzenie w jakieś bramy to koniecznie przespacerujcie się do tej zwanej Pasażem Róży. Sztuka nowoczesna może nie jest tym co uważam za szczyt ludzkich możliwości, ale warto zobaczyć tysiące małych nieregularnych lusterek, które mają symbolizować to jak postrzegamy świat przez siatkówkę naszego oka – tysiące światłoczułych receptorów, które scalają obraz w jeden. A co jeśli zmienimy pozycję? A co jeśli nagle pomiędzy naszymi receptorami pojawią się „rysy”? Zwłaszcza na to drugie pytanie musiała odpowiedzieć artystka, a dokładnie jej córka – ciekawscy będą w stanie znaleźć w Internecie co dokładnie było źródłem inspiracji.

My tymczasem kierujemy się na chwilę do hotelu, by odpocząć przed dalszym spacerem, który zaczniemy wczesnym wieczorem.

Księży Młyn – o co tu w ogóle chodzi?

Wybieramy się w miejsce, które pojawia się w każdym ale to absolutnie każdym przewodniku o tym mieście. W skrócie to dawny zespół fabryk włókienniczych obejmujący budynki przędzalni, ale i domy robotników (famuły). We wszelkich opisach to miejsce gdzie poczujemy ducha XIX-wiecznej Łodzi pełnej włókiennictwa. A co tam znaleźliśmy we wtorkowy wieczór?

Jeden otwarty pub i w zasadzie tyle jeśli chodzi o miejsce do chill outu. Czy urzekła mnie architektura? Dużo cegły skrywającej z pewnością wiele lat historii, ale… no właśnie czegoś zabrakło. Może konkretnego celu w tym miejscu? Konkretnego pomysłu na ścieżkę pomiędzy tymi budynkami z odkrywaniem kolejnych ciekawostek sprzed prawie 200 lat? Bo samo to, że kompleks jest zabytkowy nie wystarczy – potrzebna jest dobra opowieść. A tego teraz tam się nie znajdzie. Gdyby tylko znalazł się tam ktoś kto potrafi tworzyć historie…

Przecież to jest zaraz obok – Muzeum Kinematografii! Tylko niestety aktualnie nieczynne – to też jeden z tych punktów, których nie udało się zwiedzić, a do których będę musiał kiedyś wrócić. Tymczasem – maszerujemy znowu na Pietrynę…

OFF Piotrowska – czy to taki łódzki Kontener.ART?

To kolejne miejsce o którym naczytałem, nasłuchałem się dużo, a nie miałem okazji być. Czy to taki kontener.ART? Czy to może coś większego? Czy też jest tam tak głośno? Odpowiadając po kolei: nie, tak, nie, zresztą nie pytaj więcej – koniecznie musisz tam wpaść wieczorem. We wtorkowy przyjemny wieczór ludzi było w sam raz. Nie było ścisku pomiędzy leżakami, przyjemna muzyka sączyła się w tle i pozwalała na luźną, letnią rozmowę, a food-trucki oraz pub bez kolejki serwował kolejne piwa. Ale to nie wszystko.

OFF Piotrowska to nie tylko owe leżaki, ale również knajpy i inne atrakcje zlokalizowane, a jakże, w dawnej przędzalni (ta historia rzeczywiście przewija się w Łodzi na każdym kroku, a jeszcze mamy dzień drugi…). To powoduje, że OFF Piotrkowska powinien jeszcze żyć w połowicznej formie poza sezonem – wtedy kiedy u nas kontenery już się zwijają nie dając żadnej alternatywy.

Problemem okazuje się zjedzenie jakiejś małej przekąski późniejszym wieczorem w środku tygodnia poza OFF’em. Finalnie lądujemy w kolejnej bramie gdzie odkrywamy przyjemną włoską knajpę. Lekka pizza z pomidorem i rukolą jest prawie zawsze dobrym wyborem. Spacerem wracamy do hotelu – jutro na szczęście plan spokojny zwłaszcza, że czegoś nie wiedziałem…

Dzień drugi

Pobudka, śniadanie, wymeldowanie. Bez pośpiechu zabieramy auto z hotelowego parkingu i przestawiamy je na darmowy parking na Manufakturze. To naprawdę niesamowite, że w takim kompleksie w samym centrum miasta nie pobierają opłat – patrz znowu ta nasza nieszczęsna Avenida… 😉

Muzeum Kanału Dętka oraz Muzeum Miasta Łodzi – nie tym razem…

Spacerem kierujemy się w stronę ulicy Piotrkowskiej, by zejść do podziemi. A przynajmniej chcieliśmy, bo jak się okazało po dotarciu na miejsce obiekt nie ruszył po zamknięciu przez epidemię. Musieliśmy się obejść smakiem i kierujemy się do Muzeum Historii Miasta Łodzi – okazałego budynku położonego tuż przy Manufaturze. Dokładnie to Pałac Izraela Poznańskiego zwanego również łódzkim Luwrem. Niestety tutaj również jeszcze nie wymyślili jak udostępnić obiekt odwiedzającym w dobie walki z niewidocznym wrogiem. Kolejne argumenty dlaczego tam musimy raz jeszcze przyjechać… Zwłaszcza, że w środy oba obiekty były udostępniane za darmo.

Manufaktura i Muzeum Fabryki

Poznański Stary Browar to jest coś z czego możemy być bez wątpienia dumni. Ale trzeba zauważyć, że Manufaktura Łódź to również kawał dobrej roboty. Obiekt dwa razy większy od Browaru może nie posiada parku, ale plac w centrum wraz z pieczołowicie odświeżonymi detalami robi wręcz wrażenie wesołego miasteczka. I pewnie Was już nie zaskoczę – to kolejne miejsce gdzie kiedyś zajmowano się włókiennictwem, ale by wiedzy stało się zadość – nigdy faktycznej manufaktury tam nie było.

Aktualnie możemy tam oczywiście znaleźć masę sklepów, ale również ciekawe miejsce dla nas – Muzeum Fabryki. To niewielki obiekt gdzie będziemy mogli zapoznać się właśnie z historią tego miejsca oraz obejrzeć film o tym jak Manufaktura Łódź powstawała w pierwszej dekadzie XXI wieku. I o ile muzeum nie robi niesamowitego wrażenia, o tyle może być naprawdę ciekawostką kiedy większość osób na przypadkowym spotkaniu powie, że: „Tak, byłem/am w Manufakturze”, a zapewne tylko Ty zapytasz „A byliście w Muzeum Fabryki, znacie historię?”.

Jest tam również coś takiego jak Experymentarium (jest nawet Groupon pozwalający na tańszy zakup biletu), ale do ostatniej chwili się wstrzymałem z zakupem wejściówki. Nie znalazłem żadnych opinii, które potwierdzałyby, że warto tam iść będąc dorosłym. Poza tym – podobno niewielki obiekt. Może to tylko taka atrapa dla tych wszystkich bywalców sklepowych dla których Centrum Nauki i Techniki EC-1 jest za daleko?

Decydujemy się odpocząć w Starbucksie ulokowanym w cudownym budynku na środku dziedzińca. Takie rzeczy naprawdę robią wrażenie! Decydujemy, że pora wracać. Wprawdzie nie jest późno, ale szkoda, że nie udało się zwiedzić paru wymienionych wcześniej rzeczy. Poza tym do odwiedzenia kiedyś pozostają:

  • Muzeum Włókiennictwa (czynne… czwartek – niedziela 12:00 – 14:30 oraz 15:00 – 18:00 – ewidentnie jakiś mistrz to zaplanował)
  • Muzeum Komunikacji Miejskiej (COVID)
  • Zajezdnia Muzealna Brus (COVID)

Muzeum Stacja Radegast

Wyjeżdżając decyduję się zahaczyć jeszcze o jedno miejsce, Stację Radegast. To ten trudniejszy okres historii, a miejsce to zabytkowy budynek kolejowy wraz z przykładowym składem, a sama stacja była bezpośrednio związana z funkcjonującym łódzkim gettem. Tyle na początek działalności, bo po dwóch latach z tej stacji zaczęły odjeżdżać pociągi do obozów zagłady. W muzeum znajdziemy również dużą i naprawdę godną podziwu makietę oraz będziemy mogli przejść długim tunelem – na pierwszy rzut oka ciemnym, nieprzyjaznym, ale światło pojawi się wcześniej niż przypuszczacie i będzie Wam towarzyszło do końca. Wstęp bezpłatny.

Murale

Nie pisałem o tym w tekście, ale to z czego słynie jeszcze Łódź to murale. Spacerując po tym mieście wypatrujcie ich na każdym kroku, a jeśli potrzebujecie ściągawkę to znajdziecie ją tutaj: https://www.urbanforms.org/mapa/

Łódź Bajkowa

O ile Muzeum Kinematografii jest zamknięte o tyle wiele osób zapewne kojarzy Studio Se-ma-for – ich bajki oglądał prawie każdy z bywalców bloga (a przynajmniej tak sądzę, po wieku odbiorców, którzy trafiają na moją stronę z Facebook’a). W Łodzi możemy znaleźć bohaterów dzieciństwa w ramach projektu Łódź Bajkowa – która postać była Waszą ulubioną?

Gdzie zjeść w Łodzi?

Restauracja Lavash – kuchnia ormiańska – zachęceni kuchnią tamtych regionów z pobytu w Lublinie udaliśmy się pierwszego dnia do Lavash. W przeciwieństwo do Lublina jednak dania były mniejsze i brakowało konkretniejszych smaków – tak jakby dania były robione bezpieczniej, „pod turystów, którzy chcą, ale się boją”. Także – szału nie zrobiło.

Otwarte Drzwi – kuchnia włoska – knajpa w urokliwej uliczce od Piotrowskiej na którą trafiliśmy po wizycie na OFF’ie. Świetna pizza, dobre wino i przyjemna atmosfera. Polecam.

Podsumowanie

Łódź to naprawdę świetne miasto. Weekend w Łodzi to za mało, by zobaczyć co ma do zaoferowania i ja z pewnością tam wrócę. Mam nadzieję, że Was również zachęciłem – śmiało podzielcie się co o tych i innych atrakcjach Łodzi sądzicie.

Jedna myśl na temat “Dlaczego muszę wrócić do Łodzi?

Dodaj komentarz