Siódmy wpis wyjazdu Polska na tydzień / Małopolskie 2024 / Czy rzeczywiście tak zachwycające jak mówią?
Po wizycie w Zakopanem pora wrócić na północ do Krakowa legendarną „Zakopianką”, która zimą potrafi być problemem dla wielu przez opady śniegu, pagórkowatość i korki jakie tam się tworzą. Tym razem jednak nie będzie o drodze, a o atrakcjach jakie możemy wzdłuż niej znaleźć. Najpierw zatrzymamy się w Nowym Targu, potem sprawdzimy co oferuje Centrum Przyrodniczo-Edukacyjne Brama Gorce, a następnie zatrzymamy się w skansenie kolejowym w Chabówce, by dalej pomknąć już w najbliższe okolice Krakowa czyli odwiedzimy Dobczyce wraz z zamkiem, pozostałościami dookoła i punktem widokowym na Jezioro Dobczyckie. Podróż kończymy w Krakowie o którym będzie następny post.
Nowy Targ – miasto, które zapewne wielu pomija
Teoretycznie pomiędzy Zakopanem, a Krakowem jest zaledwie 100 kilometrów. Nijak więc nie spotkamy tam naprawdę dużego miasta, a to sprawia, że przy Zakopiance będziemy mieli trochę mniejszych miasteczek. Z nimi problem często jest taki, że funkcjonalnie dla mieszkańców są całkowicie wystarczające, ale turystycznie brakuje im konkretów.
Na pierwszy rzut oka taki też jest Nowy Targ. Akurat w naszym wypadku zajrzeliśmy na Rynek w poszukiwaniu śniadania (i go znaleźliśmy, a przy okazji wróciliśmy do normalnych cen względem tych zakopiańskich), ale sam Rynek niczym szczególnym się nie wyróżnia podobnie jak ulice dookoła niego. Z turystycznego punktu widzenia ważne są dwa miejsca:
Muzeum Drukarstwa
Tym miejscem Nowy Targ szczyci się niesamowicie. I może być to naprawdę gratka dla kogoś kto nie miał styczności z zabytkowymi maszynami drukarskimi, my jednak podziękowaliśmy, bo mieliśmy okazję zobaczyć to w nieoficjalnym mini-muzeum drukarstwa w podpoznańskim Puszczykowie. Jakkolwiek wracając do Nowego Targu – szumu o tym miejscu jest sporo, ale konkretów tak naprawdę niewiele. Wiadomo, że jest tam maszyna drukarska, ale co dalej? Niestety ma to charakter trochę jajka-niespodzianki, a przyznam, że w muzeach w dzisiejszych czasach jest to już nieakceptowalne.
Izba Zimnej Wojny i Socjalizmu w schronie pod urzędem miasta
Z jednej strony mam trochę dość oklepanych izb pamięci. Podczas poszukiwań różnych atrakcji zaskoczyły mnie zatem superlatywy jakie pojawiały się w kontekście Izby Zimnej Wojny i Socjalizmu w Nowym Targu. Wejście jest albo darmowe, albo płatne dosłownie 2 złote więc stwierdziłem, że dobra, sprawdzimy.
Wejścia nie znajdziecie. Wchodzicie klasycznie do Urzędu Miasta jak najzwyczajniejszy petent, zaglądacie do pierwszego lepszego biura i pytacie grzecznie czy Izba Zimnej Wojny i Socjalizmu to tutaj. „Tak, już dzwonię po pana, który się tym zajmuje” słyszycie. To czekamy na urzędowym korytarzu jako turyści – dość ciekawe uczucie swoją drogą. Po chwili po schodach dosłownie zbiega starszy, pełen werwy pan – przewodnik jak się okazuje. Wita nas podając każdemu rękę, przedstawiając się i mówi „Zapraszam do podziemi”, a on już po chwili doświadczonymi kopnięciami otwiera grube drzwi do podziemnego schronu.
Jeśli byliście w Przeciwatomowym Schronie Prezydenta Miasta Poznania to tutaj macie taki mniejszy odpowiednik. Różnica jest taka, że przewodnik sypie ciekawostkami z rękawa, ale tylko ciekawostkami, żadnego nudnego historycznego wykładu. Tu pokaże jak działa sprzęt nagłośnieniowy, tu machnie kilka razy, byśmy usłyszeli syrenę, tu pokaże wyjście awaryjne. Podczas dosłownie 15-20 minutowego oprowadzenia nie ma chwili na nudę.
Izba w nazwie odbiera temu miejscu autentyczności. Owszem, jest sporo odniesień do Zimnej Wojny i Socjalizmu, ale nie jestem pewien czy nazwa „Schron władz miasta z Zimnej Wojny” nie lepiej by oddawała tego co tam jest. Chyba, że po prostu chodzi o pieniądze – Izba może brzmieć dumnie dla decydentów w sędziwym wieku.
Centrum Przyrodniczo-Edukacyjne Brama Gorce – jak sprzedać góry
Kiedy zobaczyłem taką dumną nazwę to stwierdziłem, że to musi być naprawdę świetne miejsce, zwłaszcza mając w pamięci chociażby ośrodek Parku Narodowego Ujście Warty (pisałem o nim w TYM poście). Po wizycie w Nowym Targu ustawiam nawigację na Brama Gorce. Pierwszy parking jest już TUTAJ, ale hej, nawigacja pokazuje jeszcze dobre kilka kilometrów. Droga lekko pnie się w górę, na początku asfaltowa pomiędzy zabudowaniami, by dalej zamienić w płaską i szeroką drogę leśną. „Trochę dziwny ten dojazd” pomyślałem. Nagle ni stąd ni zowąd ponownie zaczyna się świetna asfaltowa droga na której napotykamy parking wraz z dowozem turystyczną kolejką (TUTAJ, brak oznaczenia parkingu na GoogleMaps). Pytamy panią siedzącą na krzesełku czy tam dalej do Bramy można jechać, a jeśli nie to za ile ta kolejkowa przyjemność. „Do Bramy tak średnio można dojechać, a kolejka za piątaka od osoby” słyszymy to postanowiliśmy skorzystać z oferty.
Zapakowaliśmy się do wagonika kolejki, ale jeszcze przyjechały dodatkowe 3 auta i tak sobie czekaliśmy aż każdy wygramoli się z samochodu. Kolejka, z góralską muzyczką płynącą z niskiej jakości głośniczków zabrała nas pod Centrum. W tym momencie czujemy się jakby dostali w pysk. Dojechać to nie problem, bo jest piękny asfalt, ale parkingu brak. Cena za bilet powyżej 50PLN do kupienia w zautomatyzowanej kasie nie sprawia kłopotu, wszystko wygląda ładnie.
I tak spacerujemy. W zasadzie to spacerujemy ścieżką w koronach drzew. Widoków specjalnie nie ma, bo nawet niektóre punkty widokowe są cały czas dość nisko względem drzew. Główny widok jaki oferują to ten na Brama Gorce. To z pewnością dotrzemy do jakiegoś fajnego i interaktywnego centrum wiedzy, prawda? Taaaa…. Na całej ścieżce mijamy parę pawilonów, ale nie ma tam przesadnie dużo rzeczy plus tak naprawdę to są skierowane naprawdę dla dzieci. Spacer kończymy możliwością obejrzenie klipu o okolicach w mini-salce kinowej i możemy pobawić się na ogólnodostępnym placu zabaw na którym akurat jakieś madki robiły dramę (to nie wpływa na ocenę miejsca).
Szczerze? Srogo się zawiodłem. Jak już powtarzałem wcześniej – ścieżki w koronach drzew są często darmowe podobnie jak wieże widokowe. Wiedzy też tutaj tak naprawdę nie ma, bo równie dobrze można by zrobić jeden pawilon z wejściem za 20PLN i wiedzowo całkowicie spełniłby swoją rolę. No i kwestia organizacji, oznakowania dojazdu – to jest pozostawione same sobie. Doskonale widać to na GoogleMapsie jak się poszuka parkingów obok Bramy Gorce, że to organizacyjny chaos i zarabia ten kto ma działkę i kupi śmieszny turystyczny traktorek, który przebierze za kolejkę.
Skansen Taboru Kolejowego w Chabówce – dla miłośników kolei
Koleje i pociągi mają w sobie coś. Niektórzy je kochają, inni (zwłaszcza ci co byli zmuszeni z nich korzystać) nienawidzą. Niektórzy ich praktycznie nie dostrzegają jeżdżąc autami, a niektórzy pasjonują się tym i walczą o każdy kawałek żelaznych dróg czy starych lokomotyw bądź wagonów. Co myślę o tym ja? Wszystko zależy od tego co ktoś chce przekazać. Jeśli skupi się na technicznych detalach to miejsce stanie się atrakcją tylko dla pasjonatów, a tych często nie ma na tyle dużo, by komercyjnie otwierać muzeum/skansen. Jeśli jednak ktoś kto ma pomysł na muzeum wyjdzie ze swojej bańki do ludzi, którzy nie rozróżniają modeli parowozów i przedstawi kolej w sposób przystępny, interesujący powinno to się udać.
Skansen Taboru Kolejowego w Chabówce jest dosłownie moment po zjeździe z Zakopianki. Nieformalny parking przed bramą pozwala na pozostawienie auta i wejście na teren skansenu, uprzednio kupując bilet, by zanurzyć się no właśnie w czym? Ta dawna parowozownia została skansenem kiedy okoliczne linie kolejowe zostały zelektryfikowane. Mamy tam obecnie naprawdę od groma lokomotyw, wagonów i wszelkich innych wehikułów na torach, które były używane na kolei. Do każdego znajdziemy planszę z opisem detali technicznych, a poza tym dla wielu odnośniki do multimedialnej wersji i temu należy przyklasnąć.
Ale tak będąc obiektywnym to w czwartkowy, pochmurny dzień muzeum było totalnie puste. Pracownik koszący trawę to było wszystko co tam się działo. Część wagonów jest w słabym stanie, a nawet lokomotywy – choć ich wielkość i cała technika zadziwia – pozwalają robić zdjęcia w klimacie postapo. Do niektórych możemy wejść, to miłe, ale co dalej?
Niestety, ale to miejsce okazało się być na razie miejscem dla pasjonatów. Wprawdzie widać pewne pomysły na ożywienie zwiedzania to najwięcej to miejsce zapewne oferuje podczas wydarzeń, które muszą się tam odbywać. Wtedy zapewne pasjonaci opowiadają o tym wszystkim znacznie lepiej niż te techniczne plansze.
Muzeum Górali i Zbójników – we wtorki i czwartki nieczynne
Dodam z obowiązku, że w Rabce Zdrój jest Muzeum Górali i Zbójników, które wydaje się ciekawą opcją na odwiedziny. Niestety, jest nieczynne we wtorki oraz czwartki, a my akurat tam byliśmy w czwartek więc nie odwiedziliśmy. Kiedyś wpadnę to uzupełnię 😉
Dobczyce – Zamkowa historia styka się z hydrologią
O Dobczycach położonych zaledwie 30km od Krakowa rzadko kiedy słyszymy. Tymczasem to małe miasteczko ma podobną historię co zamki Jury Krakowsko-Częstochowskiej, a do tego leży nad zaporą wodną, która tworzy Jezioro Dobczyckie. To sprawia, że jeśli już to jest opisywane jako mniej znana okolica Krakowa.
Parking najlepiej znaleźć TUTAJ, by krótkim spacerem dotrzeć na zaporę, a tuż nad nią na do zamku i małego skansenu. Naszym celem jest zamek, który wydaje się być nieco inny niż wszystkie – mniej obronny, a bardziej mieszkalny? Ludzi prawie brak, pojedynczy turyści kręcą się obok, wchodzimy do środka. W pierwszej izbie wita nas klimatyczna zamkowa sala z niezłym wideo wyświetlanym na jej ścianie. Opowiada o historii tego zamku na samym jego początku co ułatwia mentalną podróż w czasie.
Trochę gorzej jednak było później, bo nie do końca rozumiem w zamkowych klimatach przedstawianie zabytków z II Wojny Światowej – to jednak trochę mi się gryzło. Ciut lepiej było w innych salach gdzie znajdowaliśmy już artefakty bardziej nawiązujące do czasów których zamek funkcjonował. Zamek w sumie jest taki jakiego można się spodziewać – mniej przestrzeni, bardziej mieszkalny, a maleńki dziedziniec dookoła studni doskonale to obrazuje.
Czy jednak warto? Przyznam, że mam mieszane uczucia. W środku nie ma elementu wow, a widok na zaporę nie różni się przesadnie od tego z tarasu widokowego. Zatem miło, ale bez szału.
Podsumowanie
Przestrzeń pomiędzy Zakopanem, a Krakowem może być łatwo pomijana. Ale myślę, że warto jej się przyjrzeć trochę bardziej. Parę miast z główną Rabką Zdrój, a rzut beretem do Babiogórskiego Parku Narodowego, w Gorce, Pieniny czy nawet Beskid Wyspowy przywodzą mi na myśl podobieństwo do dolnośląskiej Kotliny Kłodzkiej. Chyba mam pomysł na jakiś 4-5 dniowy weekend…
Jeśli jednak wracamy do atrakcji typowo turystycznych to nie ma ich przesadnie wiele. Nowy Targ jest po prostu przyjemny, Brama Gorce moim zdaniem jest całkowitym przerostem formy (i kosztu) nad treścią, a Skansen Taboru Kolejowego w Chabówce warto rozważyć jeśli coś tam się dzieje, jakiś festyn czy lokalne wydarzenie. I kończymy tak naprawdę już w najbliższej okolicy Krakowa – może Dobczyce tam powinienem przenieść?
Na pewno wrócę do Kotliny Orawsko-Nowotarskiej, bo wydaje się być ciekawą opcją na mniejsze górski z różnymi pasmami. A jednocześnie nie do końca tak skomercjalizowanym jak wioski najbliższe Tatrom.













Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.