Wpis jest częścią „Świętokrzyskie 2026 w tydzień / Niepozorny obszar na odpoczynek„
Co przychodzi na myśl kiedy ktoś pyta o Kielce? Na myśl przyjść może majonez kielecki i… no właśnie? Z jednej strony może wydawać się, że to wojewódzkie miasto zostało wciśnięte na siłę pomiędzy Warszawę, a Kraków, mogłoby się wydawać, że nie ma istotnej roli w turystyce, a skojarzenia mogą prowadzić to takich wyzwań z jakimi chociażby borykał się dolnośląski Wałbrzych. Okazuje się jednak, że trochę za bardzo to wszystko upraszamy, bo miasto utrzymuje wysoką liczbę mieszkańców, niskie bezrobocie, a turystycznie oferuje coś czego nie ma nigdzie indziej.
Z przyczyn logistycznych podzieliłem temat Kielc i atrakcji na dwa osobne posty. Tutaj zajmiemy się stricte Kielcami jako miastem i atrakcjami w jego granicach. Osobno udamy się w okolice – zaczynając od plus minus wjazdu od strony Poznania i dalej zgodnie z kierunkiem obrotu wskazówek zegara. Nie zapominajcie, że w „Świętokrzyskie 2026 w tydzień / Niepozorny obszar na odpoczynek” czeka Was link do ostatecznej zalecanej trasy wycieczki, by nie nadrabiać kilometrów.
Kielce – którędy chodzić
Start z Rynku
Docierając na kielecki Rynek uwagę zwraca jego niewielki plac, raczej niska zabudowa i wrażenie wciśnięcia. A może to tylko wrażenie przez ustawione ogródki, które zajmują część przestrzeni optycznie ten plac pomniejszają? Przy okazji – kiedy dotarliśmy tam w majowy weekend to zaskoczyła nas ilość ludzi korzystających z tych ogródków wieczorową porą – sytuacja też jakoś specjalnie nie zmieniła się w poniedziałek. Z Rynku możemy udać się ulicami Małą albo Dużą (paradoksalnie polecam tę pierwszą) w kierunku Wzgórza Zamkowego. Zanim jednak do niego dojdziemy będziemy przecinać ulicę Sienkiewicza – długą arterię bez ruchu samochodów – na jednym jej końcu dostrzeżemy duży budynek – Dworzec Główny, a na drugim – pomnik Henryka Sienkiewicza, a jakże + możliwe, że dostrzeżecie za nim budynek kieleckiego Teatru.
Wzgórze Zamkowe
Wzgórze Zamkowe za to to miejsce gdzie zobaczymy Pałac Biskupi (przy ładnej pogodzie polecam też zajrzeć do włoskiego ogrodu za pałacem) choć obecnie jest to placówka Muzeum Narodowego. Odwiedziliśmy w zasadzie przy okazji, bo nie było tego w naszym świętokrzyskim bingo, ale akurat była Noc Muzeów więc przespacerowaliśmy się również w środku pałacu. Jeśli ktoś uwielbia obrazy to tak, jeśli ma stosunek neutralny – może pominąć. Poza pałacem na Wzgórzu Zamkowym znajdziemy naprzeciw bazylikę katedralną wraz ze stojącą obok dzwonnicą. Całe to miejsce spokojnie może uchodzić za pocztówkowy obrazek z Kielc. Dodatkowo ze schodów można zobaczyć, że to faktycznie wzgórze – zobaczymy w oddali położonej niżej dalsze dzielnice mieszkalne.
Planty – lubimy to
Bez sensu jednak wracać tą samą drogą. Zróbmy więc krok dalej, by przejść w kierunku ulicy Zamkowej, a znajdziemy się w miejscu gdzie kreatywność jest na pierwszym miejscu. Choć jest tam również Ośrodek Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej (o którym napiszemy później) to dookoła mamy od groma miejsc „twórczych”. Teatr Lalki i Aktora, Instytut Dizajnu, Dom Środowisk Twórczych – gdybym spotkał tam kogoś ze sztalugą to pasowałby do tych budynków idealnie. Niemniej my kierujemy się Zamkową w kierunku Stawu Podzameckiego. Na lewo Aleją Sław dotrzemy do Kadzielni (również będzie o niej później), a na prawo możemy skorzystać z chodnika wzdłuż niewielkiej rzeki Silnicy. Planty są częściowo zabudowane i mocno wykorzystane przez różne knajpy, ale z pewnością jest to miejsce, które idealnie scala pętlę spacerową w Kielcach.
Na Rynek wrócimy wspomnianą wcześniej ulicą Sienkiewicza, ale jeśli macie dzieciaki to wpadnijcie jeszcze na Skwer Ireny Sendlerowej gdzie plac zabaw wyglądał naprawdę godnie.
Kielce – co zwiedzać?
Podczas przygotować do wizyty w Kielcach jak zwykle dokonałem researchu ponad przewodnik. Nie wszystkie miejsca jednak warte są wizyty turysty moim zdaniem choć większość tak, albo nawet zdecydowane tak.
Muzeum Historii Kielc – podstawa (+ odkrycie Strefy Niebieskiej)
Kiedy wpadamy do jakiegoś miasta to często nie mamy szerszego kontekstu jego historii dlatego takie muzea są potrzebne. Choć często zmagają się ze stylem ekspozycji sprzed dekad, częściowym brakiem środków to jednak moim zdaniem warto odwiedzać takie miejsca. Czasem zdarzy się jakaś perełka (zawsze mi wtedy przychodzi na myśl Kościan), czasem zderzymy się ze ścianą tekstu, ale nawet spędzone tam 15 minut często osadzi nas w jakich realiach było to miasto i jakich jest teraz.
Muzeum Historii Kielc szybko przechodzi do konkretów. Zaczynając od najstarszych dziejów dowiadujemy się co wpłynęło na miasto w największym stopniu przez wszystkie lata, jak wyglądały sprzęty z dawnych (i wcale nie tak dawnych) okresów. Po tej wizycie na pewno na miasto spojrzymy inaczej, szerzej.
To co jednak zrobiło WOW to było pierwsze zetknięcie się z tzw. Niebieską Strefą. Dla tych którzy nie kliknęli link – to rozwiązanie dla osób w spektrum autyzmu bądź każdemu innemu mającemu problem z komunikacją. To projekt typowo województwa świętokrzyskiego, pojawiał się potem wielokrotnie w przeróżnych placówkach i moim zdaniem to wzór dla całego kraju.
Muzeum Zabawek – nie odwiedziliśmy
Niedaleko Muzeum Historii Kielc jest Muzeum Zabawek. Wstępnie było na liście ToDo, ale ostateczne doszedłem do wniosku, że w samych zabawkach nie ma niczego unikalnego dla Kielc. Nie przepadam osobiście za obecnym tak agresywnym wykorzystaniem nostalgii w sprzedaży.
Muzeum Dialogu Kultur
Położone na Rynku z ambitną nazwą, która wydaje się nie pamiętać głębokiego PRLu – to musi być coś, prawda? Wpadamy sobie do tego miejsca, uprzejme panie z obsługi przekazują, że akurat dziś bilety są darmowe i wystawy są trzy. Najpierw – przechodząc przez mały dziedziniec trafiamy do salki lokalnych rzeźb sakralnych. Jako osoby raczej świeckie doceniamy dbałość o detale, różne style, ale gdzie w tym dialog kultur?
To znajdujemy na drugiej wystawie. Trochę tekstu, trochę zdjęć, można nadać jakiś kontekst temu, że dialog kultur jest ważny, ale mam wrażenie, że temat został przedstawiony zbyt prosto. Dialog to nie zawsze zgoda, to jednak często mniejsze i większe spory z których trzeba jakoś wychodzić. Czy dowiemy się tam jak tego dokonano? Nie, tam zobaczymy efekt w postaci ładnych zdjęć oficjeli. Przyznam, że trochę się jednak zawiodłem na tej części wystawy. Po takiej nazwie placówki spodziewałem się jednak szerszego podejścia do tematu tymczasem mam wrażenie, że tam skupiono się bardziej na formie, bo wartość merytoryczną można by rozbudować.
Trzecia wystawa to zlokalizowana na najniższym poziomie wystawa archeologiczna oraz modeli samochodów wraz z historią powstania samochodów i ich rozwojem. Niby przyjemnie było poczytać o różnych koncepcjach samochodów, ale…. trochę mi to nie pasowało.
I teraz na spokojnie już wiem dlaczego odczuwałem dysonans. Po nazwie spodziewałem się znacznie głębszej refleksji nad dialogiem, nad sposobami radzenia z konfliktami. Tymczasem dostałem dwie wystawy nie związane z tematem i jedną, która w zasadzie mogłaby być prezentacją w PowerPoint. Podsumowując – moim zdaniem konieczność wizyty jest dyskusyjna.
Ośrodek Myśli Patriotycznej i Obywatelskiej – warto!
Kiedy do tego budynku weszliśmy w sobotę w ciągu dnia okazało się, że wyjątkowo jest czynne później z uwagi na Noc Muzeów. Wpadliśmy później, ludzi było sporo, ale nie tyle co w położonym parę kroków dalej Muzeum Narodowym w Pałacu Biskupim więc można było na spokojnie zajrzeć w każdy kąt.
A zaglądać jest gdzie, bo najpierw zaczynamy na kostce brukowej co przenosi nas w czasy walki z okupantem gdzie możemy zaglądać w większość szuflad i znajdować kolejne artefakty czy słuchać o tym w formie audio. Na tym poziomie jest okej, znacznie trudniej jednak jest piętro niżej gdzie schodzimy po wąskich schodach. To podziemia, a zarazem miejsce, które dla wielu osób było ostatnim. Dużo historii o tych, którzy cierpieli za przyjęcie aktywnej postawy w walce z ówczesnymi władzami. Całość wystawy jednak jest zrealizowana moim zdaniem idealnie – na początku miejsca małe, dostajemy dużą ilość informacji, myśli nie mają gdzie uciec. Potem pomieszczanie się powiększają, informacje już są dawkowane co w jakiś sposób pozwoli poukładać to sensownie w naszej głowie.
Trzecie część jednak to już kolejne dekady – choć niełatwe ekonomicznie to jednak znacznie bardziej radosne. I choć pojawia się tutaj nostalgia to w takiej dawce jestem w stanie ją zaakceptować. To też dość dobrze robi dla naszej wizyty – nie kończymy jej z tak trudnym tematem bezpośrednio po wizycie w podziemiach.
Moim zdaniem muzeum obowiązkowe.
Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego i Dworek Laszczyków
Nazwiska wieszczy narodowych będą przewijać się jeszcze nie raz. Tymczasem bezpośrednio w Kielcach możemy odwiedzić Muzeum Lat Szkolnych Stefana Żeromskiego. Ponownie udaje nam się wejść za darmo – przypadkiem wyszedł taki plan, że odwiedzaliśmy te placówki akurat w te dni wolne od opłat. To jednak niewielka atrakcja – dwie średniej wielkości sale, które dają namiastkę jak wyglądała nauka, trochę rękopisów na ścianach. Nic interaktywnego tam jednak nie znajdziemy, moim zdaniem można pominąć.
Dworek Laszczyków, który jest położony idealnie naprzeciw powyższego to technicznie oddział Muzeum Wsi Kieleckiej. Praktycznie jednak to ostatni drewniany budynek w mieście, nie mieliśmy okazji zwiedzić z powodu tymczasowej niedostępności. Widok na niego z poziomu ulicy strzeże wysoki mur, który totalnie nie pasuje do wiejskiego klimatu. Co kryje się za murem za to można było zobaczyć z okna Muzeum Lat Szkolnych. Rozbawił mnie wprawdzie Passat B5 stojący przed wiejską chatą natomiast ona sama w sobie moim zdaniem jest dla osób, którym nie chce się jechać do Muzeum Wsi Kieleckiej. Tam znajdziemy znacznie więcej takiego klimatu i nie wchodząc na kielecki Dworek praktycznie nic nie stracimy.
Centrum Geoedukacji – ZDECYDOWANIE TAK!
Choć podjechaliśmy tutaj autem przy okazji zwiedzania dalszych atrakcji, bo miałem wrażenie, że jest to już poza miastem to okazuje się, że to zaledwie 44 minuty spacerem z rynku! Zaskakuje mnie do tej pory jakie to miasto jest kompaktowe.
Tymczasem wracając do miejsca z tytułu nagłówka – tutaj bezapelacyjnie musicie wpaść. Technicznie warto zadzwonić i zarezerwować start na określoną godzinę, praktycznie jeśli dotrzecie z samego rana raczej nie powinniście mieć problemów z wejściem. Ale dlaczego użyłem dużych liter w nagłówku?
Okazało się, że województwo świętokrzyskie ma historię, którą się szczyci, znacznie dłuższą niż Polska jako kraj. Przez układ kontynentów podczas badań okazało się, że na tych ziemiach było bardzo tłoczno i to niekoniecznie mowa o ludziach. Na początek wpadamy jednak na taras widokowy na budynku (dostępny od zewnątrz) gdzie na górze mamy kosmiczne ciekawostki w formie mini placu zabaw. Zanosi się na jednak na deszcz i kierujemy się na wystawę. W środku jest ciepło, kurtki zostawiamy w darmowej szatni, a my zaczynamy nasz spacer.
Korytarze stylizowane na etapy misji badawczej wprowadzają nas idealnie pod względem merytorycznym w temat zgłębiania historii planety. Duże i kolorowe plansze pokazują jak wyglądały stwory, które dawno temu bytowały w tym rejonie. Mamy praktycznie całe przejście odnośnie wyjścia życia z wody na ląd. Choć piszę ten post z perspektywy ponad miesiąca to cały czas mam wrażenie, że to muzeum zostawiło we mnie sporo wrażenia, że nie potrzeba ludzi by było tłoczno. Mamy jednak nie tylko oglądanie, ale też możliwość dotykania, jest interaktywność i choć muzeum nie należy do najnowszych, parę elementów nie zadziałało to cały czas trzyma się mocno. Dodatkowo historia jaką pokazuje to moim zdaniem perełka rejonu świętokrzyskiego. Kiedy inne obszary grzęzną w dziejach dotyczących królestwa, polityki, takie „prostsze” tematy są jak mekka dla podróżniczego mózgu.
Dlatego napiszę jasno – jeśli ktoś był w Kielcach, a nie odwiedzi Centrum Geoedukacji to zdecydowanie nie może powiedzieć, że poznał Kielce.
Kamieniołom Kadzielnia – słynny amfiteatr i świetne miejsce zielone na spacer
Choć wspomniałem, że Pałac i Katedra mogą uchodzić za pocztówkowy obrazek z Kielc to obecnie znacznie większy nacisk kładzie się na tereny zielone. Dlatego idealnie odnajduje się tutaj Kadzielnia czyli rezerwat przyrody i park na terenie dawnego kamieniołomu. Dodatkowo położony na jego skraju amfiteatr jest często miejscem dużych wydarzeń kulturalnych (akurat jak byliśmy w maju były chociażby studenckie juwenalia) sprawia, że to miejsce często ma też dodatkowych spacerowiczów.
I od siebie zdecydowanie polecam wizytę i spacer. Samo dojście do Kadzielni ulicą Krakowską jest w pełni bezpieczne (szeroki chodnik + często jesteśmy oddzieleni od jezdni zaparkowanymi autami) to przyjemność, a potem rundka dookoła wraz z podejściem na taras Cafe Tyrolki stanowi świetne udekorowanie tego spaceru. Dla tych, którzy akurat wezmą odpowiednie ciuchy – możemy też zjechać z tego szczytu tytułową tyrolką. My akurat nie skorzystaliśmy tym razem (pogoda była taka sobie plus mieliśmy typowe ciuchy miejskie na sobie), ale myślę, że jeszcze tam wrócimy. Poza spacerem można też udać się do Jaskini na Kadzielni – nam się nie udało – dotarliśmy w ten rejon trochę za późno.
Niemniej jeśli będziecie w Kielcach to koniecznie zajrzyjcie na Kadzielnię, bo to symbol Kielc.
Kamieniołom Ślichowice
Miano tego bardziej znanego kamieniołomu dzierży bez zmian Kadzielnia, tam też jest pełna infrastruktura turystyczna. Doczytałem jednak, że w obrębie miasta jest jeszcze jeden warty zobaczenia – Ślichowice. Miejsce na auto znajdziemy na pobliskim osiedlu mieszkaniowym, a wg mapy dookoła kamieniołomu prowadzi ścieżka + jest możliwość zejścia nieco niżej w jednym miejscu. Okazuje się jednak, że ze ścieżki niewiele widać, bo gęste krzewy rozrosły się już wysoko. Co jakiś czas znajdziemy taras widokowy, ale widać tutaj starszą szkołę turystyki betonowej zamiast lżejszych materiałów. Miejsce te teraz są raczej częściej odwiedzane przez osoby szukające sposobu spędzenia czasu poza domem (których sporo wszak zaraz obok spore osiedla). Dość powiedzieć, że jeśli chodzi o turystów to nie spotkaliśmy tam dosłownie nikogo. Moim zdaniem zatem można pominąć.
Gdzie spać, co zjeść?
Jeśli chodzi o spanie to wybraliśmy apartament Dwa Jelonki z Bookingu. Podziemny parking, dwa pokoje, kuchnia, niczego więcej nie potrzeba. Spacer na Wzgórze Zamkowe to jakieś 10-15 minut także też znośnie, pewnie gdybym jechał ponownie i byłoby w dobrej cenie to ponownie bym skorzystał.
Jedzeniowo za to:
Uno Kielce – jeśli pizza neapolitańska to Wasze klimaty to odwiedźcie koniecznie to miejsce. My wprawdzie trafiliśmy totalnie przypadkiem na wizytę mistrzów (link) i naprawdę była to jedna z lepszych pizz neapolitańskich jakie jedliśmy (pomimo tego, że menu było ograniczone z uwagi na wydarzenie i spodziewaną ilość). Poza jakością organizacja i zarządzanie gośćmi naprawdę było na tak wysokim poziomie jaki rzadko kiedy jest spotykany. Zdecydowanie polecam.
Ferment Neobistro – totalnie niepozorna knajpka, która sprawi, że przejdziecie się ulicą Sienkiewicza w kierunku dworca. Jedzeniowo zaskakujące, sporo kiszonek, których obecnie prawie nie ma, a nazwa doskonale oddaje doskonale to co tam znajdziecie. Jeśli do Kielc przyjadę na jeden dzień to będę miał dylemat czy wybrać się Uno, czy Fermentu.
Chinkalnia przy Plantach – Chinkalnia to sieciówka, ale lubię ich jedzenie. Jakość jest stabilna, przypraw nie żałują i jeśli nie mamy pomysłu/chęci szukania nowych knajp to sprawdzamy ich miejscówki. Szkoda, że nie mają pieczątek do zbierania z różnych miast.
Kawiarnia: MeetMe – Śniadania i „coś słodkiego”. Miejsce w którym ciągle jest dużo ludzi, faktycznie chyba ma status kultowego do spotkań, bo bywaliśmy tam o różnych porach. Choć duże to szum gwaru jest. Jakościowo spokojnie się sprawdzi.
Kawiarnia: Ale Babeczka – Jeśli jednak szukacie spokojnej kawiarni to zajrzyjcie do maleńkiej Ale Babeczki. Choć różowawe kolory mogą nieco zastanowić to kiedy mieliśmy dłuższą chwilę idealnie się sprawdziła, by spokojnie odpocząć z dobrą kawą i kawałkiem ciasta.
Podsumowanie
Kielce okazały się być naprawdę dobrym miastem na weekend. Kompaktowe, mające kilka fajnych miejscówek wraz z dwoma definitywnymi perełkami turystycznymi czyli Centrum Geoedukacji oraz kamieniołom Kadzielnia. Nawet jeśli nie planujecie objazdu po całym województwie to zachęcam do wizyty w Kielcach na sam weekend bądź dorzucając parę dni do niego.
Przejdź do kolejnego posta z tej wycieczki: Okolice Kielc – co faktycznie warto zobaczyć?
















Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.