Wpis jest częścią „Świętokrzyskie 2026 w tydzień / Niepozorny obszar na odpoczynek„
W ślad za „Świętokrzyskie 2026 / Kielce na weekend” z przyczyn logistycznych podzieliłem temat Kielc i atrakcji na dwa osobne posty. Tam zajęliśmy się stricte Kielcami jako miastem i atrakcjami w jego granicach. Tutaj udamy się w okolice – zaczynając od plus minus wjazdu od strony Poznania i dalej zgodnie z kierunkiem obrotu wskazówek zegara. Z tym obszarem jest taki problem, że trudno uniknąć jazdy tymi samymi drogami. Po najlepszą trasę odsyłam do „Świętokrzyskie 2026 w tydzień / Niepozorny obszar na odpoczynek” gdzie czeka Was link do ostatecznej zalecanej trasy wycieczki, by nie nadrabiać kilometrów.
Taki podział jednak co tutaj prezentuję jest istotny kiedy Wy chcecie samodzielnie wybierać punkty. Nie zawsze jesteście idealnie w Kielcach, nie zawsze podążacie krok w krok za moimi pomysłami. Wiem jak to jest, bo samodzielnie mam to samo kiedy czytuję przewodniki czy blogi.
Wjazd od Poznania – co po drodze?
Jeśli chodzi o dojazd do Kielc od strony Poznania to w zdecydowanej większości najlepiej pojechać A2 do Łodzi, następnie A1 do Piotrkowa Trybunalskiego i DK74 dotrzeć co miasta głównego. Jednak warto wiedzieć, że przy trasie mamy dwa miejsca o których warto wiedzieć.
Zabytkowy Zakład Hutniczy w Maleńcu
Nazwa brzmi poważnie, zdjęcia zachęcają, oceny są bardzo dobre i… nie odwiedziłem. Wszystko przez to, że na dzień wyłączony ze zwiedzania wybrali sobie… sobotę. Dziwna to decyzja, ale akceptuję, wpadnę innym razem. Podczas naszej wycieczki nie było jednak kiedy tracić godzinę drogi w jedną stronę z Kielc. Do następnego.
Pałacyk Henryka Sienkiewicza w Oblęgorku
Choć wymaga parę kilometrów odbicia od wspomnianego wcześniej planu dróg to jeśli zdecydujecie się na wizytę to polecam „po drodze”. Pałacyk Henryka Sienkiewicza to miejsce gdzie pisarz bywał głównie latem dopóki nie wyjechał do Szwajcarii kiedy zaczęła się I wojna światowa. Dojazd do pałacyku jest dość wąski, może być niekomfortowy dla mniej doświadczonych kierowców, ale tłumów raczej nie uświadczymy.
Kurtki możemy zostawić na wieszakach, możemy wziąć audio-przewodnik, by przejść się po paru pomieszczeniach na parterze – to muzeum w starym stylu. Ciekawiej za to jest na piętrze gdzie musimy znaleźć przejście w… ścianie. A jakże schowane za ścianą książek. Odkryjemy wtedy wejście do małego pomieszczenia w którym poznamy drugą z pasji Sienkiewicza, a dokładnie podróże. Poza tym jest również kontynuacja wystawy o pisarzu – bardziej związana z jego „powrotem” do kraju. Przyznam, że dół pałacyku nie zrobił na mnie jakoś super wrażenia, ale wizyta na piętrze sprawiła, że przychylniej spojrzałem na dokonania autora, które książki czytałem w szkole.
Północ + lekko na wschód
Ruiny Huty Józef
Pojawia się w niektórych miejscach jako atrakcja warta zobaczenia. Miałem to na oku, ale bez superoczekiwań i to dość dobre podejście. Ruiny huty sprzed trochę ponad 100 lat są ogrodzone niewysokim płotkiem i opisane tablicą pamiątkową zwłaszcza, że jej pomysłodawcą był sam Stanisław Staszic. Natomiast bardziej to jest atrakcja przy okazji na przykład przy turystyce rowerowej niż konieczny podjazd autem.
Dąb Bartek
Jeden z najstarszych dębów w Polsce. Wymieniany w legendzie z Janem III Sobieskim liczy sobie trochę ponad 650 lat choć dawniej określano jego wiek na 1200 – badania jednak ukróciły te domysły.
Trzeba jednak przyznać, że tutaj dość dobrze rozegrano to miejsce organizacyjnie. Dąb Bartek znajduje się kilkanaście metrów od drogi. Po drugiej stronie jest parking gdzie bez problemu zostawimy auto. Jest to miejsce wycieczek szkolnych więc pojawiło się też kilka straganów z jakimiś atrakcjami, ale znacznie ładniejszy jest nowy budynek opatrzony logiem nadleśnictwa gdzie również jest kawiarnia. Za nim za to znajdziemy przyjemne miejsce edukacyjne. Ogólnie rzecz biorąc wcale nie przyjeżdżamy tu tylko dla dębu, a jako pomysł na kilkadziesiąt minut gdzie po prostu odpoczniemy, a przy okazji zobaczymy jeden z ważniejszych Pomników Przyrody.
Skarżysko-Kamienna z Muzeum im. Orła Białego
Skarżysko-Kamienna nie oferuje niestety zbyt wiele jako miasto, ale szczyci się Muzeum im. Orła Białego. Samo miasto ma tradycje dotyczące produkcji amunicji i uzbrojenia stąd zapewne pomysł ulokowania tam regionalnej placówki. Parking niewielki, parę aut zaparkuje, ale mogłoby być lepiej.
Wystawa w środku to jednak stara szkoła muzealna. Dużo technicznej specyfikacji i eksponatów. Końcówka za to opowiada trochę o historii miasta, ale robi to raczej ogólnikowo – nic co by zapadło w pamięć szczerze mówiąc. Efekt wow za to robi prezentacja na zewnątrz gdzie znajdziemy trochę sprzętu wojskowego, podobno to jedna z większych kolekcji uzbrojenia. Znajdzie się kilka samolotów, do jednego możemy nawet wejść, sporo pojazdów kołowych czy… okręt w postaci kutra torpedowego. Jednak tutaj również doskwiera to co w wcześniej – masa technicznych specyfikacji na tabliczkach przy sprzętach, a brak jasnego pomysłu na opowiedzenie historii uzbrojenia, praktycznego przeznaczenia co przed nami stoi czy przede wszystkim dlaczego to już stoi w muzeum.
Zatem – można odwiedzić jeśli wystarczy lekki efekt wow kiedy będziemy mogli przejść po ekspozycji na zewnątrz. Jednak samo muzeum jako muzeum musi sporo popracować nad pomysłem na siebie.
Wąchock – heheszki z wójta
Choć mam wrażenie, że coraz mniej żartów już się opowiada, a młodsi mogą nawet nie kojarzyć o co chodzi w nagłówku to starsi (tak powyżej 30stki z punktu widzenia 2026 :> ) na pewno pamiętają kawały o Wąchocku i lokalnym sołtysie. Z jednej strony pochodzenie tych absurdalnych historii nie jest wyjaśnione, ale przyjmuje się, że popularność zdobyły w okresie PRL, by w propagandowym celu ukazywać wieś jako zaścianek i absurd. Do tego nazwa zapadająca w pamięć miasta i mamy przykład całkiem niezłego przypadku z zakresu komunikacji społecznej.
Jednak skoro wszyscy się śmieją z Wąchocka to znaczy, że mieszkańcy obrażą się na wszystkich z sołtysem na czele? Nic z tych rzeczy! Włodarze miasteczka postanowili wykorzystać popularność i przy Zalewie Wąchockim będącym rekreacyjnym centrum znajdziemy Pomnik Sołtysa czy… Aleja Kawałów. Do tego dorzućmy Bar Żarcik, ale i całkiem poważne rzeczy jak promenada (można obejść zalew, bo są kładki), kort tenisowy, skate park to robi nam się już całkiem przyjemne miejsce, by zatrzymać się na chwilę w podróży Drogą Krajową 42. Dla pełni obrazu dodajmy jeszcze, że miasteczko organizuje corocznie Ogólnopolski Zjazd Sołtysów i mamy kolejny ciekawy przykład jak negatywną propagandę przekuć z pozytywne doświadczenie i wymierne zyski dla lokalnej turystyki.
Starachowice z Ekomuzeum (Muzeum Przyrody i Techniki)
Choć miejsce to udało nam się zaliczyć dopiero na powrocie (za pierwszym razem dotarliśmy trochę za późno) to w Waszym planie koniecznie zarezerwujcie dojazd tutaj przed pełną godziną. Oprowadzenie po dawnej hucie gdzie przewodnik/czka przedstawi nam historię nie tylko tego co widzimy, ale też przybliży historię miasta. Teraz patrzymy na teren dawnej huty, sądzimy, że zajmuje ona duży obszar, a okazuje się, że był to tylko jeden z wielu takich zakładów w czasach kiedy tamtejszy przemysł ciężki był napędzany przez centralnie zarządzaną gospodarkę. Sporo dowiemy się o procesie wytapiania metali, zajrzymy w miejsca, które skwierczały od temperatury, ale na ścieżce zwiedzania będziemy mieli również powrót do korzeni czyli mała wystawa o starożytnym hutnictwie o czym wspominałem również w pozostałych postach z tej wycieczki.
To co jednak zaskakuje to fakt, że nie tylko na tym skupia ta placówka. Bo jak to – nazwa mówi o przyrodzie, zlokalizowane na terenie dawnej huty to gdzie tam miejsce na przyrodę? Okazuje się, że jest i to w dwóch dużych halach gdzie wtedy faktycznie poczujecie się jakby to miejsce piastowało nazwę Świętokrzyskiego Muzeum Przyrody. O tym ile życia, na jak ważnym etapie ewolucyjnym było w tych rejonach dowiedzieliśmy się już wcześniej z kieleckiego Geoparku, ale tutaj też poświęcono sporo miejsca o tym jakie twory zostawiały ślady na kamieniach, które teraz możemy dotknąć.
Mało? A jeszcze nie powiedziałem o STARach. Dla mnie jako dziecko samochody ciężarowe STAR to była legenda. Zanim zacząłem rozróżniać DAF/MAN/Mercedes czy inne marki każdy duży samochód ciężarowy był STARem. A nazwa pochodziła właśnie od miasta gdzie krótko po wojnie zaczęto produkować takie wehikuły. Okazało się, że Fabryka Samochodów Ciężarowych STAR dla Starachowic z jednej strony było marzeniem, z drugiej udręką. Marzenie – bo to duży, państwowy zakład. Udręka – bo od chwiejności gospodarki centralnie planowanej z Warszawy zależne było poczucie bezpieczeństwa mieszkańców i nastroje społeczne. Do tego produkcja oparta głównie o potrzeby państwowe była bardzo niestabilnym rynkiem czego doświadczono w zwiększonej skali w latach 90tych. Wtedy auta STAR zaczęły konkurować z nowocześniejszymi markami zachodnimi. Chaotyczny okres, brak środków na inwestycje sprawiły, że jeszcze nie nastał rok 2000, a niemiecki MAN przejął przedsiębiorstwo. Marka pozostała na rynku jeszcze przez 10 lat, ale stopniowo wygaszano produkcję i miasto musiało znaleźć nowy pomysł na siebie.
STAR jednak będzie jeszcze długo symbolem auta ciężarowego w Polsce. Charakterystyczny kształt ciężarówek pamiętają starsi obywatele, na pewno wszyscy ci, którzy widzieli przejazdy wojsk, ale również mniej oficjalne wydarzenia – na podwoziu STARa chociażby był samochód papieski, którym Jan Paweł II podróżował po Polsce podczas pierwszej wizyty w kraju. STAR również przejechał rajd Paryż-Dakar, który uchodzi za test ekstremalny i to jeszcze w 1988 roku. W Muzeum nie mogło zatem zabraknąć również wystawy poświęconej tym samochodom i widok tych pojazdów w całkiem dobrym stanie (niektóre jeżdżą regularnie na różne wydarzenia) to dobre podsumowanie w jakim miejscu jest Muzeum.
Przyznam, że spodziewałem się oprowadzenia po terenie dawnej huty. Tymczasem otrzymaliśmy znacznie więcej. Jednocześnie podane jest to w sposób przejrzysty, interesujący dla praktycznie każdej grupy wiekowej, że 1,5h spaceru minęły nam naprawdę szybko. Zdecydowanie uznaję to muzeum jako konieczne do odwiedzin.
Mauzoleum Martyrologii Wsi Polskich w Michniowie
Miejsce to stanowi Muzeum Ziemi Kieleckiej i zastanawiałem się czy warto tutaj przyjechać. Temat z tytułu niełatwy, takie muzea też są w różnych sposób poprowadzone. Po wizycie powiem jasno – przyjazd jest konieczny.
Obecny „budynek” muzeum został przekazany w 2022 roku. Niezwykle śmiały projekt wydaje się być trochę zbyt nowoczesny do wiejskiej zabudowy. Niby za dużo surowego betonu. Wszystko zmienia się kiedy wchodzimy do środka.Pod względem projektu – mistrzostwo. Surowy beton wraz z ciemnymi barwami nadaje odpowiedniej ciężkości treściom o których tam czytamy. Poszarpane kształty „budynku” bez faktycznego dachu niemo pomagają naszym zmysłom lepiej zrozumieć o czym to miejsce mówi.
A mówi o niełatwych rzeczach. Michniów został uznany za symbol miejsc dotkniętych najbardziej przez pacyfikacje. Wydarzenia do których tutaj doszło w zasadzie sprawiły zniknięcie wioski z map – zakazano jej odbudowy. W wielu muzeach opowiadających o walkach z okupantem treści skupiają się na fazach walki, na działaniach. Ale nie tylko tym tamci ludzie żyli. Też mieli podstawowe potrzeby i często to właśnie ludność wiejska wspierała miejską poza oficjalnymi drogami dzieląc się chociażby płodami rolnymi. Czasem takie zdania znajdziemy w tych miejskich muzeach, czasem są pomijane. Pacyfikacje wsi to nie były jednostkowe wydarzenia. To było systematyczne działania dla stworzenia psychologii strachu. Ich ofiarami padło wręcz niewyobrażalnie dużo osób, a mapa dość dobitnie mówi, że na zachodzie obecnej Polski było tego mniej. Tym bardziej więc warto odwiedzić to miejsce i dowiedzieć się więcej. I właśnie po to jest to mauzoleum.
Moim zdaniem więc zdecydowanie trzeba to zobaczyć. Zwiedzanie muzeum jest darmowe.
Centrum Edukacji i Kultury Szklany Dom
Szklane Domy Żeromskiego czyli wizje utopijnego idealnego świata powracając co jakiś czas w postaci związku frazeologicznego w publicznej przestrzeni. Choć wizję lepiej mieć niż nie mieć (tyle mówią poradniki w stylu „Jak doprowadzić projekt do końca?”) to spodziewałem się właśnie skupienia na idei z dzieła pisarza.
Na miejscu zastajemy średnio wyglądający muzealny budynek, który lata otwarcia miał dobre kilka dekad temu. Okazuje się, że on w zasadzie nic specjalnego nie oferuje, a całość atrakcji to zwiedzanie dworku zlokalizowanego za nim gdzie mieszkał Stefan Żeromski. Standardowo zwiedzanie jest o określonych godzinach więc trzeba zdążyć i nie ma tutaj zmiłuj.
Pytanie jednak czy warto? Jak wspomniałem – skupiałem się na idei zamiast patrzenia na kolejne rzeczy, które „może sobie kiedyś tak siedział, palił fajkę i pisał”. Tego mi zabrakło. Kilka izb w drewnianym dworku, choć oczywiście stylowych, to trochę za mało, by zainspirować czymś tak ambitnym jak pozwolenie na marzenia zbyt idealne dla tak popularnego dziś surowego realizmu. Jeśli zatem nie chcecie zwiedzać kolejnego dworku – można pominąć.
Południe
Ruiny Zamku w Szydłowie
Choć ten punkt wymagał nadrobienia paru kilometrów to lekki plan zwiedzania pozwolił mi dotrzeć na rynek niewielkiego miasteczka jakim jest Szydłów. Główną atrakcją są ruiny dawnego zamku królewskiego choć dawne mury dostrzeżemy w wielu miejscach tej mieściny, a do ich szukania zachęca bardzo kompaktowa wielkość. Kilkunastominutowy spacer pozwala przejść osadę wzdłuż i wszerz.
Wracając do zamku to okazuje się, że obecnie przylega on do szkoły i… na jego dziedzińcu w majowe południe odbywały się zajęcia wychowania fizycznego. Część muzealna to w istocie dwa budynki – jeden widoczny na zdjęciach, bardziej otwarty i próbujący pokazać nieco praktyczniej dawne czasy i drugi – bardzo muzealny gdzie jest dużo teorii. Wystawa nie wygląda na dawno projektowaną, ale jednak zderzamy się głównie z akapitami ciągłego tekstu zamiast infografik czy innych krótszych form.
Poza tym w Szydłowie wiele nie ma do zobaczenia choć na rynku uwagę przykuwa sklepik Manufaktury Śliwki w Czekoladzie + jest nawet intrygująco wyglądające muzeum. Niestety śliwki w czekoladzie to nie jest to co lubię stąd pominęliśmy wizytę. Zaskakiwał za to kompletny brak turystów.
Ogólnie rzecz biorąc zamek w Szydłowie do wartej specjalnej wycieczki moim zdaniem nie należy. Przy okazji, przejeżdżając niedaleko, na przykład w drodze do pobliskiego Pacanowa – można rozważyć. Ale – bez przesady.
Zamek w Chęcinach
Chęciny to małe miasteczko nad którym góruje zamek. Nie sposób go przegapić, ale to nie znaczy, że musimy podchodzić od strony rynku. Lepiej zostawić auto na parkingu od strony ulicy Jędrzejowskiej. Stamtąd doprowadzi nas leniwie wspinający się chodnik, a po drodze będziemy mogli kupić jakieś proste i niezbyt oryginalne pamiątki – te trochę lepsze będzie można kupić bezpośrednio w zamku.
Po zakupie biletów i niepozornym wejściu wita nas dziedziniec. Jakoś tak dziwnie złożyło się, że najpierw obraliśmy drogę na jeden z dwóch wysokich punktów widokowych. Miejsce na zamek? Idealne. Poważnie, gdyby nie chmury widok ciągnąłby się wiele kilometrów za miasteczko więc pod tym kątem lokalizacja znakomita. Będzie jeszcze okazja by spojrzeć z podobnej wysokości na końcu zamku więc wracamy na jego zwykły poziom. Wcześniej odwiedzamy skarbiec w którym turyści wspólnie budują nowy skarb, ale przede wszystkim wrażenie robi dość zachowanie tego miejsca w dość dobrym stanie. Naturalnie to są ruiny, ale dość łatwo pozwalają nam wyobrazić jak duży to był zamek. Jest miejsce na odpoczynek, jest miejsce na założenie hełmu i zrobienie zdjęcie, jest zejście do lochów. Jest też trochę przyjemnej dla oka zieleni czy ławki. To sprawia, że wizyta tutaj to nie tylko wejść-przeczytać-rozejrzeć się-wyjść, ale też możliwość spędzenia chwili czasu bez pośpiechu.
Od siebie polecam, to miejsce spokojnie może konkurować z zamkami Jury Krakowsko-Częstochowskiej.
Muzeum Wsi Kieleckiej
Regionalne skanseny to klasyka wojewódzkich wycieczek. Gdzieś ostatnio nawet widziałem, że to ktoś „zauważył”, że skanseny są sprytnie w każdym województwie, by każdy mieszczuch mógł zobaczyć chatę z dawnych czasów.
My trafiliśmy do Muzeum Wsi Kieleckiej akurat w poniedziałek kiedy jest „Dzień Techniczny”. To oznacza, że muzeum nie działa w domyślnym trybie, chaty są pozamykane, ale… można spacerować po jego terenie bez żadnych opłat. To też sprawia, że ludzi nie ma wcale choć na to mogły mieć wpływ prognozy z lekkim deszczem w naszym przypadku.
Czy muzeum wyróżnia się czymś konkretnym w porównaniu do tych wszystkich w których byliśmy? Chyba nie. Podobno zabudowa, której detale różnią się nieznacznie nie jest tym co by stawiało to muzeum na jakiejś liście zaskoczeń. Aczkolwiek – jeśli poszukujecie przyjemnego miejsca na spacer z możliwością zobaczenia starych chat czy zwierzaków to polecam. Poza widocznymi na jednym ze zdjęciu końmi na jego terenie ukryły się krowy, ale też mniejsze zwierzaki jak ptactwo czy króliki.
Miedzianka – Muzealna Izba Górnictwa Kruszcowego i szczyt
Nazwa nie pozostawia wątpliwości co tu się działo. Na miejscu działa małe muzeum choć nie dane było nam to odwiedzić – byliśmy akurat w poniedziałek kiedy ma dzień przerwy. Natomiast nawet w takim dniu parking ma dostępny, możemy zostawić tam auto jeśli wybieracie się na mały spacer pod górkę. My weszliśmy na szczyt o tej samej nazwie na który szlak zaczyna się zaraz obok wspomnianej placówki. Stwierdzam jednak, że sens jest wątpliwy. Szlak jest średnio przyjemny, jedyną mini atrakcją jest spojrzenie na dawne szyby z wydobycia miedzi, które są właśnie przy jednej ze ścieżek (w tym odkryciu pomoże Wam na pewno bardziej https://mapy.com/pl/ niż GoogleMaps.
Nieodwiedzone
Nie wszystko jednak udało mi się odwiedzić. Pominąłem przede wszystkim Jaskinie: Raj (na południe o Kielc, okolice Miedzianki), czy Zbójecką (na zachód, w kierunku Sandomierza. Na pewno jednak będę musiał tam wrócić, bo Centrum Bajki w Pacanowie jest obecnie w remoncie. Na pewno zaktualizuję post kiedy tam pojadę.
Podsumowanie
Choć nie wszystkie miejscówki są warte odwiedzin moim zdaniem to jest kilka placówek, które trzeba odwiedzić. Intryguje mnie mnie Zabytkowy Zakład Hutniczy, którego nie miałem okazji zwiedzić, ale jeśli ktoś mnie zapyta o atrakcje konieczne to wymienię bez wątpienia Muzeum Przyrody i Techniki (Ekomuzeum) w Starachowicach, Muzeum Martyrologii Wsi Polskich oraz zamek w Chęcinach. Polecę również spacer po Muzeum Wsi Kieleckiej. To najważniejsze miejsca w okolicach Kielc.
Przejdź do kolejnego posta z tej wycieczki: Góry Świętokrzyskie – Łysica, Łysa Góra i coś blisko







































Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.