Wpis jest częścią „Świętokrzyskie 2026 w tydzień / Niepozorny obszar na odpoczynek„
Góry Świętokrzyskie leżące na terenie Świętokrzyskiego Parku Narodowego to niewielki obszar, który jednak przewija się na górskich portalach. Powód jest prosty – najwyższy szczyt wchodzi w zakres najwyższych szczytów Polski (Korona Gór Polskich). Niemniej nigdy nie miałem okazji zobaczyć tego samodzielnie. Wysokość 612m n.p.m. nie jest jakoś specjalnie wybitna, a do tego szlaków jest niewiele stąd nie zachęcało do specjalnego wyjazdu.
Dodatkowo obszar ten jest w zasadzie bardzo blisko Kielc jako miasta. Podczas planowania zastanawiałem się więc mocno czy aby na pewno przenosić się z wynajmowanego apartamentu w Kielcach, ale doszedłem do wniosku, że jednak inaczej odbierzemy górski klimat w agroturystyce niż po powrocie do miasta. A zatem – jak najlepiej zwiedzić Góry Świętokrzyskie?
Najważniejsze atrakcje
Jeśli chodzi o to co okolice oferują to:
- Łysica – najwyższy szczyt Gór Świętokrzyskich
- Łysa Góra – drugi szczyt pod względem wysokości, legendarne miejsce czarownic i sabatów, obecnie najstarsze sanktuarium
- Bodzentyn – ruiny zamku
- Nowa Słupia – Centrum Kulturowo-Archeologiczne i Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego
To są najważniejsze punkty dla rejonu Gór Świętokrzyskich. Nie zapomnijcie jednak o innych atrakcjach w okolicy, które opisałem w „Świętokrzyskie 2026 w tydzień / Niepozorny obszar na odpoczynek”.
Łysica – planowanie wycieczki
Cała infrastruktura turystyczna jest od strony wsi Święta Katarzyna. Tam zostawimy auto na jednym z płatnych parkingów (tych darmowych prawie brak), od siebie polecam ten przy kościele Św. Katarzyny. Płatny co łaska więc przygotujmy dychę czy dwie, by wrzucić do puszki. Mniej na pewno nie zapłacimy na innych.
Początek trasy
Wejście w kierunku Łysicy jest bardzo „deptakowe” na samym początku. Na szlak w późniejszych godzinach (kiedy my już schodziliśmy) nadciągali nie tylko indywidualni turyści, ale też wycieczki klasowe (byliśmy pod koniec maja). Jednak kiedy my wchodziliśmy, ok. godziny 10tej rano na szlakach nie było prawie nikogo choć prawda też taka, że byliśmy poza weekendem. Wejście do Parku jest widoczne, jest kasa do zakupu biletów jeśli nie kupiliśmy online (link do ŚPN), chwilę po tym wita nas ładnie wyglądająca kapliczka świętego Franciszka wraz ze źródłem, ale na szczęście zaraz za tym robi się bardziej „leśnie”. Nawigację po trasie wspomagają ograniczenia na jej bokach w formie sznurków, by turyści nie wychodzili poza szlak i niszczyli przyrody zatem dosłownie „idzie się jak po sznurku”.
Dotarcie na szczyt
Z jednej strony spacer do Łysicę to błędne określenie. Ostre kamienie, którymi pokryta jest końcówka podejścia sprawia, że jednak lepiej wziąć buty trekkingowe niż klapki. Z drugiej – czas wejścia na poziomie 45 minut (oficjalny, nieco bardziej sprawni zejdą do 30min bez biegu), brak intensywnych podejść raczej wskazują na lekką aktywność fizyczną niż wycieczkę górską. Na szczycie jednak widok jest mocno ograniczony więc nie spodziewajcie się krajobrazu w 360 stopniach, ani w jego sensownej części 😛
Dostępne trasy
Cały problem w tym, że… na górze macie dwie opcje. Albo powrót tą samą drogą przez co łącznie Was spacer zajmie nieco ponad godzinę, albo spacer dookoła gdzie łącznie trasa wyniesie 3 godziny. Co oczywiste – 95% osób wybiera powrót przez co spotkanie turystów na tym dookólnym szlaku jest naprawdę wyjątkiem natomiast osobiście zdecydowanie polecam to rozwiązanie i to z dwóch powodów. Pierwszy to zobaczenia Świętokrzyskiego Parku Narodowego nie tylko przez pryzmat podejścia górę, a drugi to poznacie przez to Szlak Śladem Kolejki Wąskotorowej. Nikłe nachylenie, bardzo dobre przygotowanie (miejsca odpoczynku, pomosty) wręcz proszą się o rower. Marsz może nieco nieco przynudzić, bo to jednak tylko/aż las, ale z drugiej strony jeśli cenicie leśny odpoczynek to na pewno Wam się spodoba.
Link do dwóch opcji wejścia na Łysicę
- Na szczyt i powrót
- Dookoła (niedostępna od 1/11 do 30/03 z powodu ochrony przyrody na jednym odcinku)
Łysa Góra – gdzie legenda zderza się z rzeczywistością
Nie zliczę ilości popularnych odniesień odniesień o czarownicach do Łysej Góry. Podczas zwiedzania kraju co rusz natykamy się na legendy o ostatnich procesach, ostatni sądach czarownic z przeszłości i zawsze z tyłu gdzieś była tam Łysa Góra. No to skoro jesteśmy obok to warto odwiedzić to miejsce prawda? Taa…..
Dojazd i parking
Dojazd na Łysą Górę to turystyczna męczarnia. Nawigacja prowadzi na sam szczyt, ale na jego dole wita nas brama z zakazem oraz całą listą wyłączeń (w tym wyłączenie dla wiernych na czas nabożeństwa). Turystów na tej liście nie ma więc poszukujemy parkingu. Darmowych brak, płatne przypominają typowe popularne turystyczne miejsce z ustawionymi obok budkami z lodami, goframi itd. Na szczyt można dostać się pieszo (30-45min – my wybraliśmy tę drogę) chodnikiem, który ciągnie się cały czas wzdłuż nudnej drogi na szczyt. Można też skorzystać z elektrycznych Melexów, które na dole czekają na tych bardziej leniwych turystów. Przyznam jednak, że idąc na górę co parę chwil mijały nas auta na przeróżnych rejestracjach – wszyscy na nabożeństwo? Teoretycznie było, ale praktycznie…
Gołoborza na Łysej Górze
Najpierw po lewej stronie wita nas możliwość zejścia na taras widokowy na gołoborza czyli obszar góry, który wywietrzał od erozji. W Polsce to właśnie te na Łysej Górze uchodzą za najsłynniejsze i najbardziej okazałe. Taras jednak okazał się być zawalony dużą wycieczką szkolną gdzie przewodnik postanowił opowiadać o tym dużej grupie totalnie znudzonych uczniów. Nie ma też zbyt wielu tablic informacyjnych na jego końcu więc podsumowując miejsce jest średnio aktywizujące. A, przy wejściu na taras jest kasa na zakup biletów. Nie, bilet to Świętokrzyskiego Parku Narodowego nie wystarczy (choć uprawnia do ulgi). Moim zdaniem jednak można to pominąć. To po prostu większy pokaz sił natury niż to co widzieliśmy na Łysicy.
Muzeum Przyrodnicze Świętokrzyskiego Parku Narodowego
W oddali widzimy już wysoką sylwetkę Sanktuarium, ale poszukujemy jeszcze wejścia do Muzeum Przyrodniczego ŚPN. Wydaje się, że od strony wejścia Łysą Górę trwał remont dojścia (a może to jednak zawsze tak było?), ale drzwi wejściowe do Muzeum ostatnie znajdujemy naprzeciw sanktuarium. Wita nas dość surowy i starszy wygląd takich muzeów jak i dość bezpieczny sposób obsługi („Tutaj Państwo zaczynają” itd.). Pitu, pitu, historia o tym co już wiemy z innych, lepiej przygotowanych miejsc. Nieco ciekawie robi się w dalszej części placówki zwłaszcza wykorzystanie podłogi do ekspozycji niektórych rzeczy. Niemniej spędzamy tam może 15 minut max.
Podsumowanie Łysej Góry
I… w zasadzie to tyle. Taras na gołoborza (dodatkowy płatny), starsze muzeum, sanktuarium i masa wycieczek szkolnych – to zostanie mi jako podsumowanie Łysej Góry. Totalnie nie jest wykorzystany motyw czarownic i magii.
Nowa Słupia – Centrum Kulturowo-Archeologiczne i Muzeum Starożytnego Hutnictwa Świętokrzyskiego
Do Łysej Góry można też dojść od strony Nowej Słupi – niewielkiego miasteczka do którego przejeżdżamy autem nadrabiając parę kilometrów. Interesuje nas tutaj jedno muzeum, które długą nazwę widzicie w tytule akapitu. Podczas naszej wycieczki po województwie świętokrzyskim okazało się, że te rejony są znacznie starsze niż sądziliśmy. Wprawdzie śladów dinozaurów nie przebijemy pod kątem wieku to pod względem historii osadnictwa również ten obszar sporo może powiedzieć.
Już podczas przygotowań do wycieczki wspomniano gdzieś o starożytnym hutnictwie. Ale jak to? Historia jaką najczęściej wspominamy zaczyna się gdzieś ok. roku 1000 to o jakiej starożytności mówimy? No właśnie, okazuje się, że dzisiejszy rejon świętokrzyski pomieszkiwali dawno temu hutnicy. Różnili się wprawdzie od dzisiejszych, ale cel mieli ten sam czyli przetop metali. O wielkich piecach hutniczych jeszcze nikt wtedy nawet nie marzył, ale znaleźli sposób, który wystarczał im na obróbkę metali wystarczająca na ich potrzeby.
To właśnie o tych badaniach jest to muzeum. Starty „oprowadzań” są co godzinę, dojeżdżamy na ostatnią godzinę przed zamknięciem. Na niewielkim parkingu tylko jeden samochód – okazało się, że to obsługi muzeum. Chwileczkę czekamy, zaczynamy filmowo z okularami 3D, by przejść na ekspozycję właściwą gdzie czujniki naszej obecności i lektor prowadzą nas przez historię metalu, porównania ówczesnego osadnictwa na ziemiach polskich czy chociażby Rzymu, a kończąc na procesie właściwym jak to w ogóle działało. Spędziłem swego czasu trochę czasu na Politechnice, uczyłem się o tym i ostatecznie moja ścieżka kariery odbiła w inną stronę to jednak zaskoczyła mnie to przedsiębiorczość ówczesnych hutników. Zwłaszcza, że ewidentnie ustalono, że nie były to jednorazowe działania, a z góry planowane ciągi produkcyjne!
Muzeum nie jest może najnowsze, dość ważne jest by nie przyspieszać, a przez to uruchamiać lektora w różnych częściach (stąd dobrze zwiedza się w małej grupie, a najlepiej samemu 😀 ), ale naprawdę świetnie prowadzi przez historię co to w ogóle jest metal, pokazuje kontrast stylów życia w tym samym czasie, opisuje proces wytopu, a kończy sentymentalnym wspomnieniem ludzi, którzy poświęcili tym badaniom dużą część swojego życia. Bo to nie jest historia powtarzana od setek lat. Większość tych badań wydarzyła się w powojennej Polsce i dopiero wtedy ustalano jak to działało dawno, dawno temu jeszcze zanim Gniezno pojawiło się w najważniejszych polskich kronikach.
Gdzie spać?
Nocleg na dwie noce w dobrej cenie znalazłem we wsi niedaleko Świętej Katarzyny. Zacisze Stara Wieś okazało się być bardzo fajnym miejscem. Choć może być targetem dla rodzin z dziećmi, w maju, w środku tygodnia byliśmy tam sami. Jedyną zagwozdką może być brak klimatyzacji w ciepłe dni. Do dyspozycji gości jest też duża kuchnia gdzie można przygotować śniadanie czy nawet pełnoprawny obiad. Miejsce na ognisko też jest jakby ktoś chciał. Nawet sala z ping pongiem oraz stołem bilardowym też się znalazła – aczkolwiek niestety kije do bilarda w takich miejscach przy każdym uderzeniu wołają rozpaczliwie o pomoc – to niestety standard. Choć dopiszę, że jestem nieco wyczulony na to, bo takimi kijami bawię się praktycznie co tydzień.
Podsumowanie
Już dobre kilka lat zastanawiałem się czy dobrze robię pomijając Góry Świętokrzyskie w planowaniu tych wszystkich wyjazdów. Moim zdaniem jednak był to dobry wybór. Góry Świętokrzyskie pod względem trekkingu względnie górskiego proponują aktywność na nieco ponad godzinę, a to trochę za mało, by specjalnie jechać tyle kilometrów.
Góry Świętokrzyskie za to idealnie pasują kiedy realizujemy całe województwo świętokrzyskie. Pomiędzy zwiedzaniem głównie miejskich atrakcji, na jeden dzień wyrwiemy się na dłuższy spacer do lasu zaliczając przy okazji szczyt wliczony do Korony Gór Polski, przespacerujmy się też dalej gdzieś turyści nie docierają. I jak najbardziej polecam też jednak wynająć na tą noc, czy dwie agroturystykę zamiast dojeżdżać z Kielc. Jednak inaczej człowiek przyjmuje pobyt w górach, gdy dookoła ma teren zielony czy wieś niż miejski beton.
Przejdź do kolejnego posta z tej wycieczki: Świętokrzyskie 2026 / Sandomierz i okolice









Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.