Wpis jest częścią „Świętokrzyskie 2026 w tydzień / Niepozorny obszar na odpoczynek„
Sandomierz obecnie jest kojarzony przede wszystkim z postacią ojca Mateusza z serialu jaki był realizowany kilka/kilkanaście lat temu. Bo tak szczerze – z czym kojarzy Wam się Sandomierz? Poza tym, że „podobno jest ładny” to co coś powiecie więcej? No właśnie, tymczasem okazuje się, że Sandomierz wcale nie jest celem tylko dla widzów serialu, ale dobrze go zwiedzić również mając konkretniejszy cel.
Sandomierz – gdzie chodzić, co zobaczyć
Jeśli chodzi o samo centrum to starówka Sandomierza jest maleńka. Rynek z charakterystycznym ratuszem (choć jakże podobnym do Tarnowa) w zasadzie tylko tam tętni życiem jeśli chodzi o turystykę. Trochę więcej kroków turyści robią tylko po to, by zobaczyć Ucho igielne czyli jedyna zachowana furta z murów obronnych miasta. Kozie schodki są atrakcją w zasadzie tylko z nazwy – tam już prawie nie spotkaliśmy nikogo w majowy czwartek/piątek. Jeśli chcecie za to spojrzeć na miasto z góry to poleca się taras na Bramie Opatowskiej choć nie jest ona przesadnie wysoka.
Piątek poświęciliśmy w zasadzie całkowicie na spacery po mieście. Okazuje się, że ciekawie zapowiadające się Bulwary nie przyciągnęły praktycznie nikogo poza dwoma klasami, które spędzały czas na dużym placu zabaw. Przyjemny za to był spacer Wąwozem Królowej Jadwigi (polecam wejście od tej strony GoogleMaps) – to akurat miejsce gdzie turystów spotkać możemy. Miejcie tylko na uwadze, że jeśli padało to białe buty nie będą najlepszym wyborem. Dla takiego spaceru za to idealnie nada się Park Miejski, ale nie jest on ogromnych rozmiarów – trochę czasu może jednak spędzicie jeśli skorzystacie z placu zabaw.
Podziemna Trasa Turystyczna
To co warto bez wątpienia odwiedzić to Podziemna Trasa Turystyczna. Jako dawne miasto kupieckie Sandomierz zabiera nas w podróż do miejsc gdzie kiedyś kupcy przechowywali swoje dobra choć z uwagi na panującą stałą temperaturę wykorzystywali to pewnie również jako spiżarnie. Okazuje się, że zrobili tych korytarzy tyle, że zaczęło to mieć negatywny wpływ na bezpieczeństwo na powierzchni. Dość powiedzieć, że na wspomnianej trasie schodzimy 12 metrów pod ziemię, a co najlepsze wychodzimy poza obszar kamienicy gdzie zaczynaliśmy!
Kiedy zdano sobie sprawę, że tak być nie może, do miasta ściągnięto górników, którzy korzystając ze swojej wiedzy i doświadczenia umocnili to na tyle, że nie zagraża już bezpieczeństwie, a jednocześnie część z tego zabezpieczyli, że mogą to zwiedzać turyści. Mam jednak wrażenie, że ta sandomierska trasa jest trochę za bardzo wymuskana – jakby za dużo świeżej klinkierówki tam ułożono. Właśnie dlatego uważam, że z jednej strony warto PTT w Sandomierzu odwiedzić, ale to w podziemiach w Opatowie było „naturalniej”.
Muzeum Ojca Mateusza
Mam wrażenie, że jeden z głównych cel wycieczek do Sandomierza. Każda większa grupa turystyczna kręciła się w pobliżu, prawie nigdy nie było pusto przed wejściem. Osobiście jednak nie udaliśmy się do środka. Jako osoby, które praktycznie nie oglądały serialu stwierdziliśmy, że nie jest to dla nas.
Czary Napary – Akademia Ziołowa
Na sandomierskim rynku, obok wspomnianego wyżej muzeum jest jednak coś co nas zainteresowało. Choć może się wydawać trochę sztucznym, marketingowym tworem tylko na potrzeby turystów to jednak możemy dowiedzieć się tam od groma ciekawych rzeczy o… ziołach.
Ścieżka zwiedzania zaczyna się poznania historii Marcina z Urzędowa i jego podręczniku, który nosił tytuł „Herbarz polski„. Na początku poznajemy zastosowania medyczne i choć zahaczamy o kącik używkowy to jednak znacznie więcej wiedzy znajdziemy co na co pomaga. Ekspozycja nie ma totalnie nic z nudy i daleko mu do zwykłego muzeum. Jeszcze lepiej robi się kiedy wejdziemy na piętro – tam znajdziemy mieszkanie (prawie jak w IKEI) tylko, że zamiast śmiesznych szwedzkich nazw będziemy mieli podpisy jakie zioła w danym miejscu są najlepsze. Od łazienki, przez sypialnię po kuchnię, która w ogóle mnie zaskoczyła o ilu ziół zapomina się spędzając nieco czasu w kuchni. Jest też późniejszy etap dla zabawy dla dzieci.
Minimalne zażenowanie może wpaść kiedy powrócimy na dół (choć to jeszcze nie ostatnia część wystawy), ale z jednej strony jeśli ktoś nie wiedział… to niech się dowie. Zwiedzanie kończy się wyjściem na sklep w których możemy kupić przeróżne zioła. I choć niektóre mogą się wydać trochę absurdalne to da się tam znaleźć coś co będziemy chcieli przetestować.
Czy warto? Tak naprawdę musicie odpowiedzieć sobie na jedno ważne pytanie – czy ogólnie interesują Was zioła? Jeśli w jakimś stopniu tak to polecam wizytę. Jeśli to totalnie nie Wasz klimat – można pominąć.
A może turystyka winna?
Coś co jednak zdecydowanie nas zaskoczyło to… możliwości enoturystyki. Okazuje się, że Sandomierz i łagodne nachylenie terenów dookoła niego tworzą świetne warunki do hodowli winorośli. W sezonie z miasteczka wyjeżdżają busiki, które dowożą enoturystów do wspomnianych wcześniej winnic gdzie można dowiedzieć się więcej o produkcji wina i dokonać degustacji, a potem wrócić busikiem by nie martwić się o prowadzenie pojazdu. Jeśli nie chcecie nigdzie jechać, a jesteście w piątek/sobotę to możecie zwiedzić Winnicę Świętego Jakuba, którą prowadzą bracia Dominikanie. Co ciekawe – zwiedzanie jest darmowe, ale nie żałujcie grosza do kasetki jako wdzięczność za otwarcie na ludzi, cierpliwość do pytań, a jednocześnie niezwykłą naturalność. Po zwiedzaniu można skorzystać z maleńkiego Winnica Bistro i przysiąść na jednej z ławek z jednym z lepszych widoków na sandomierski zamek. Ja będę wpadał za każdym razem jak tylko będę w Sandomierzu!
Góry Pieprzowe
Niektóre przewodniki zalecały spacer po Górach Pieprzowych oddalonych kilka kilometrów od Sandomierza (często z dopiskiem „jeśli nie są zarośnięte”). Pogoda jednak sprawiła, że nie było chęci na wspinanie się po pagórkach zwłaszcza, że nie jest to też specjalnie blisko Sandomierza, by rozważać to jako spacer.
Gdzie spać i jeść w Sandomierzu?
Nocleg
Jeśli chodzi o nocleg to skorzystałem na Booking.com – Apartament Przy Rynku. Dwupokojowe mieszkanko oddalone ok. 10 minut spacerem od centrum (a zaraz obok Parku Miejskiego) jest świetne dla pary. Niektórzy mogą narzekać na stare budownictwo i brak windy (a mieszkanie na 4 piętrze), ale jeśli nie macie problemów z poruszaniem się, ogromu bagaży to zdecydowanie warto. Miejsce najczęściej znajdzie się albo pod blokiem, albo wzdłuż Parku Miejskiego, a właścicielka służy radą we wszystkim – zwłaszcza, że też ma swoje kilka groszy w winnej części oferty miasta. Ja na pewno będę sprawdzał to miejsce bezpośrednio jak ponownie wybiorę się do Sandomierza.
Gdzie zjeść?
2 okna – położony na Rynku lokal zaraz obok wcześniej wspomnianych muzeów ma w sobie coś, że zawsze ktoś tam był. Może to trochę nowoczesność wystroju, trochę niepasująca do tej klasycznej starówki? Dania w porządku, smakowo ciekawie, ale bez szału, by wspominać tę knajpę co jakiś czas
Bistro Podwale – położony przy spacerowym deptaku Sandomierza dał radę jedzeniowo + zdecydowanie klimat robi miejscówka. Tutaj już prawie turystów nie uświadczymy, a to naprawdę blisko centrum.
Klimontów – można pominąć
Miasteczko figuruje głównie z uwagi na kościoły, które tam są. Choć faktycznie robią wrażenie jako budowle to praktycznie brak sensownej infrastruktury turystycznej sprawia, że nie warto tam specjalnie jechać moim zdaniem.
Opatów – Brama Warszawska, Kolegiata i Podziemia
To niewielkie miasteczko ma niezwykle bogatą historię. Brama Warszawska to mały symbol dawnej wielkości, a kościół na poziomie Kolegiaty w której historii pojawiają się Templariusze tylko rozbudza historyczną ciekawość. A tę warto zgłębić w podziemiach o których nieco wspomniałem już wcześniej, w sandomierskiej części posta.
Opatów dawniej również był miastem gdzie kupców było wielu i oni również będąc ograniczeni terytorialnie do kamienic zaczęli kopać w dół. Historia podobna – zaczęło robić się niebezpiecznie, wezwano górników, zabezpieczyli co trzeba było i zostawili część korytarzy do zwiedzania. Na szczęście moim zdaniem tutaj zostawili to w stanie, który wydaje się bliższym naturalnemu. Tutaj znajdziemy jakieś pomieszczenie stylizowane faktycznie na dawny skład kupca, ale są też części poświęcone właśnie historii miasta. Tutaj też kompletnie zaskoczył mnie przewodnik – wydawało mi się, że raczej będzie to sztampowe oprowadzenie tymczasem dostaliśmy spacer z pasjonatem. Właśnie dla takich ludzi warto odwiedzać te muzea w mniejszych miastach.
Zamek Krzyżtopór – ikona polskich zamków
Gdyby tak zastanowić się jakie zamki najczęściej pojawiają się na Instagramie to bym ocenił, że Malbork, Ogrodzieniec i właśnie Krzyżtopór. Choć ten ostatni to ruiny to przez swój kształt jest inny niż wszystkie pozostałe – okazuje się, że jednym z najlepszych w Europie (!) przykładów zamku typu „palazzo in fortezza”.
Widać, że to miejsce odwiedza wiele osób choć poza dniami szczytu tłumów nie doświadczyliśmy. Dla turystów znajdziemy tutaj parking zdolny pomieścić parę autokarów i kilkadziesiąt aut, dwie lodziarnio-kawiarnie i oczywiście zamek. Choć robi wrażenie swoim kształtem (przede wszystkim wysokością już od samego początku) to okazuje się, że wcale nie jest tak ogromny. Jasne, ma od groma „pomieszczeń” – trzeba było jakoś dopiąć te kalendarzowe cele (365 okien, 52 komnaty, 12 sal i 4 baszty), ale wydaje się dość kompaktowy. Dodatkowo mam wrażenie, że zwiedzanie jest dość chaotyczne + jeśli nie chcesz korzystać z przewodnika to w zasadzie nie dowiesz się sporo o zwiedzanych częściach zamku (prawie brak tablic informacyjnych)
Moim zdaniem więc warto tutaj przyjechać choć spodziewałem się większego efektu wow. Albo po prostu miałem przykład syndromu paryskiego.
Ćmielów – Muzeum Żywej Porcelany
Porcelana jakoś nigdy nie robiła na mnie ogromnego wrażenia. Uwielbiam duże kubki do herbaty, ale zawsze ceniłem bardziej wygodę uchwytu niż „ręczne wykonanie”. Niemniej podczas przygotowań do wycieczki okazało się, że maleńki Ćmielów (niecałe 3 tysiące mieszkańców) jest światową stolicy porcelany. Choć Rynek na którym możemy zobaczyć ławki stylizowane na jedną w legendarnych kolekcji filiżanek prędzej kojarzy mi się z Alicją w Krainie Czarów to Fabryka Porcelany oferuje też dla turystów zwiedzanie w postaci Muzeum Żywej Porcelany.
Bilety nie są tanie (ok. 50PLN za osobę) i jeśli planujecie wizytę w dni wolne od pracy to polecam zakupić z wyprzedzeniem online. Do fabryki zjeżdżają dosłownie tłumy turystów w tym grupy zorganizowane i może się zdarzyć, że jeśli biletu nie kupicie wcześniej to po prostu nie zwiedzicie tego miejsca.
Choć czy warto? Trasa zwiedzania w grupie ok. 30 osób zaczyna się opowiadaniem przewodniczki o początkach fabryki. Po tym przechodzimy do wnętrza dawnego pieca w którym wypalano porcelanę gdzie poznajemy jak to wyglądało w postaci filmu niczym „Jak to jest zrobione?”. Po wyjściu z pieca przechodzimy do warsztatu, by zobaczyć jak to faktycznie jest odlewane, w zasadzie widzimy to co widzieliśmy na filmie tylko, że w uproszczony sposób w rękach przewodniczki ze wsparciem chętnych osób z grupy. Nieco dalej jedna z artystek ozdabia wyrób ręcznie nanosząc rozmaite wzory, a kończymy na przypomnieniu historii tzw. porcelany różowej. Dalsza część jest już poza warsztatem gdzie możemy zobaczyć legendarne kolekcje, ale też przyjrzeć się podróbkom – czy Wasze oko dostrzeże, które to oryginał, a które falsyfikat?
I teraz – tak, dowiedziałem się jak powstaje porcelana. Tak, rozumiem, że to jest ręczna praca i każdy z poszczególnych rzemieślników wkłada w to ogrom zaangażowania (nie wiem jak Wy, ale mam alergię na takie marketingowe frazesy). Tak, rozumiem, że na X odlewów wiele kończy się niestety odrzutem. Tyle, że mam wrażenie, że to co głównie wypływa z tego zwiedzania muzeum to jednak nie sam proces powstawania, przede wszystkim nie zalety porcelany jako naturalne materiały, brak metali ciężkich, wytrzymałość, ale prymitywny efekt brak dostępności. A budowania historii i estymy na takich błędach poznawczych jest moim zdaniem trochę słabe.
Ostatecznie mam mieszane uczucia – zabrakło mi pewnej autentyczności tego zwiedzania. Pracowników widocznych za szybą, którzy faktycznie nad tym pracują (choć wiem, była sobota, ale to nawet tych pustych miejsc pracy). Nie wiem też czy ta popularność tego miejsca jako muzeum nie spadnie. Większość zwiedzających to byli jednak ludzie w wieku średnim albo wyższym. Porcelana kiedyś była znacznie bardziej popularna i mam wrażenie, że dlatego też sporo osób jeszcze tu przyjeżdża.
Zamek w Ćmielowie
Kiedy przygotowywałem się do zwiedzania świętokrzyskiego to tylko czytałem, że to teren prywatny. Kiedy jednak byliśmy w Ćmielowie to okazało się, że zamek będzie dostępny dnia kolejnego (my jednak wracaliśmy już do domu). Polecam zatem zainteresować się możliwością zwiedzenia tego miejsca kiedy Wy wpadniecie do Ćmielowa.
Rezerwat Archeologiczny Krzemionki Opatowskie
Nigdy specjalnie nie miałem głowy do kamieni. Krzemień pasiasty był dla mnie tak samo interesujący jak każdy inny kamień. Tymczasem okazuje się, że ludzie już kilka tysięcy lat temu doszli do wniosku, że ma on nieco wyższą wartość. Rezerwat ten jest przykładem jednej z największych kopalń na terenie Europy. Kopalnie dawno temu jednak znacznie różniły się od tych co znamy teraz i w Krzemionkach możemy to zobaczyć.
Pierwsza część zwiedzania to wystawa wewnątrz budynku – zobaczymy jak mieszkali dawni ludzie, jakie mieli rytuały. Potem przejdziemy do przykładu kopalni, ale to jeszcze nie zrobi na Was wrażenia. Wyjście w teren będzie miłą odmianą w muzealnym zwiedzaniu. Szybko dotrzemy do pierwszych zabudowanych stanowisk, dowiemy jak się jak to faktycznie wyglądały, a kiedy rozejrzymy się dookoła dzięki przeszkleniu zobaczymy, ze takich miejsc dookoła nas jest mnóstwo. Niedługo wejdziemy niżej – tam będzie trochę chłodniej, by przespacerować się korytarzami przygotowanymi do zwiedzania. Nie będziemy chodzić bezpośrednio po kopalnianych korytarzach – te są zdecydowanie za niskie do standardowej turystyki. Ale przygotowana trasa dość dobrze pokaże nam te kopalnie od każdej ze stron.
Tutaj świętokrzyskie ponownie przypomina to o czym wspominałem już we wcześniejszych postach. Że są oni perełką jeśli chodzi o dawne czasy. Wydaje się, że żadne z województw nie poszło tą drogą. Większość bawi się z historię kraju, królestwa, wojny, a tymczasem Rezerwat Archeologiczny Krzemionki Opatowskie ponownie zabiera nas w znacznie odleglejszą historię. A, nie wspomniałem jeszcze, że po powrocie na powierzchnię odwiedzimy jeszcze wioskę i wejdziemy do domostw, które zostały zrobione jak kiedyś.
Moim zdaniem więc warto tutaj przyjechać. Jedno z ważniejszych miejsc na mapie województwa.
Podsumowanie
Sandomierz zaskoczył enoturystyką. Gdyby nie to to miasteczko byłoby dosłownie na jedno popołudnie. Niezwykle małe można obejść w parę godzin wliczając lody i wejście na wieżę. Warto zwiedzić Opatów – choć to obecnie maleńka mieścina to warto poznać historię podziemi oraz kolegiaty. Na pewno też odwiedzicie Krzyżtopór wszak to jeden z najpopularniejszych polskich zamków. Ćmielów – dyskusyjny, a o wątpliwościach przeczytaliście wyżej. I na koniec Rezerwat Archeologiczny Krzemionki Opatowskie, które odkryły kawał bardzo ciekawej historii, a jednocześnie dołożyły cegiełkę do budowania starożytnej tożsamości świętokrzyskiego.
Mi taki zestaw się podoba. Jeśli Wy również macie podobne oczekiwania to już wiecie gdzie planować kolejną wycieczkę.
To ostatni post tej wycieczki – „Świętokrzyskie 2026 w tydzień / Niepozorny obszar na odpoczynek„






























Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.