Atrakcje Zamościa i co koniecznie musicie odwiedzić w Chełmie Lubelskim?

Dzień drugi naszego urlopu „Lubelskie na tydzień 2020„.

Dżizys, co tak wyje? 05:30 na zegarku, a w hotelu jakiś alarm. Dziewczyna, z doświadczeniem w branży hotelowej, mówi zaspanym głosem – „To chyba przeciwpożarowy”. Dźwięk milknie, nic więcej sie nie dzieje. Trochę za wcześnie na pobudkę w końcu urlop. Nikt też nie wszczyna ewakuacji więc wracamy do snu.

Umawianie wizyt

Finalnie pobudka optymalnie w okolicach 08:30. Szybkie ogarnięcie, śniadanie na patio i po godzinie 9 telefon do lokalnego centrum obsługi turystycznej (84 639 22 92) czy jest dziś przewodnik na godzinę 11:00 na zwiedzenia Podziemii Ratusza. Okazuje się, że nie ma problemu, przewodnik przyjdzie dla nas, bo nikt inny się nie zgłosił… Brzmi fajnie. Dzwonimy jeszcze do Podziemi Kredowych w Chełmie Lubelskim (82 565-25-30), by zapisać się na godzinę 16:00. Wszystko umówione, świetnie, dziękuję.

Punkt widokowy na wieży katedralnej w Zamościu

My tymczasem wychodzimy, by dojść do wieży katedralnej (3 minuty od Rynku) na godzinę 10:00 – rzekomo od tej godziny jest czynna wieża widokowa. Na miejscu okazuje się, że nie do końca, jest podany telefon na który dzwonię i uzyskuję zapewnienie, że w ciągu 15-20min ktoś przyjdzie. Krótki spacer, ale i tak wracamy na ławkę obok wspomnianego kościoła. Nawet widzimy, że jakaś inna para turystów też czai się, by zadzwonić – dzielę się informacją, że dzwoniłem i niedługo ktoś powinien się pojawić. Koło 10:25 pojawia się jegomość, który wpuszcza naszą czwórkę pobierając 10PLN od osoby. Nie ostrzega jednak przed czymś…

Wchodzimy na górę. Trzeba przyznać, że miejsce idealne. Widoczność świetna, widok pocztówkowy, a podstawa Zamościa czyli Ratusz i Kamienice widać doskonale. Spędzamy tam kilkanaście minut – przewodnika na Rynku mamy dopiero na 11:00. Spokój, niezmącona cisza, która znikła momentalnie gdy… dzwony na tej wieży zaczęły bić! 😀 Zaskoczyło to nas niezmiernie, ale potem widzieliśmy doskonale dlaczego – akurat zaczynała się pewna uroczystość. Zaczekaliśmy aż dzwony umilkną, ostatnie selfie na wieży i schodzimy na dół. Jest 10:50, słońce daje trochę popalić, to będzie gorący dzień.

IMG_4644

Zamość – Podziemna Trasa Turystyczna

Udajemy się do Informacji Turystycznej, która znajduje się na prawej ścianie tego niezwykłego Ratusza. Opłatę 12PLN za osobę można uiścić kartą. Dołączy do nas grupa 6 osób. Tuż przed godziną 11:00 zostaje nam przedstawiona Pani Ewa – drobna kobiecina, która jak się okazało przez kolejne ponad 60min opowiadała nam nie tylko o podziemiach, a o całym mieście. Za 12PLN o Zamościu dowiedzieliśmy się w pigułce tyle ile powinniśmy. I zajęło to tylko nieco ponad godzinę! Bez względu na czas oprowadzenie było ciekawe, nie było motonnym monologiem, a nie raz próbą zachęty do dyskusji. Mam nadzieję, że również na tę samą Panią Ewę traficie!

Punkt widokowy w Nadszańcu

Po pożegnaniu z Panią Ewą skierowaliśmy się do Nadszańca Bastionu VII, by wejść na taras widokowy (3PLN/os., płatność tylko gotówką). Sam punkt jest mniej okazały – moim zdaniem można pominąć. Ciekawostką natomiast jest sam budynek – wśród czerwonej cegły pamiętającej działania wojskowe znajdziemy aktualnie… sklep odzieżowy. Na szczęscie udało się też znaleźć miejsce, by zaprezentować właśnie ubiór różnych wojaków na przestrzeni dziejów – to naprawdę świetne połączenie historycznych walorów i aktualnych potrzeb. Poza tym możemy strzelić z łuku bądź… armaty! Poważnie. Nawet możemy wybrać czy chcemy z małej, średniej czy dużej oczywiście odpowiednio dopłacając za rozmiar.

IMG_4648

Wiem co zjem

Na zegarku po 13stej. Podziemia Kredowe w Chełmie umówiona na 16, a droga tam zajmie nam około godziny. Korzystając z chwili odpoczynku decydujemy się odwiedzieć jedną z ciekawych knajpek, by posilić się na kolejne godziny. Na razie trzyma nas jeszcze śniadanie więc wolimy coś małego. Idziemy do „Wiem co zjem„. Poza daniami głównymi, zaciekawiły nas kanapki, które wydały nam się optymalne. Niestety – pieczywa do kanapek akurat nie było i zdecydowaliśmy się na panini. Powiem tak – jakość jest w porządku, naprawdę, ale małe to nie było. Po jedzeniu wpadamy do hotelu po bluzy (w Podziemiach Kredowych jest niecałe 10 stopni) i wsiadamy do auta. Zahaczając jeszcze o stację paliw kierujemy się do Chełmu.

Podziemie kredowe w Chełmie

Droga zajmuje godzinę, a dojazd z nawigacją nie stanowi najmniejszych trudności. Prędzej czy później powinniśmy znaleźć gdzieś miejsce parkingowe – nam się poszczęściło – dostępne miejsce było dokładnie naprzeciw wejścia do Podziemii. Jeszcze było trochę czasu, nawet byliśmy wyposażeni w quest do rozwiązania, ale niestety quest był dłuższy i wybraliśmy się na lekki spacer z zamiarem wypełnienia questu po zwiedzaniu. Trochę żałuję, bo przez to nie weszliśmy do parku (za rynkiem pod górę), ale za to wpadliśmy na deptak – ulicę Lwowską. Szału nie ma, deptak małego miasteczka, ale udało się kupić coś zimnego w Żabce. Powoli zbliżała się godzina wejścia i skierowaliśmy się do miejsca docelowego.

Na początek – płatność tylko gotówką, a bilet normalny kosztuje 15PLN. Przyznam, że byłem trochę zaskoczony, bo strona internetowa miejsca jest dośc nowoczesna, ale jak można się dowiedzieć – dostępna jest dla zwiedzających od kilku dekad. Czy warto? Zdecydowanie tak. Przede wszystkim niesamowite jest to jak korytarze powstały. Pod miastem nigdy nie było kopalni! Wszystkie tunele zostały wykopane „na dziko” przez „przedsiębiorczych” mieszkańców! To tak jakby ktoś miał dom i zaczął spod niego coś wydobywać. A później przypadkiem, by się spotkał z sąsiadem. I jeszcze innym. I znowu. Trudne do pojęcia w dzisiejszym świecie. Ale to nie byłoby tak łatwe do zapamiętania, gdyby nie przewodnik. A ten, charyzmatyczny gość z doświadczeniem dzielił się wiedzą w sposób lekki, przyjemny i bez całej masy dat czy podręcznikowych frazesów. Z bogatą wiedzą bez najmniejszego problemu był w stanie odpowiedzieć na pytania i wątpliwości gości. Takich przewodników nam potrzeba!

Quest? A jednak nie. To chociaż ruiny zamku…

Po wyjściu z podziemii okazało się, że trochę się pogoda zmieniła, niebo pociemniało. Wsiedliśmy do auta, by je przeparkować nieco bliżej parku. Pierwsze duże krople spadły na szybę rzucając cień wątpliwości czy parasol i quest dadzą radę. Po 30 sekundach było jasne, że z quest’a nic nie wyjdzie. Lało jak z cebra. Decyzja –  Wracamy do Zamościa. Ale po drodze jeszcze ustawiamy nawigację na „Ruiny Zamku w Krupem”. To miejsce tuż przy drodze gdzie są dostępne ruiny zamku, trzeba sprawdzić. Raz padało mocniej, raz padało lżej – dojechaliśmy po jakimś czasie na miejsce. Ot lekki deszczyk, z cukru nie jesteśmy, damy radę. Przed Ruinami jest mały parking gdzie możemy zostawić auto, a następnie poświęcić 2 minuty spaceru na dojście. Jak niewiele potrzebna do uniknięcia „dzikiego parkowania”. Ruiny to w zasadzie dwie ściany z kilkoma ścianami wewnętrznymi. Niezabezpieczone więc wejście na własną odpowiedzialność. Pierwsze skojarzenie – Zamek w Kole. Czyli rekomendacja ta sama – można wpaść przejeżdżając obok, ale specjalnie to bym nie jechał.

IMG_4654

Zamość – miasto umarło

Po powrocie do Zamościa i intensywnych opadach w końcu trzeba było coś zjeść konkretnego. Ale… miasto umarło. Na chodnikach w centrum miasta nie było nikogo. Ciemny Rynek nie zachęcał do spaceru tak jak i zamknięte ogródki na jego płycie, ale wizja jazdy do McDonald’a sprawiła, że sprawdziliśmy po raz drugi Figę z Makiem. Na szczęście była otwarta. Chociaż byliśmy jedynymi klientami to udało się dobrze zjeśc. Wróciliśmy do hotelu. Plany na jutro miały dotyczyć głównie Roztoczańskiego Parku Narodowego więc weryfikowałem prognozy pogody. Gorąco może nie będzie, ale padać nie powinno – to najważniejsze.

Dodaj komentarz