Piąty wpis wyjazdu Polska na tydzień / Małopolskie 2024 / Czy rzeczywiście tak zachwycające jak mówią?
Po spędzeniu paru dni na Sądeczczyźnie pora było jechać dalej. Na południe, na Podhale, by dotrzeć do miejsca, które w mediach najczęściej występuje z elementami absurdu czyli Zakopanego. Ale jeszcze zanim dotrzemy pod same Tatry zatrzymajmy się w okolicy Pienin i Jeziora Rożnowskiego gdzie znajdziemy kilka istotnych turystycznych punktów.
Zamek w Czorsztynie – warto!
Dojazd do Czorsztyna jest łatwy, na samym końcu znajduje się parking z darmowym czasem w cenie biletu do zamku. Następnie musimy już podreptać asfaltową drogą, która dosłownie lada chwila przenosi nas w surowe klimaty zamkowych ruin, które przywodzą na myśl Jurę Krakowską Częstochowską. Rzeczywiście – zamek w Czorsztynie jest naprawdę autentyczny i oczywiście turystów tam spotkamy na pewno to jednak będziemy w stanie zrobić zdjęcie bez nich w kadrze.
Co jest wyjątkowego w tym zamku? Wyjątkowe nie jest pochodzenie, bo podobnie jak jurajskie zamki powstał za panowania Kazimierza Wielkiego, ale ciekawostką może być fakt, że miał bronić on granic od strony z Węgrami, które przebiegały na Dunajcu. Obecnie nie musi już chronić granic, ale po drugiej stronie Jeziora Czorsztyńskiego jest widoczny Zamek Dunajec (wtedy w granicach Węgier).
Jeśli podobają Wam się zamki w klimacie tych, które widzieliście na północ od Krakowa to zdecydowanie polecam.
Zamek Dunajec w Niedzicy – oblężony przez turystów
Pozytywnie nastawieni na zamkowe zwiedzanie dojeżdżamy do drugiego punktu, ale tam już nie jest tak lekko. Pomimo dżdżystej pogody turystów spotykamy tam setki. Główny parking zajęty, ratujemy się jakimś dodatkowym, oczywiście płatnym, ale o znośnym dojściu wzdłuż jeziora. Jeszcze nie wiedząc jak wygląda przed zamkiem zaskakuje nas turystyczność tego miejsca – mała gastronomia, przystanie na rejsy po jeziorze jak i dla gondoli do Czorsztyna, na szczęście ludzi dużo nie ma.
A raczej nie było póki nie wspięliśmy się ciut wyżej bezpośrednio przez zamek. Tam turystów od groma. Bilety sprzedawane na określoną godzinę, udaje nam się kupić z niecałym godzinnym oczekiwaniem. Domyślne zwiedzanie jest z przewodnikiem, ale po wejściu do zamku można otrzymać papierową ulotkę i samodzielnie zajrzeć w każde miejsce do czego bardzo zachęcam, bo ilość ludzi jest naprawdę spora. W niektórych miejscach dosłownie trzeba było się przeciskać. Tyle organizacyjnie.
Zamek sam w sobie nie zaskakuje nas niczym specjalnym. Widok z jego dachu nie jest przesadnie lepszy od tego w Czorsztynie gdzie jednak było znacznie, znacznie spokojniej. Poza świadomością, że tak naprawdę był to zamek węgierski niewiele z tego wynosimy, bo tłumy napierają na kolejne punkty naszego ulotkowego planu.
Niestety, ale moim zdaniem zamek Dunajec padł pod oblężeniem turystów. Rozumiem, że chętnych jest sporo, ale przemiał jaki tam jest naprawdę, jak tak patrzę na to z perspektywy czasowej, kojarzy mi się tylko z Wieliczką gdzie jednak obiekt jest znacznie, znacznie większy i bardziej unikatowy.
Przełom Białki – o co w ogóle chodzi?
Ten niewielki rezerwat przyrody występuje w wielu turystycznych miejscach, ale nie za bardzo rozumiałem jego ideę. Z definicji „przełom rzeki” to miejsce gdzie rzeka pokonuje przeszkodą „wąwozem” – niezbyt szerokie dno i strome zbocza. Tymczasem Białka owszem płynie obok skałek, ale to raczej ostańce niż strome zbocza, a sama rzeka jest na tyle płytka, że w niektórych miejscach można ją dosłownie przejść w kaloszach.
Nie do końca zatem rozumiem koncepcji tego miejsca. Z punktu widzenia przyrodniczego owszem jest to ciekawostka, ale jednak dla turystów oczekiwałbym czegoś „mocniejszego”.
Oddziały Muzeum Tatrzańskiego
Po drodze miałem w planie wpaść jeszcze do dwóch oddziałów Muzeum Tatrzańskiego – Zagroda Korkoszów oraz Zagrody Sołtysów, ale niestety – okazało się, że nie są czynne we wtorki. Kiedyś jednak na pewno ponownie zawitam w Tatry i okolice i zwiedzę na pewno.
Podsumowanie
Tak naprawdę to można określić to jako okolice Pienin – krótkiego pasma górskiego. Bez wątpienia polecam zamek w Czorsztynie, ale pozostałe punkty, które często przewijają się w turystycznych poradnikach poddaję w wątpliwość. Gdybym miał jeden dzień w okolicy i dopisującą pogodę to chyba zdecydowałbym się na wspomniany czorsztyński zamek oraz legendarny spływ Dunajcem. Tym razem jednak pogoda nie dopisała także na pewno trzeba będzie tam wrócić.







Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.