Motyw weekendowych wycieczek w góry sprawdza się od wielu lat. Program jest prosty: Wczesny wyjazd w sobotę, dojazd, trekking, odpoczynek i sen, a następnego dnia powrót auta i dalej droga do Poznania. Konsekwencja sprawia jednak, że zaczyna brakować gór, by nie jeździć ciągle w to samo miejsce 😛
O Śnieżniku już jeden post był TUTAJ – Masyw Śnieżnika na 2 dni, choć dawno – 6 lat temu. Ponowna wizyta chodziła mi już po głowie od dłuższego czasu i w końcu, w grudniowy przedświąteczny weekend udało nam się odwiedzić to miejsce, ale inaczej. Wyjazd o poranku, dojazd od czeskiej strony, by przejść się SkyBridge – pieszą kładką zawieszoną niecałe 100 metrów nad dnem doliny. Jej długość – 721 metry czyniła z nią najdłuższą taką kładką na świecie w momencie otwarcia tego obiektu w 2021 roku.
Jak dotrzeć do Sky Bridge 721?
Dojazd do całego kompleksu narciarskiego Dolni Morava zajmuje 4h z Poznania więc wyjazd już o 05:30 wliczając śniadanie w McDonaldzie w Ząbkowicach Śląskich. Sky Bridge 721 jest czynny od 10:00 (za oficjalną stroną TUTAJ), ale do niego trzeba albo wjechać wyciągiem (dodatkowo płatne) albo dojść 1,5-2h szlakiem w jedną stroną (LINK do Mapa Turystyczna + PDF do pobrania). Zważając na fakt, że to wyjazd trekkingowy wybieramy drugą opcję zwłaszcza, że w całym kompleksie Dolni Morava są parkingi pozwalające na tanie parkowanie – 200CZK (ok. 35PLN) za dwie doby to naprawdę dobra cena. Nam najbardziej pasował Parking 6 (Google Maps). Bilet z wjazdu zabieramy ze sobą i płacimy przed wyjazdem w dostępnych parkomatach.
Podejście na SKyBridge żółtym szlakiem na początku jest ostre – dość powiedzieć, że tak naprawdę podchodzimy skrajem stoku narciarskiego. Pewną alternatywą jest skorzystanie ze szlaku niebieskiego od początku, ale nam nie chciało się nadrabiać drogi. Powoli drepczemy z jednej nogi na drugą i zyskujemy metry nad poziomem morza, a spokojny szlak w górę zaczyna się kiedy schodzimy ze stoku. Wtedy zaczyna się całkiem łagodna leśna droga na których prawie nie spotykamy turystów – w Czechach częściej spotkamy ludzi uprawiających ski-touring, ale nie są to ilości hurtowe, bez obaw. Zresztą idąc tą drogą przechodzimy też pod Sky Bridge więc możemy go podziwiać również od dołu – niestety w grudniowej mgle. Pomimo to kładka ginąca w mlecznym krajobrazie robi wrażenie. Mieli Czesi rozmach!
Bilety kupiliśmy wcześniej online i Wam też to polecam – strona jest całkowicie po polsku i bardzo łatwo dokonać zakupu za pomocą karty. Koszt wejściówki to ok. 75PLN/os. dorosłą. Jednak na co warto zwrócić uwagę, a co mi umknęło – w sezonie zimowym kładka NIE JEST jednokierunkowa. Wyjście z drugiej strony kładki okazało się być zamknięte, a my musieli wrócić i nadrobić drogi. W sezonie letnim, zapewne z uwagi na ilość turystów jednak przejdziemy tylko w jednym kierunku i z drugiej wrócimy ścieżką edukacyjną do Dolni Morava.
Wrażenia ze Sky Bridge 721
3/4 kilometra robi wrażenie na papierze, a jak to jest w rzeczywistości? Pomimo dość słabych warunków z powodu mgły wrażenie zrobiło duże. Widok na dolinę w dół blisko 100 metrów na ośnieżony las, a naprzód kładka, której końca nie widać wraz z delikatnym bujaniem konstrukcji może być trudniejszym przeżyciem dla niektórych, ale też nie ma mowy o traktowaniu tego jak przeżycie ekstremalne. Osobiście nie żałowałem wydania tych 75PLN (choć domniemywam, że to mało nie jest plus ta cena nie obejmuje ewentualnego wjazdu wyciągiem). Miejsce polecam, bo jednak jest unikalne, dobrze przygotowane, a Was teraz pozostawiam ze zdjęciami:
Szlak do Międzygórza / Dzień 1
Jak wspomniałem wyżej – dość nieoczekiwanie musieliśmy wrócić do punktu wejścia na Sky Bridge 721 zamiast wyjść z jego drugiej strony. Dalsze plany szlakowe uległy więc zmianie i wyglądały TAK (PDF) zamiast TEJ (PDF) wersji.
Na początek klasyczne w czeskim stylu podejście na skraju stoku narciarskiego – nie przejmujcie się, to w Czechach normalne. Ludzie zatem na orczyku wjeżdżają sobie wyżej, a my obok nich mozolnie podchodzimy w górę. Na szczęście to niedługi odcinek i odbijamy w prawo wracając do leśnej drogi z białym puchem w znośnej ilości. Ciekawie za to robi się na rozwidleniu Pod Babusi – tam ścieżka jest widoczna, ale bardziej wymagająca niż spacer leśną drogą. Czeskie szlaki są jednak nierówno oznakowane – telefon z Mapą Turystyczną wspiera nas dość często, by uniknąć cofania się na ośnieżonych ścieżkach. Ludzi spotykamy niewiele, a tych których spotykamy (pieszych) to w większości wyprzedzamy.
Paradoksalnie im bliżej granicy tym częściej pojawiają się ludzie. Wyjście na szczyt, poza granicę lasu w mgle zlewającej się ze śniegiem sprawia, że po kilkunastu minutach nie mamy pewności czy te drzewne kikuty, które widzimy to rzeczywiście drewno, czy to tylko śnieg w trochę innym, brudniejszym kolorze. Temperatura nie pomaga, docieramy do wieży widokowej na Śnieżniku (którą widzę pierwszy raz od jej budowy), ale jedynie posilamy się na dole – i tak nic nie zobaczymy na górze. Żeby Was nie zmyliło poniższe zdjęcie – oczy widziały wieżę znacznie mniej niż wyciągnął to aparat.
Chwila przerwy i kontynuujemy szlak w kierunku schroniska pod Śnieżnikiem. Początek, ponad granicą lasu jest nieprzyjemny – łatwo zapaść się po kolana. Na szczęście kiedy zaczynają się drzewa, ścieżka staje się łatwiejsza, a my niedługo później wchodzimy do schroniska, by znaleźć tam żurek i grzane wino. Dodatkowy czas przy Sky Bridge 721 sprawia, że wychodzimy ze schroniska po zmroku, a do celu mamy jeszcze 6 kilometrów. Przydaje się mocna latarka czołowa (przy okazji pierwszy raz w terenie testuję ten zakup) zwłaszcza, że w niektórych miejscach czai się lód. Raczki jednak nie będą najlepszym pomysłem, bo jednocześnie obok leżą kamienie. Komfort świetlny to ważna sprawa – jeden kolega nie wziął i widać było, że brakowało mu pewności w stawianiu kroków kiedy miał mniej światła. Pomimo to udaje nam się zejść do Międzygórza w lepszym czasie niż wskazywany przez Mapę Turystyczną.
Międzygórze / nocleg i jedzenie
Docieramy do Willi Róż w Międzygórzu gdzie mamy zarezerwowany 3-osobowy pokój w małych pieniądzach. Wprawdzie nie oferuje śniadań (te jednak można zjeść w lokalnych knajpkach) to zdecydowanie polecam jako miejsce noclegowe. Uprzejma i pomocna gospodyni widząc nasze plecaki i latarki przede wszystkim wprowadza nas do pokoju, a płatność spokojnie zrobimy później.
Po krótkim odpoczynku pora iść trochę dalej na obiadokolację. W Międzygórzu jest kilka knajpek, my wybieramy Złoty Róg, który wydaje się prostą stołówką z klasycznymi daniami. Menu jest kompaktowe i pokazane na kredowej tablicy, a dania praktycznie są gotowe tylko odgrzewane. Przyznam, że aż takiej prostoty się nie spodziewałem. Gościnna właścicielka zbiera zamówienia raz-dwa (w końcu nie ma nikogo więcej), a na stoliku za moment lądują wybrane dania. Posilą? Zdecydowanie. Czy był jakiś efekt wow? Niestety nie. Czekając też chwilę na jedzenie rozglądamy się po dużej sali i osobiście odnoszę wrażenie, że bliżej temu do stołówki niż knajpki i to mówię bardziej odnośnie stylu miejsca niż smaku jedzenia. Myślę, że następnym razem jak będę w Międzygórzu będę jednak testował inne miejsca.
Szlak powrotny do Dolni Morava / Dzień 2
Dzień wcześniej ze Śnieżnika schodziliśmy podstawowym czerwonym szlakiem. Staram się unikać chodzenia codziennie tym samym szlakiem więc na jutro planuję dojście niebieskim szlakiem do Schroniska Pod Śnieżnikiem. Link do MapaTurystyczna TUTAJ, a do PDFa TUTAJ. Droga jest bardzo łagodna, zdecydowanie polecam każdemu. Zdecydowanie ciekawiej zaczyna robić się po wizycie w schronisku – zielony szlak wzdłuż granicy nie jest częstym wyborem (na całej jego długości spotykamy może kilkanaście osób). Jednocześnie korzystając z wydeptanych śladów i telefonu widzimy, że ktoś też w pewnym momencie zgubił ścieżkę – my też „na szagę” kierujemy się na właściwy szlak, na szczęście nie było tak daleko.
Mimo wszystko jednak nie trzeba torować szlaku, a to dużo znaczy, by nie tracić szybko energii i zapału do dalszego marszu. Po drodze jeszcze natykamy się na wieżę widokową na Trójmorskim Wierchu, ale warunki jak wczoraj – mgła i niewiele widać. Po dotarciu na skrzyżowanie szlaków przy przejściu granicznym udajemy się dalej w lewo szlakiem czerwonym (choć uwaga przy pewnym zakręcie drogi w lewo – łatwo go zgubić), by za moment wskoczyć na niebieski. Choć w pewnym momencie niebieski schodzi z krętej drogi my na niej pozostajemy. Teraz czeka nas bardzo spokojny spacer na parking, a niebawem pojawi się asfalt. Dojście do Parkingu P6 gdzie mamy auto jednak jeszcze trochę zajmie – niestety nie ma tam chodników, ale też przesadnie dużego ruchu. Zwłaszcza, że spadło trochę śniegu i warunki są inne niż wczoraj kiedy tam przyjechaliśmy.
Podsumowanie
Kolejny górski weekend zaliczony z pełnymi satysfakcją oraz bezpieczeństwem! Pomimo tych wszystkich wyjazdów ciągle udaje się odkrywać kolejne fragmenty pieszych szlaków. Ten wyjazd przypomniał, że podczas planowania nie ma co skupiać się tylko na polskiej części gór, ale również śmiało można wykorzystywać czeską stronę (choć miejmy z tyłu głowy, że u nich szlaki zimą mogą być trudniejsze). Dodatkowo – udało nam się odwiedzić Sky Bridge 721, które zrobił na mnie bardzo pozytywne wrażenie i będę polecał wycieczkę w to miejsce. Teoretycznie jest tam jeszcze Ścieżka w obłokach, ale dodatkowo płatna plus mamy już kilka takich w Polsce więc średnio unikalna, by za to dodatkowo płacić.
To co – kiedy planujesz wyjazd w góry na weekend? 🙂









Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.