Drugi wpis wyjazdu Polska na tydzień / Małopolskie 2024 / Czy rzeczywiście tak zachwycające jak mówią?
„Sądecczyzna” – ta niełatwa nazwa zapada w pamięć i nie pierwszy raz spotkałem się z nią podczas przygotowań do wyjazdu. Wcześniej wydawało mi się, że to maleńki fragment jakiegoś obszaru, a tymczasem okazuje się, że to spory obszar dzisiejszego małopolskiego. Zaczyna się już na Jeziorze Rożnowkim, a zatem zarówno zamek w Czchowie jak i Tropsztynie są na jego obszarze. Ciągnie się też na zachód do granic województwa oraz obejmuje również masę uzdrowisk położonych w Beskidzie Sądeckim – dość powiedzieć, że ten i dwa kolejne posty będą opisywały atrakcje z tego obszaru. Ale… od czegoś trzeba zacząć.
Jeśli chodzi o najważniejsze miejskie ośrodki to każdy zwróci uwagę na Stary i Nowy Sącz. Sądzicie, że historia była taka, że był Stary Sącz, a po kilkuset latach przez brak możliwości rozwoju utworzono Nowy Sącz? Nic bardziej mylnego – historia Nowego zaczęła się zaledwie 40 lat później, oba miasta rozpoczęły swoje istnienie w XIII wieku, ale różnią się ogromnie.
Nowy Sącz – centrum i skansen ze ślicznym miasteczkiem galicyjskim
Nowy Sącz to trzecie największe miasto województwa i z powodzeniem pełni wszystkie funkcje z tym związane. Rynek z niewielką ilością zieleni posiada jednak naprawdę ładny ratusz, ale niewiele czasu tam spędzimy tak naprawdę, bo ile czasu można siedzieć na betonowych placach? Nieprzesadnie do spacerów zachęca też krótki deptak choć znajdziemy tam parę knajpek jeśli będziemy chcieli coś zjeść. W Nowym Sączu za to warto pójść w drugą stronę, a dojdziemy do Baszty Kowalskiej i ruin zamku choć ten spacer nie zajmie Wam przesadnie dużo, może 30 minut.
Sądęcki Park Etnograficzny – skansen z niespodzianką za rzeką
Poza samym centrum zdecydowanie warto podjechać na obrzeża Nowego Sącza do Sądeckiego Parku Etnograficznego. Sporych rozmiarów skansen przybliży nam 4 grupy etniczne, które zamieszkują te tereny, a spacer pomiędzy domostwami pozwoli wyobrazić sobie jak to wyglądało w środku. Zwłaszcza, że do niektórych budynków możemy wejść i spotkać przewodników którzy opowiadają o tym jak to wyglądało dawniej nie zawalając nas datami i szczegółami, które za moment zapomnimy.
Miasteczko Galicyjskie – musisz tam zajrzeć
Poza skansenem jest coś jeszcze, a mianowicie miasteczko galicyjskie. Wprawdzie patrząc na mapę wydaje się, że to daleko, że po drugiej stronie rzeki, ale okazuje się, że skansen praktycznie ciągnie się nad rzekę, a tę możemy pokonać dzięki drewnianemu mostowi. Solidnemu, nawet auta nielicznych mieszkańców okolicy go używają. Tak wchodzimy na rekonstrukcję typowego miasteczka sprzed około stu lat w Galicji. Przy okazji przyznam, że pomimo tylu podróży, nie sądziłem, że „Galicja” tak bardzo jest odmieniana przez wszystkie przypadki w tym rejonie kraju. Naprawdę spotykamy się z tym często, mam wrażenie, że trochę inaczej niż w innych obszarach, które trafiły pod inne okupacje.
Wracając do miasteczka sprzed stu lat – jeśli wyobrażacie sobie plac wyłożony kamieniami, na jednej ze ścian górujący nad wszystkim ratusz, a dookoła drewniane sklepiki i oddziały rzemieślników to dobrze trafiliście. Dbałość o detale, a do tego kolejni przewodnicy, których możemy spotkać u tych wszystkich rzemieślników odsłaniają kulisy pracy tych ludzi sprzed stu lat w przystępny, niezobowiązujący, ale angażujący sposób. Chociażby poczta, apteka czy fotograf – zawody, których w pędzie codzienności często nie zauważamy były kiedyś miejscami pracy specjalistów najwyższej klasy.
Stary Sącz – żywe miasteczko galicyjskie w XXI wieku
Jeśli byliście już w skansenowym Miasteczku Galicyjskim to przyjazd na Rynek Starego Sącza sprawi, że poczujecie się jakbyście wjechali autem do skansenu. Pomimo tego, że Stary Sącz zaczął istnieć tylko 40 lat wcześniej to jakimś cudem udało mu się zachować centrum niczym sprzed stu lat choć im dalej od centrum to mniej tego klimatu. Ta przystępność sprawia jednak, że turystów tam od groma, a parkingów tam jak na lekarstwo. I tak na części ryneczku tego żywego miasteczka galicyjskiego jest… parking, co trochę burzy ten sielankowy klimat.
Bo tak faktycznie to do Starego Sącza można przyjechać na rynek, przejść się po dosłownie najbliższych okolicach, wpaść do kawiarni i… tyle. Ewentualnie jeszcze pójść ciut dalej…
Leśne Molo – przesadnie wypromowana ścieżka w koronach drzew
Jeśli szukacie parkingu jak najbliżej Leśnego Molo to sprawdźcie TEN oraz TEN. Niestety są generalnie małe więc w weekendy może być ciężko z miejscem. Na szczęście Stary Sącz nie jest zbyt duży więc nawet jeśli zaparkujecie na Rynku to spacer do lasu zajmie Wam parę minut.
Leśne Molo to projekt jakich ostatnio wiele w kraju czyli ścieżki w koronach drzew. Na Instagramie nie problem znaleźć pozowane zdjęcia stamtąd, a jak to wygląda tak serio? Wspomniana ścieżka jest w lesie, a ten – na lokalnej miejskiej górce. Górka jednak jest konkretna, bo asfaltowe podejście bywa określane mianem pionowej ściany. Także potrzeba trochę samozaparcia, by dotrzeć na ścieżkę, która okazuje się po pierwsze nieprzesadnie długa, a po drugie nie oferuje nieziemskiego widoku, bo do widoku na beskidzkie pagórki zdążyliśmy już przywyknąć z wielu lepiej dostępnych miejsc.
Podsumowując – Leśne Molo jest niezłą lokalną atrakcją, ale nie nazywajmy tego unikatem na skalę kraju. Moim zdaniem zdecydowanie lepsze widoki są z wież widokowych rozsianych po szczytach Beskidów.
Ścieżka nad bagnami pomiędzy Sączami – Bobrowisko
Z atrakcji, które również regularnie przewijały się wszędzie jest wymieniane Bobrowisko. Opisane jako przyrodnicza enklawa to w istocie parę małych zbiorników wodnych pomiędzy Dunajcem, a Popradem, które przyroda zaadoptowała po żwirowni. Ludzie dorzucili swoje i obecnie to miejsce przede wszystkim dla tych, którzy chcieliby spróbować podejrzeć dziką przyrodę. Bagienny teren, a nad nimi zawieszone drewniane kładki oraz dwie czatownie idealnie się do tego nadają zwłaszcza gdy ludzi tam nie ma. Ale… z tym w sezonie i weekendy może być różnie, bo przy parkingu mamy małą gastronomię oraz wake park.
Dla kogo jest to atrakcja zatem poza oczywiście fotografami przyrody, którzy znają rytuały zwierząt i najlepsze godzin fotograficznych polowań lepiej niż ja? Na przykład dla kogoś kto chce zrobić krótki spacer, ale nie chce iść do parku czy pełnego lasu. Przejście ścieżki Bobrowiska nie powinno Wam zająć więcej niż godzinę.
Podsumowanie
To dopiero praktycznie początek wycieczki po Sądecczyźnie. Spacer w Nowym Sączu zajmie Wam jedno popołudnie, ale polecam wpaść do Skansenu Etnograficznego, a już koniecznie do Miasteczka Galicyjskiego. A Stary Sącz… mam z nim problem. Leśne Molo okazało się zbyt słabe, by polecać to turystom z dalszych okolic jako atrakcja konieczna. A przez Rynek z jednej strony warto przejechać, z drugiej – czy specjalnie po to jechać? Moim zdaniem sens dyskusyjny. I jako dodatek jest jeszcze Bobrowisko dla chętnych spacerów przyrodniczych – czy to atrakcja dla Was doczytajcie akapit wyżej 😉











Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.