Wpis jest częścią serii: „Szwajcaria 2025 w 12 dni / Bajeczne doliny, kolejki linowe i… czy serio tak drogo?„
Nie ma co ukrywać, że Szwajcaria nie jest łatwym krajem jeśli chodzi o zaplanowanie wycieczki po całym kraju. Z jednej strony – mnogość pocztówkowych krajobrazów i bardzo dobrze przygotowana oficjalna strona (choć brakuje nieco informacji praktycznych). Z drugiej – nie jest to przesadnie popularny kierunek nawet wśród blogerów. Z trzeciej – każdy dodatkowy dzień znacznie powiększa budżet jaki musimy przeznaczyć na wyjazd. I jeszcze na koniec nagromadzenie atrakcji jest takie, że łatwo zrobić sobie trasę w którą będziemy gdzieś jechać i wracać.
Ja sam potrzebowałem kilku podejść kiedy projektowałem swoją trasę. A przypominam, że i tak została zmodyfikowana przez błąd w zabukowanych noclegach. Dla Was jednak, jak zwykle w przypadku takich większych wypadów przygotowałem plan z najlepszymi atrakcjami, ale jednocześnie nieprzesadzony – spokojnie będzie czas na kawę czy drzemkę.
Dzień pierwszy – dojazd do Chur
Ponad 10 godzin jazdy plus przystanki sprawią, że dotrzecie popołudniu. Będziecie mieli chwilę na odpoczynek, a potem na spacer po Waszym pierwszym szwajcarskim mieście – Chur.
Dzień drugi – lekki trekking w wąwozie Ruinalt’a i dojazd do Ticino
Jeśli legenda Szwajcarii kojarzy Wam się z intensywnie zieloną trawą, krystalicznie czystą wodą i lasem to tutaj tego dotkniecie. Przy okazji jednak zobaczycie jak wyglądają alpejskie wody w lazurowym kolorze, który wije się pomiędzy wąwozem na który spojrzycie z wieży widokowej. Następnie ustawicie nawigację na kanton Ticino gdzie zmienimy język z niemieckiego na włoski. Dla chętnych przejazd przez przełęcz San Bernardino.
We włoskim zakątku naprawdę poczujecie się jak we Włoszech – choć na Como nie byłem to wszelkie zdjęcia mówią, że wygląda to właśnie tak czyli długie, polodowcowe jeziora na których brzegach wybijają się góry kilkaset metrów wyżej. Nie zapomnijcie zabrać kąpielówek!
Dzień trzeci – Z rana Ticino, a dalej przejazd do Tasch i pociągiem do Zermatt (+ ewentualnie dwie przełęcze)
Jeśli jeszcze chcecie odwiedzić coś w tym zakątku Szwajcarii to bardzo proszę, macie czas. Dojazd do wielkiego parkingu w Tasch zajmie Wam jednak 3h i to domyślną drogą, przez przełęcz Nuefenen. Jeśli chcecie – możecie nadrobić trochę więcej i zamiast niej pojechać przez przełęcz św. Gotarda oraz Furka Pass z nieczynnym już hotelem Belveder. W Tasch zostawiacie auto i pociąg w 20 minut dowozi Was tam gdzie auta prywatne nie docierają do Zermatt. Pierwszy raz możecie zobaczyć Matterhorn na żywo.
Dzień czwarty – Zermatt: Matterhorn Glacier Paradise (3883m n.p.m.) albo Gornegrat (3135 m n.p.m.)
Wstajecie jak najwcześniej i jedziecie kolejką linową na Matterhorn Glacer Paradise (to najwyższe miejsce gdzie można wjechać w Europie, ale uwaga na niskie temperatury), albo na Gornegrat gdzie możecie przez cały dzień rozkoszować się widokiem Mattehorn na błękitnym niebie jeśli pogoda dopisze. Osobiście polecam pierwszą opcję, potem można zjechać i trochę pochodzić. Więcej informacji oraz mapkę dostaniecie w informacji turystycznej w Zermatt.
Dzień piąty – Wizyta w CERN, ewentualnie w Genewie i wieczór w Vevey
Pobudka, śniadanko, marsz na dworzec i pociąg odwiezie Was znowu w 20 minut na parking Tasch skąd zabieracie auto. Teraz kierujecie się na północ od Genewy – do Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN jeśli jesteście naukowymi freakami. Jeśli nie, możecie wpaść do Genewy odwiedzić parę muzeów, ale na nocleg poleciłbym miasteczko Vevey. Tutaj też pierwszy raz zobaczycie największe jezioro Europy czyli Jezioro Genewskie, które oddziela Szwajcarię oraz Francję.
Dzień szósty – Rejs Jeziorem Genewskim
Z Vevey możecie popłynąć do innych mniejszych miejscowości, zwiedzić co możliwe albo skosztować lokalnego wina z którego słynie region. Od siebie polecam Montreaux zwłaszcza jeśli macie sentyment do zespołu Queen i Freddiego Merkury’ergo.
Dzień siódmy – Neuchatel, Berno, (ewentualny Emmentaler), Thun i dolina Lauterbrunnen
Jeśli chcecie to możecie rozdzielić ten dzień dwa. Domyślna opcja sugeruje wizytę w Neuchatel, by zobaczyć to ładne miasteczko Szwajcarskiej Jury. Po tym jedźcie do Berna gdzie prawie przeniesiecie się w czasie. Jeśli macie siłę na naukę poprzez zabawę to wpadnijcie do serowni Emmentaler, dalej do Thun na kawę i kończycie w dolinie Lauterbrunnen. Choć nazywana jest doliną wodospadów to tak serio skupia w sobie te wszystkie Szwajcarskie widoki w pigułce.
Dzień ósmy – Shilthorn – 2970m n.p.m.
Choć najpopularniejszą kolejką jest Jungfrau wyjeżdżający z Grindelwald to osobiście polecam Tobie dać szansę kolejce Schilthorn, która wwiezie Was na 2970 metrów n.p.m. czyli tam gdzie kręcono jednego ze starszych Bondów. Przy okazji – to najbardziej stroma kolejka świata co doskonale widać gdzie jedziemy bardziej w górę niż do przodu na samym początku. Przy zjeździe warto zatrzymać się na kawę czy ciacho w osadzie Murren.
Poza tym jednak Lauterbrunnen to mimo wszystko dość kameralna dolina i większość atrakcji skupia się przy jednej ulicy. Jeśli chcecie zajrzyjcie do jednego z wodospadów, ale pytanie czy warto płacić zostawiam Wam.
Dzień dziewiąty – Brienz z najpiękniejszą uliczką świata i Engelberg trekking albo Lucerna Muzeum Transportu
Jeśli lubicie drewniane chaty to zatrzymajcie się w Brienz na krótki spacer. To miejsce słynie z rzeźbienia w drewnie, a przy okazji oferuje przez to krótką uliczkę określaną najpiękniejszą na świecie. Jeśli chcecie możecie też skorzystać z krystalicznie czystego jeziora. Późniejsza opcja zależy od pogody. Jeśli lubicie trekking to polecam wpaść do Engelberg i wjechać na trekking dookoła jeziora Trubsee, jeśli lubicie widoki możecie wjechać na Titlis (3238m n.p.m.), a jeśli chcecie zobaczyć największe w Europie Muzeum Transportu do wybierzcie się do Lucerny. Tam też koniecznie wpadnijcie na wieczór.
Dzień dziesiąty – Miasteczko Stein am Rhein i „największy” wodospad w Europie – Rheinfall (i powrót)
Choć przed nami droga do domu to zajrzyjcie jeszcze do prześlicznego miasteczka Stein am Rhein, a na sam koniec sprawdźcie czy spodoba Wam się największy (pod względem przepływu wody) wodospad w Europie. Zresztą szum wody to na pewno coś co zostaje w pamięci po wizycie w Szwajcarii. Wracajcie bezpiecznie!
Podsumowanie
Wiecie co jest najlepszego w takim przygotowaniu The Best Of? Że pomimo faktu, iż moja wycieczka już się skończyła; odwiedziłem kilka miejsc, które nie do końca mnie przekonały to gdybym miał jechać raz jeszcze to teraz wiedziałbym jaka wycieczka może być idealna. A przy okazji zaoszczędził, bo dwa noclegi mniej to ponad 1000PLN oszczędności :V












Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.