Wpis jest częścią serii: „Szwajcaria 2025 w 12 dni / Bajeczne doliny, kolejki linowe i… czy serio tak drogo?„
Z Zermatt zwinęliśmy się szybko po śniadaniu. Na dworzec, szybki dojazd do Tasch i do auta, bo kawałek mieliśmy do przejechania. Choć po drodze jest kilka miejscówek gdzie można rozważyć zatrzymanie (w tym potencjalny wjazd na Glacier 3000 jako kolejny szczyt), ale my dziś mieliśmy ambitny cel. Nie zawitaliśmy również do Genewy w której można znaleźć sporo muzeów – wizyta w tym niezwykłym miejscu zajęło nam trochę czasu.
Czym jest CERN?
Jeśli ktoś nie czytał, nie wgryzał się w naukę bezpośrednio bądź przez popularnonaukowego kanały to o CERN mógł usłyszeć z różnych powodów. Przede wszystkim – to miejsce w którym powstał Internet, który dziś jest dla nas tak naturalną przestrzenią jak podwórko dla seniorów. Po drugie – miłośnicy twórczości Dan’a Brown’a (tego od Kodu Leonarda da Vinci) na pewno kojarzą CERN z innej jego książki (zekranizowanej w 2009 roku) – „Anioły i demony”. Po trzecie – najważniejsze – to ponadnarodowy europejski projekt, który leży na (i pod) granicy dwóch państw – Szwajcarii oraz Francji. Choć głośno o nim było w 2008 roku kiedy uruchomiono Wielki Zderzacz Hadronów to jego historia jest znacznie starsza i praktycznie zaczęła się kilka lat po II wojnie światowej.
Po co jechać do CERN?
No dobra, ale jeśli już chcemy jechać do CERNu to czy tylko by być w miejscu gdzie dokonano ważnych odkryć i wynalazków? Na szczęście nie. Przede wszystkim bez opłat jest dostępne CERN Science Gateway., choć warto się zarejestrować na podanej wyżej stronie. To placówka w której możemy dowiedzieć się o czym tak naprawdę rozmawia się w CERN, pobawić się mechanizmami, które wymagają skorzystania z naszych szarych komórek, a naukowcy starają się przybliżyć w jak najprostszy sposób rzeczy o których na co dzień nie myślimy. Może się wydawać, że „hej, to kolejne naukowa placówka w stylu Centrum Nauki Kopernik?„. Właśnie tak nie jest i to mi się podoba. Choć nie można powiedzieć, że kilka sal, które możemy odwiedzić to mało, to też nie czujemy się zmęczeni po sprawdzeniu wszystkiego, zabawach z prostymi badaniami czy obejrzeniu wideo o początku Kosmosu.
Poza wspomnianym samodzielnym zwiedzaniem możemy też trafić na pokazy eksperymentów czy pokazy filmowe to jednak dla tych bardziej zaangażowanych jest coś jeszcze.
Jak zapisać się na zwiedzanie dla wybranych?
CERN oferuje też 90-minutowe zwiedzania z przewodnikiem w grupie ok. 20-25 osób. Możemy na nie zapisać się z dwugodzinnym wyprzedzeniem, ALE… tylko będąc na miejscu, kiedy uprzednio obsługa na wejściu CERN Science Gateway potwierdzi w aplikacji nasze przybycie. Dopiero wtedy możemy ustawić sobie alarm 122 minuty przed planowanym oprowadzeniem i polować na bilety, bo te rozchodzą się naprawdę szybko. Na szczęście nam się udało i tak po zobaczeniu wystaw z poprzedniej części posta odebraliśmy nasze identyfikatory i czekaliśmy przed wejściem do CERN na naszego przewodnika.
Naszym przewodnikiem okazał się inżynier pochodzący z Indii (oczywiście pracuje w CERN), który oprowadził nas po kilku budynkach bezpośrednio w CERNie. I całe szczęście, bo w tych budynkach było przyjemnie chłodno w porównaniu do upału na zewnątrz. Najpierw zobaczyliśmy jeden ze starszych akceleratorów, a obok niego (i w sumie też na nim) obejrzeliśmy bardzo dobrze przygotowane wideo, które pokazywało jak doszło w ogóle do tego, że CERN powstał.
Jednak nie myślcie, że nasz przewodnik tylko włączał nam odtwarzanie, nic z tym rzeczy. Opowiadał ciekawie, konkretnie, bez zbędnego owijania w bawełnę. Grupa była trochę zróżnicowana, ale było w niej też kilku poważnych zapaleńców naukowych – bez najmniejszego problemu przewodnik odpowiadał na wszelkie pytania. Po pokazie wideo zabrał nas do innego budynku – ot, mała wystawa na wejściu przy którym mógł nieco opowiedzieć o ważnych elementach akceleratorów. Kiedy jednak tak opowiadał o tym ile rzeczy trzeba tam monitorować, na co to wpływa to w pewnym momencie okazało się, że to białe tło to wcale nie jest ściana, a szyba. I mogliśmy zobaczyć jak wyglądają takie sale, które jeśli już to widzimy w filmach – najczęściej mówiących o podbojach kosmosu. Wielkie ekrany na ścianach, wskaźnikowy raj i kilkunastu naukowców za monitorami komputerów – i ci naukowcy też dobrze pokazują jaki jest dzisiejszy świat. Nie chodzili w białych fartuchach, jeden do drugiego podjeżdżał na krześle, by omówić coś wspólnie, bez zbędnego nadęcia – i każdy z nich dokładał swoje kilka groszy do wielkiego projektu, a może i odkrycia, których jako masy nawet nie zauważamy.
Podsumowanie
Jeśli popularnonaukowe tematy nie są Wam obce to wizyta w CERN może być spełnieniem Waszych marzeń. To ważne miejsce na mapie Europy, pewien symbol kooperacji całego kontynentu dla nauki, ale też na poziomie społecznym, bo pracują tam wszystkie narodowości. Polskę reprezentuje nie tylko wspomniany na początku Sławosz, ale nawet kiedy kupowaliśmy koszulki w CERNowym sklepiku to zagadnęła nas nieśmiało w języku polskim pani z obsługi po tym jak usłyszała naszą rozmowę, a poza tym mamy tam całą masę naukowców. Dla tych, których fascynuje nauka wizyta wpaść musi, a najlepiej jak jeszcze dostaniecie się na zwiedzanie z przewodnikiem.
Jednak – jeśli szukacie czysto naukowej rozrywki i turystycznego miejsca to lepiej odpuśćcie. To nie do końca jest Centrum Nauki w których przez parę godzin będziemy bawić się fizycznymi (i nie tylko) eksperymentami, a brak języka polskiego może utrudniać pełne zrozumienie zachodzących zjawisk. CERN choć ma ogromny wpływ na świat nauki, a potem na to jak dziś działamy specjalizuje się w pewnym zakresie nauki, która może nie być dla każdego ciekawa. I nie ma w tym nic złego, każdy ma swoją ulubioną działkę.
Ale jeśli jednak nauka nie jest Wam obca to polecam. Być niedaleko, lubić naukę i nie zwiedzić CERN – myślę, że gdzieś bym to sobie wypominał. 😉






Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.