Ósmy wpis z wycieczki „Cypr 2025 na tydzień w marcu / Czy warto?”
Na sam koniec zostawiłem Wam wschodni kraniec greckiej części Cypru. W przewodnikach piszą o tym, że to fantastyczne miejsce do podziwiania przyrody, wybrzeża i najlepszych plaż. Miasteczkowo mamy tam niewiele, a atrakcji turystycznych w postaci zabytków jeszcze mniej. I chcąc nie chcą spotkamy tak hotele nastawione na grupy z biur podróży. Ale prześledźmy sobie nasz dzień, bo okazał się on być zgoła innych ten opis zapowiedzi…
Notka o opuszczonym mieście na Cyprze – Famagusta
Z obowiązku, bo nie byłem streszczę Wam coś na co możecie się natknąć na niektórych blogach. Po interwencji zbrojnej Turcji nieco ponad pół wieku temu i podziale wyspy pewne miejsca musiały zrewidować swoje dalsze cele. Jednym z takich miejsc jest Famagusta położona zaledwie kilka kilometrów od granicy z Cyprem. Jedna z jej dzielnic, która była nastawiona typowo na turystów w zasadzie nie miała już swojej racji bytu i hotele tam postawione wraz z wszystkimi budynkami zostały pozostawione same w sobie tworząc miasto-widmo. I taki cypryjski odpowiednik wyludnionej dzielnicy możemy zwiedzić, bo pomysłowi Turcy otworzyli taką możliwość.
Idea jest taka, że dociera się do przejścia granicznego Deryneia. Przed przejściem znajduje się parking gdzie można zostawić auto, przejść przez granicę pieszo, a do Famagusty mamy 6 kilometrów. Można iść pieszo, można wypożyczyć rower (którym można pojeździć po wspomnianej dzielnicy, bo tam praktycznie nikogo prócz turystów nie ma), można skorzystać z busa, który kursuje podobno w weekend. Można też zamówić taksówkę, która kosztuje 20€. Co ciekawe – pomimo oficjalnego zakazu przejazdu na turecką stronę dla aut z wypożyczalni możemy nimi przejechać tylko musimy wykupić ubezpieczenie OC, które kosztuje… 20€.
I szczerze tak to trochę wygląda – prosta atrakcja w której kupujesz turystyczną jajko-niespodziankę za 20€. Czy warto – decyzję pozostawiam Wam. Za to w tym miasteczku gdzie jest to przejście możemy znaleźć jeszcze minimuzeum o tym miejscu, punkt widokowy na tę dzielnicę. Mi jednak to wszystko składa się na tanie emocje stąd odpuściliśmy.
Zatoka Drzewa Figowego poza sezonem…
Wybraliśmy się zatem na (podobno) jedną z piękniejszych plaż czyli Fig Tree Bay (GoogleMaps). Bezproblemowy dojazd, darmowe parkingi, niewielka ilość turystów – zapowiada się całkiem nieźle pomimo dużych hoteli, które stoją tuż przy wąskim bulwarze. Okazuje się jednak, że… nie musieliśmy jechać do Famagusty, by zobaczyć dzielnicę-widmo. W marcu miasteczko Protaras było w zasadzie widmem. Hotele były zamknięte, na ogródkach niektórych można było jedynie dojrzeć pracowników wykończeniowych leniwie machających pędzlami, by przygotować to na sezon. Jedna kawiarnia czynna w cały miasteczku sprawiała, że tam skupiali się wszyscy ludzie choć na szczęście było ich tak mało, że nie było problemu ze znalezieniem stolika. Kilkanaście osób plażujących przy wysepce do których dołączyli kolejni to wszystko co tam było. Woda chłodna choć ciągle cieplejsza niż w Bałtyku.
Przyznam, że to mnie zszokowało. Ja wiem, że marzec to początek mniejszej ilości opadów na Cyprze, ale sądziłem, że jednak tam ludzie przyjeżdżają i raczej nie ma miejsc nad morzem zamkniętych na cztery spusty. Tymczasem poczułem się tam jak w zapyziałej polskiej wsi turystycznej z tą różnicą, że w Protaras były wielopiętrowe budynki hotelowe, które w sezonie mieszczą tysiące turystów w każdym z nich.
Kraniec wyspy – Cape Greko
To miejsce jest przede wszystkim punktem dla podziwiania wybrzeża. Banalny dojazd, bo jest jedna droga utwardzona gdzie spotykamy same wypożyczone auta z czerwonymi blachami rejestracyjnymi przypominam nam, że mogą pisać, że to świetne miejsce do rekreacji, ale poważnie to jedzie się po to, by zaparkować auto, wysiąść i porobić kilka zdjęć. I wybrzeże nie zmienia się diametralnie, można pojechać trochę dalej ponowić te czynności, ale ostatecznie te zdjęcia nie będą się super różniły.
I szczerze? Już kiedy tam byłem pomyślałem, że to może być świetne miejsce na wycieczkę rowerową. Spokój na drodze (bo nic poza przyrodą i turystami) i nieprzesadne pagórki powinny przyjemnie wypełnić nam czas, a do tego pozwoliłoby to spokojniej zobaczyć wszystkie ciekawe miejsca.
Skalny Most Miłości
Choć położony na skraju miasteczka o którym napiszę niżej to jest również dokładnie tym co wcześniej wymienione punkty Cape Greko. Miejscem, które ustawiasz w nawigacji samochodowej, dojeżdżasz, parkujesz, wychodzisz, robisz kilka zdjęć i w sumie to tyle, bo nic tam więcej nie ma. I czujesz się trochę jak japoński turysta.
A czy jest po co tutaj jechać? Pewnie, że łuki skalne robią wrażenie i ładnie wyglądają na zdjęciach. Ale tak serio – czy pięćdziesiąte zdjęcie morza z Cypru będzie w jakiś sposób unikalne i sprawi, że poczujesz się lepiej? Osobiście w to wątpię więc jeśli nie chcesz odhaczać kolejnych punktów do odwiedzenia to serio nie musisz tutaj wpadać. To ładne miejsce, ale nie przesadzajmy, że unikatowe i sprawi, że łuki skalne będziesz kojarzył tylko z Cyprem.
Agia Napa – uważajcie poza sezonem
To miasteczko było wręcz pewniakiem. Po zwiedzaniu wybrzeża, chwili spędzonej na plaży plan był prosty i zakładał dobre jedzenie. Jakim smakiem musieliśmy się obejść kiedy po wyjściu z auta okazało się, że otwarte placówki (w tym McDonald) można było policzyć na palcach dwóch rąk. Tym dziwniejsze w porównaniu do wspomnianego wcześniej Protaras był fakt, że tutaj mamy rzeczywiście miasto, a nie tylko wypoczynkowe kurorty i znacznie więcej osób, bo akurat odwiedzaliśmy to miejsce w sobotę.
Samo miasteczko może oferować w pełni swoje możliwości w sezonie – mamy zamek, który można zwiedzić, Muzeum Morskie, trochę turystycznych punktów do zdjęć oraz długą ulicę z restauracjami po obu jej stronach. Ale to wszystko (prawie) w marcu było zamknięte. Dosłownie wyglądało tak jak nadjeziorne ośrodki turystyczne wiosną czy późną jesienią. Zatem jeśli pomyślicie czy nie wybrać się tam na kilka dni poza sezonem – nie, nie warto.
Plaża Nissi
Choć wpadliśmy dosłownie na moment to właśnie ta plaża uchodzi za najpiękniejszą i najpopularniejszą, również dlatego, że brodząc możemy dojść na małą wysepkę. I tak jak w Zatoce Drzewa Figowego ludzi nie było tak tutaj poczułem się jak w Polsce na plaży, bo pomimo marcowej pogody na plaży było kilkadziesiąt osób.
Natomiast polemizowałbym czy aby na pewno jest najlepszą plażą Cypru. Położenie tuż przy sporym ośrodku, stosunkowo wąska plaża i większość ludzi kumulujących się przy przejściu do wspomnianej wysepki sprawiają wrażenie dobrej na zdjęcie, ale gorszej dla wypoczynku. A jeśli w marcu było to najpopularniejsze miejsce na wybrzeżu to trudno mi sobie wyobrazić jak to wygląda w szczycie sezonu.
Podsumowanie
Ta sobota była festiwalem zaskoczeń. Najpierw w Protaras przy ogromnych hotelach położonych tuż nad morzem nie było prawie nikogo. Późniejsze przyrodnicze punkty były dosłownie tylko punktami bez żadnej większej historii i opowieści. Agia Napa to w ogóle był szok, bo o ile rozumiem ideę wsi turystycznych, które odżywają w sezonie o tyle definicja miasta turystycznego to jednak coś nowego. I jak się okazało wcale nie musieliśmy jechać do tureckiej Famagusty, by zobaczyć dzielnice-widmo…
Przylądek Greko wydaje się być zatem miejscem w którym możemy spotkać sporo turystów w grupach zorganizowanych. Część z nich będzie tylko leżała na plaży, część wypożyczy auta i pojedzie na Przylądek Greko. A czy ja bym tam pojechał raz jeszcze wiedząc jak to miejsce wygląda? Myślę, że tak, ale w ściśle określonych warunkach – dosłownie na kilka dni, by odpocząć, zdecydowanie bliżej sezonu i pewnie z zamiarem wypożyczenia roweru i poznania wyspy od strony dwóch kółek. Praktycznie szczerze wątpię, że tyle warunków uda mi się spiąć w całość, bo jest jeszcze tyle miejsc do odwiedzenia…









Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.